4/18/2017

(#59) "Naznaczeni śmiercią" V.Roth

Nie spodziewałam się,że zrecenzuję tę książkę (albo że nawet ją przeczytam), bo wydawała mi się kolejną powieścią sciene-fiction, oczywiście z obowiązkową tyranią i buntownikami. Po przeczytaniu nie mogę jakoś szczególnie nie zgodzić się z tą definicją, ale miałam do wyboru (kolejną) powieść Jodi Picoult lub opowieść o dziewietnastowiecznym mazowieckim rodzie (koleżanka mnie zmusiła, żebyście nie myśleli że czytam takie książki z własnej woli :D), więc stwierdziłam, że wybiorę "mniejsze zło". Zapraszam! ^^

Akos pochodzi z miłującego pokój narodu Thueve, zamieszkującego planetę o tej samej nazwie w bliżej nieokreślonym układzie słonecznym. Często się rumieni, kocha swoją rodzinę i jest gotów poświęcić dla niej wszystko. 
Cyra jest narzędziem w rękach brata - tyrana przewodzącego ludowi Shotet. Szantażowana tajemnicami przeszłości, zabija, kaleczy i osieroca jego przeciwników, robiąc to wbrew sobie.
Bohaterowie żyją w kompletnie różnych światach, które łączy jedno - Nurt. Według definicji książkowej, jest to...energia, która przepływa przez każdą żywą istotę, dając jej szczególne, indywidualne zdolności.
Jak dojdzie to zetknięcia losów tej dwójki? Jakie dary otrzymają od losu? Czy ich przeznaczenie, przepowiedziane wiele lat wcześniej przez Wyrocznie naprawdę się spełni?

Fabuła
Jak już wspomniałam, Naznaczonych śmiercią od przeczytania opisu do skończenia ostatniej strony uważałam za ciekawą, choć na pewno nie oryginalną historię. Igrzyska śmierci czy chociażby sama Niezgodna (napisana przez tę samą autorkę) opierają się na bardzo podobnym schemacie. Ratującym sprawę jest Nurt i niesione przez niego dary, które są pozytywnie zaskakująco kreatywne - pani Roth postarała się bardziej niż umiejętność latania czy czytania w myślach. Takim sposobem mamy sprawianie ogromnego bólu samym dotykiem, umiejętność zamieniania wspomnień czy nawet przerywanie danego podarku.
Jak możemy się domyślić, Akos i Cyra żyją w dwóch różnych światach, pochodzą z dwóch różnych - wrogich sobie - ludów, różnią się sposobem bycia, mówienia, myślenia. Ich losy, co także jest do przewidzenia, dość brutalnie się splatają, powodując między nimi niechęć i wrogość. Jednak, co już kompletnie nie mogło się nie zdarzyć, stopniowo w ich relacji pojawia się zaufanie, a nawet miłość, na której chciałabym się skupić trochę dokładniej. Niewątpliwe jest, że takie uczucie w ogóle nie powinno mieć miejsca, ale według mnie było dużo bardziej romantyczne, niewinne, szczere i trwałe niż w niejednych romansach, na które miałam (w większości nie)szczęście trafić.
Podsumowując, Naznaczeni śmiercią nie wyróżniają się jakoś szczególnie spośród tysięcy młodzieżowych powieści s-f, ale nie są nudni czy przeciętni i mają w sobie...klimat, to coś :)
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Co warto zaznaczyć, autorka postanowiła wykreować swoich bohaterów, nie tylko tych głównych (ale o tym przekonacie się czytając), na zasadzie stuprocentowego kontrastu.
Ona jest ostra, twarda, przebiegła, bezkompromisowa, ale boi się brata i jest mu posłuszna, często wbrew własnej woli.
On jest cichy, spokojny, ale wytrwały, nigdy się nie poddaje, a życie najbliższych ceni bardziej niż swoje.

Jak można zauważyć, idealnie się dopełniają.
A co dziwne, nie mam pojęcia które z nich polubiłam bardziej. Cyra częściej mnie denerwowała, ale swoim bogatym... temperamentem, sposobem życia zwracała większą uwagę niż stojący w jej cieniu Akos. Wydaje mi się jednak, że był to celowy zabieg, chociażby dlatego, że rozdziały prowadzone przez nią mają narrację pierwszosobową, a przez niego są w trzecioosobówce.
Poza tą dwójką mamy jeszcze ich rodzinę i buntowników, ale myślę, że nie będę Wam o nich zbyt dużo zdradzać - ich charakter jest zbyt ukształtowany przez przeszłość by uniknąć spojlerów.
Ocena: 5/5

Styl pisania
Pierwsze, co przyszło mi na myśl gdy zaczęłam opisywać styl pisania jest jego nafaszerowanie nowymi słowami, jakby autorka (może nawet trochę na siłę) chciała zwiększyć klimat i zaznaczyć, że akcja dzieje się w innej rzeczywistości. Pory zamiast lat (np. miałam szesnaście pór, trzy pory temu), lodokwiaty, steroloty...Jak wspomniałam, było tego troszkę za dużo, a do tego przeszkadzało mi to do samego końca, gdy przy innych książkach już w połowie zaczynam się przyzwyczajać. I do tego ich wymawianie...Jak ja miałam czytać Thueve lub Eijah? Z angielskim akcentem? Polskim? 
Poza tym było naprawdę dobrze, tak ponadprzeciętnie. Przykładem może być to, że dopiero w mniej więcej dwóch trzecich powieści zauważyłam jednoosobową narrację Cyry i trzecioosobową Arosa. Czyli, podsumowując, dosłownie prześlizgiwałam się wzrokiem po stronach :D
Ocena: 4/5

Okładka
Sama nie bardzo wiem co o niej sądzę. Pomysł był wspaniały - niebieski i złoty idealnie do siebie pasują, wykonanie jest bardzo porządne...Ale nie mogę uznać jej za coś wyjątkowego. Według mnie "Naznaczeni" zdecydowanie lepiej wyglądaliby w jednej linijce, tak jak w oryginalnej wersji (KLIK). Podobnie nie jestem całkowicie przekonana do tych odblasków na niektórych literach - jako mistrz painta i PiZapa sama tworzyłam podobne efekty i "doświadczonym" okiem stwierdzam, że wyglądają one dość mało profesjonalnie. Ale chciałabym zaznaczyć - nie uważam się za grafika w najmniejszym stopniu :")
Wiem, że może minimalnie przeczę sama sobie, ale ta oprawa graficzna podoba mi się mimo kilku znacznych niedociągnięć i po prostu staram się zrozumieć dlaczego :D
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA: 17/20
PODSUMOWANIE: "Naznaczeni śmiercią" to dobra, wciągająca i napakowana akcją powieść sciene-fiction, choć niestety nie można ją nazwać wybitną, a już na pewno nie oryginalną. Postacie są porządnie wykreowani, wątek miłosny uroczy i szczery, a my trzymamy za głównych bohaterów kciuki mimo dzielących ich różnic. Ja książkę polecam i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo, zwłaszcza po ostatnim rozdziale, czuję, że autorka przygotowała dla nas niejedną niespodziankę!

~~
Jak zwykle z opuźnieniem i kilka miesięcy po premierze, ale jest :D Standardowo: czytaliście? Macie zamiar?




3/31/2017

(#58) "To, co zostało" J.Picoult

Tak, wiem, Jodi była tu już dwa razy (jak na mojego bloga to dużo, bo 99% autorów dostaje tylko jedną szansę), ale ostatnio znowu trafiłam na cudne cudo jej autorstwa i stwierdziłam, że po prostu muszę Wam o nim opowiedzieć. Brejk the rules!




Sage jest kobietą - duchem. Praktycznie nie ma znajomych, pracuje w nocy i odsypia w dzień, zawsze gra rolę tej drugiej u mężczyzny, którego kocha. Mimo to nie skarży się na swoje życie, uważa wręcz, że na nie zasłużyła.
Pewnego dnia bohaterka zaprzyjaźnia się z Josefem, wiekowym, ale miłym i kulturalnym starszym panem, ulubieńcem całej społeczności, tak samo ceniącym spokój jak ona. Nie mija wiele czasu, gdy staruszek prosi ją o...pomoc w popełnieniu samobójstwa. Gdy przerażona Sage z początku nawet nie chce o tym słyszeć, mężczyzna wyjawia jej trzymaną w sekrecie przez ponad pół wieku tajemnicę, która czasem sięga II wojny światowej i Holokaustu. Co powinna zrobić kobieta - zgodzić się? A jeśli tak, to czy będzie to czyn sprawiedliwy, odpowiedzialny, czy popełniony z litości i współczucia, na co nie zasługuje bezwzględny nazista?

Fabuła
Już dawno zauważyłam jak oryginalna jest pani Picoult. Nigdy nie powiela schematów, bohaterowie jej licznych książek zawsze są inni, ale niesamowicie bogato wykreowani. Podobnie z problemami moralnymi - autorka zmusza nas do głębokiego zastanowienia nad istotą człowieka, świata, przeszłości i przyszłości, a czyni to w sposób...jodipicoultowski.
To samo mogę powiedzieć o Tym, co zostało (to się odmienia? :D). Jakie jest?

Trudne, to na pewno. Podczas czytania, czasem nawet o tym nie myśląc, stawiamy się na miejscu głównej bohaterki i zadajemy sobie podobne jak ona pytania: czy człowiek zasługuje na drugą szansę? Każdy? Nieważne, co zrobił, czy jeśli żałuje, można mu wybaczyć? Czy w ogóle mamy do tego prawo, jeśli krzywda nie działa się bezprośrednio nam?
Dalej, bardzo inne niż wszystko, co do tej pory czytałam. Nie mam pojęcia jak Jodi wpada na tak...kreatywne pomysły (a do tego utrzymuje całą fabułę na tak wysokim poziomie), zwłaszcza że czytając streszczenia jej pozostałych dzieł wiem, że każda jest jedyna w swoim rodzaju.
Podsumowując, powieść czytałam z zapartym tchem i do samego końca nie mogłam przewidzieć decyzji, którą podejmie główna bohaterka. A już o "końcu" mówiąc, naprawdę nie można się domyślić dodatkowej niespodzianki, jaka została dla nas przygotowana, ale kto nie kocha takich książek? :D
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Recenzując poprzednią książkę Jodi (linki na dole) opisywałam każdego z bohaterów osobno, czego nie robiłam chyba w żadnej innej książce. Niestety, tak działa magia tej autorki: każda postać jest tak głęboko i dokładnie wykreowana, ma tak głęboki portret psychologiczny, że zasługuje na uwagę. 
Sage została stworzona tak, by ją lubić i by jej współczuć. Z ogromną blizną na twarzy, nieśmiała, skrzywdzona, samotna, dla niektórych pewnie częściowo bratnia dusza. Niestety, o czym wyjątkowo łatwo było mi zapomnieć, umawiała się z żonatym mężczyznom, zabierając ojca dzieciom i męża żonie, która przecież nie zrobiła nic złego. Ta kobieta to kontrowersyjna postać, którą każdy powinien ocenić indywidualnie.
Minka to babcia głównej bohaterki, a do tego Polka, co było, przynajmniej na początku, miłym zaskoczeniem. Przeżyła ona pobyt w Auschwitz, o którym nie chce rozmawiać, stara się zapomnieć. Odważna, kochająca, dumna, ale i przerażona przeszłością.
Leo, o którym jeszcze nie wspomniałam, to pracownik organizacji rządowej zajmującej się wymierzaniem sprawiedliwości byłym zbrodniarzom wojennym. Wytrwały w tym, co robi, raczej nie wierzy w drugą szansę, kreatywny i opiekuńczy. Stanowił trwały i niezmienny punkt w historii, w której nic nie mogło być pewne.
I w końcu Josef. Nasze pierwsze spotkanie z nim jest pełne pozytywnych wrażeń: starszy pan, który dzieli się bułką ze swoim jamnikiem, były trener i nauczyciel, przez wielu uważany za przybranego dziadka. Z drugiej strony bezwzględny nazista, morderca tysięcy niewinnych osób, okrutny i bez litości. Która wersja tego człowieka jest prawdziwa? A może obie? Nie będę odpowiadać na to pytanie, choćby dla osób, które tego nie czytały, bo opinia...nawet nie powinna, po prostu musi być indywidualna :D
Ocena: 5/5

Styl pisania
Genialnycudownyfantastycznyświetny. 
Tematyczny, klimatyczny, a co ważne - lekki. Przy tak trudnym temacie bardzo łatwo zniechęcić czytelnika pięciostronowymi rozprawkami o sensie życia, a z ręką na sercu mogę przyznać, że w życiu przeczytałam mało książek, których strony przewijałam aż tak szybko i bez wysiłku.
O czym jeszcze muszę dodać - cytaty. Gdybym była tym typem czytelników, którzy zaznaczają warte zapamiętania słowa, mogłabym podkreślić niemal każde słowo.
Jeśli już jestem przy stylu pisania, powinnam wspomnieć o retrospekcjach. Poznajemy historię Minki, jej codzienność podczas okupacji, jej rodzinę i odebraną młodość. Z drugiej strony opowieść snuje Josef, co miało pomóc nam zrozumieć motywy jego działań i jego późniejszą metamorfozę. W pewnym momencie życie tych obojga splata się i czytamy o tych samych sytuacjach z dwóch zupełnie różnych punktów widzenia. Czy dzięki temu patrzymy na nią z pewnym dystansem, próbując ocenić ją na chłodno? Nawet jeśli taki był zamysł autorki, to i tak czytelnicy (a przynajmniej ja :D) i tak skłaniają się do jednej ze stron. Tylko pytanie teraz - do której?
Ocena: 5/5

Okładka
Przyznaję, że jako okładka nawet mi się podoba...ale co ma tytuł i oprawa graficzna do treści, to za nic nie mogłam skojarzyć. Z pomocą przyszła Hania, dzięki czemu mogę wyjaśnić to i Wam (żeby nie było że plagiat czy coś, kopiuję słowo w słowo :D). 

To co zostalo Bo on chce umrzec a przeszlosc to to co mu zostalo
Albo wszystkim zostały historie o przeszlosci.
No ten piasek to metafora ich życia, historia o życiu, które tak szybko upływało

Pojęcia nie mam czy to prawda, ale skoro Hani chciało się to wymyślać, to w zamian po prostu muszę dać maxa :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "To, co zostało" Jodi Picoult to wstrząsająca, brutalnie prawdziwa historia o  II wojnie światowej, przebaczeniu i...prawdziwości tego, o czym tak łatwo zapomnieć. Autorka opisuje wszystko z porażająca dokładnością, czujemy się, jakby wspomniane okrucieństwa przydarzyły się komuś bliskiemu, a nie zwykłej postaci książkowej. I, co najgorsze, jest to prawda. "To nie fantastyczny świat, to się zdarzyło na prawdę!" - krzyczy każda strona. 
Książka przepiękna, nie do zapomnienia, poruszająca i głęboka. Polecam na prezent, wolny wieczór, chęć na dobrą lekturę, zawsze, wszędzie i dla każdego <3
~~
INNE KSIĄŻKI TEJ AUTORKI

  • Z innej bajki --> KLIK
  • Bez mojej zgody --> KLIK




3/19/2017

(#57) "Oddam ci słońce" J.Nelson

Książka powszechnie znana i zwykle polecana, więc swoim zwyczajem sięgania po popularne pozycje postanowiłam dać jej szansę. Nie oczekiwałam czegoś, co idealnie wpasuje się w mój gust, ale liczyłam na coś dobrego. Jak wyszło?

NoahiJude.
Noah był artystą. Wrażliwym, utalentowanym, ambitnym. Miał serce i rozum malarza, interpretował wszystko na swój własny sposób. Nie zachowywał się jak inni, co przyniosło mu zarówno wrogów, jak i prawdziwych przyjaciół, aż w końcu miłość.
Jude nie bała się niczego. Skakała z najwyższych klifów, trzymała się ze starszymi. Ciągle kłóciła się z mamą o długość sukienki i intensywność szminki, była przez wszystkich uwielbiana i chwalona. Szukając swojego miejsca w życiu została skrzywdzona.

Noah                                                   i                                                   Jude
Noah jest duszą towarzystwa. Ma dziewczynę, znajomych, biega. Dobrze dogaduje się z tatą, nie pragnie wiele od życia.
Jude przesadnie wierzy w zabobony, boi się miłości i chłopaków. Uczy się w szkole dla artystów, ale jakaś zła siła nieustannie niszczy jej prace.
Kiedyś nierozłączni, choć tak inni. Teraz rozdzieleni, mimo że przeciętni i niewyróżniający się. Co stoi za tą zmianą?

Fabuła
Na początku powinnam chyba niechętnie, choć szczerze zauważyć, że zdecydowanie nie jestem artystką, często nie potrafię "wejrzeć w głąb duszy". 
Niewątpliwą zaletą tej książki jest jej zarówno uniwersalność jak i odmienność. Dla osób takich jak ja, artystycznie martwych, to historia o miłości, akceptacji, zdradzie i rodzinie, okruszona czymś, co określić umieją chyba jedynie ludzie pokroju Noaha.
Dla wspomnianych wyżej to pełna pasji, uroku i zrozumienia opowieść o niedocenianych twórcach, pokrewnych duszach.
Nie ukrywam, czuję, że nie do końca odebrałam tę książkę tak, jak powinnam. Ciągle wzmianki o otwartym umyśle dość szybko zaczęły mnie irytować, a bohaterów nie rzadko po prostu nie potrafiłam zrozumieć.
Poza tym elementem fabuła bardzo mi się podobała. Rozdziały zostały podzielone; raz narratorem jest Jude, raz jej brat. Raz akcja dzieje się w przeszłości, potem wracamy do teraźniejszości. Dzięki temu autorka buduja nieustanne napięcie, nieustannie prowadzi nas do kolejnych pytań: co się stało z rodzeństwem? A ich matką, rodziną? Dlaczego ich codzienność wygląda tak, a nie inaczej? Kłamstwa, zdradza, niepewność...Jak w dobrym kryminale rodzinnym (takie istnieją?)!
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Tutaj jestem już tylko i wyłącznie zachwycona. Może nie samym charakterem postaci, ale ich wykreowaniem. A wierzcie mi, jest różnica.
Ani Noaha ani Jude jakoś szczególnie nie polubiłam. Oboje byli zbyt...niepasujący do standardów osób, które mogłabym zrozumieć i docenić w prawdziwym życiu.
Co innego prawdziwość, magiczność jaka bije z ich czynów i myśli. Są tak realistyczni, ich portret psychologiczny jest tak głęboki...Nie wiem jak to opisać. Naprawdę. Zwykle wysoką ocenę w tej kategorii daję za charakter. Pierwszy raz jestem nim (może trochę za mocne słowo, ale nie mogę znaleźć lepszego) rozczarowana, a mam ochotę dać 5/5, 10/5, 20/5. 
Ocena: 5/5

Styl pisania
Mam wrażenie, że w każdej mojej recenzji (która nie dostanie 20/20) musi pojawić się blablabla, niezbyt zachęcający początek. I tutaj, niestety, muszę wspomnieć to samo. Mało brakowało, a poddałabym się w około 50 stronie. Szczególnie irytowały mnie wstawki w rozdziałach Noaha (tytuły obrazów, które by namalował w danej sytuacji) i Jude (fragmenty książki z przesądami jej babci). Dopiero potem akcja się rozkręca...chyba. "Rozkręca" to w sumie złe słowo, powiedzmy, że z każdą kolejną stroną czyta nam się coraz przyjemniej :)
Ocena: 4/5

Okładka
No tutaj, drodzy państwo, to nie możecie się ze mną nie zgodzić. Tożto cudo jest. Dwustronne, perfekcyjne wykonane, bardzo zachęcające cudo. Kolory idealnie dopasowane do charakteru postaci - tajemniczy, ale spokojny błękit dla Noaha, szalony i wyrazisty pomarańcz dla Jude. Według mnie okładka idealna, grzbiet i opis też...Dosłownie nie mam się do czego przyczepić :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 18/20
PODSUMOWANIE: "Oddam ci słońce" Jandy Nelson to wzruszająca, głęboka opowieść o kłamstwie, zaufaniu, miłości, nadziei, akceptacji i błędach przeszłości. Największym atutem tej historii są zdecydowanie bohaterzy - żywi, prawdziwi, magiczni, którzy szukają swojego miejsca na świecie i próbują odnaleźć siebie i siebie nawzajem. Książka, według mnie, nie wnosi zbyt wiele do naszego życia, ale w najmniejszym stopniu nie żałuję, że ją przeczytałam i będę ją polecać każdemu, kto lubi takie klimaty - łączące kreatywność, opowiadające o życiu artystów, ale i zwykłych, skrzywdzonych przez los i siebie nawzajem nastolatków.

~~
Tym razem nie pytam, czy znacie, bo jestem pewna, że większość z Was gdzieś kiedyś o tej książce słyszała. Ale czytaliście? Macie zamiar? Zgadzacie się z moją opinią? :)






3/12/2017

Czytelnicze porady, czyli 9 sposobów na ułatwienie sobie życia

Pisałam już, a Wy się ze mną zgodziliście, że ciężkie jest życie książkoholika. Pod postem było rekordowo dużo komentarzy, w których dodatkowo pisaliście swoje codzinne książkowe problemy. Ostatnio tylko się skarżyłam, teraz czas działać! 



~~
1. Łamanie grzbietów
O tym już wspominałam - musisz złamać grzbiet żeby przyjemnie Ci się czytało, ale potem to wygląda tak...nieestetycznie na półce? Przybywam z pomocą! :D 

  • Kupuj książkę i od razu stawiaj ją na półce. Co może wydać się dziwne, jak najszybciej jedź do biblioteki i tę samą książkę wypożycz. Nie proponuję oczywiście niszczenia cudzej (bo publicznej) własności, ale zauważyłam, że takie książki są już na starcie bardziej...rozruszane :D
  • Sprawdzić mogą się żelazko i ciężkie przedmioty (choć obawiam się, że ten sposób działa tylko niedługo po "tragedii"). 
  • Ostatnim pomysłem są etui książkowe. Dla mnie to coś nowego i jeszcze ich nie używałam, ale dzięki internetowi wiem, że cudnie wyglądają na półce :)


2.Czytelnicza lista - jak jej przestrzegać?
U mnie to działa tak - mam, ale nie przestrzegam. U Was pewnie jest podobnie. Na Waszej liście znajduje się 94025820 pozycji, ale nagle dostrzegacie kolejną, idealną, taką, którą KONIECZNIE, powtórzę, KONIECZNIE musicie przeczytać. Co wtedy zrobić?

  • Pomysł namber łan (sama z niego korzystam): idźcie do biblioteki/księgarni i wypożyczcie/kupcie TYLKO te książki, które macie na liście. Potem zaopatrzcie się w notes, w którym od góry do dołu spiszecie te pozycje. Ustalcie sobie maksymalną datę skończenia każdej z nich. Dzięki temu sami stawicie sobie wyzwanie i będziecie chcieli osiągnąć cel za wszelką cenę - czyli nie będzie czasu na nowe pozycje, które po prostu wpadną w oko :)
  • Drugim sposobem, już dużo banalniejszym, jest częste aktualizowanie listy (ogólnie polecam mieć ją na lubimyczytać). Sprawdzajcie opinie o niej, pomyślcie, czy jest to napewno wasza tematyka. Wiem, że to trudne, ale So many books, so little time :D


3. Kiedy czekasz, aż zostanie wydany kolejny tom,
a w międzyczasie zapominasz fabułę poprzednich, i w większości przypadków serii po prostu nie kończysz. Na to też znajdzie się sposób ;)

  • Po pierwsze, sama z tego korzystam i jestem bardzo zadowolona, nie zaczynaj książki póki wszystkie jej kontynuacje nie zostaną wydane. Czy stracisz przez to kilka perełek? Bardzo możliwe. Ale pamiętajcie, dzięki temu będziecie mieć czas na coś innego...Nigdy nie wiadomo :D
  • Ale uznajmy, że już wpadłeś. Wiesz, że seria nie jest dokończona, ale koleżanka tak bardzo Ci ją polecała...Nie uprzedziła tylko, że czeka Cię rok pełen tęsknoty za bohaterami. Rada? Bądź przygotowany. W czasie czytania z każdego tomu wypisz 10 najważniejszych punktów z fabuły. Dzięki temu w chwilach czekania przypomnisz sobie że warto się jeszcze chwilę pomęczyć, a kiedy w końcu nadejdzie dzień premiery, nie będziesz mieć problemów z pamięcią :)


4. Kiedy nikt nie chce przeczytać Twojej ulubionej książki
Co wtedy zrobić? Zerwać znajomość? Szantażować?
Po pierwsze, sama się nauczyłam, że najlepiej na chłodno ocenić sytuację i być pewnym, że to, co jest dla nas takie cudne, spodoba się komuś o innym guście. Jeśli nie, warto odpuścić. Jeśli tak, zapraszam dalej!

  • Sposób z mojego życia - pokaż jak bardzo Ci zależy. Zaproponuj, że Ty przeczytasz ulubioną książkę tej osoby, nawet jeśli wydaje Ci się, że to nie dla Ciebie. Jeśli trafisz na takiego samego książkoholika jak Ty, zrobi wszystko, żeby przekonać jak największą liczbę osób :)
  • Czasem trzeba jednak zaakceptować swoją "porażkę". Ale od czego jest facebook czy nawet blog? :D
5. Wypożyczanie nowych książek
Ten problem ma każdy. Nie wierzę, że istnieje osoba, która najpierw przeczytała wszystko, co miała już kupione, a dopiero potem zaczęła wypożyczać biblioteki. Jak to przezwyciężyć?
  • Tutaj dobrym pomysłem może być ustawianie sobie kar, najlepiej pieniężnych (które pójdą na oszczędności) za każdą wypożyczoną książkę "bo miała ładną okładkę" "bo wujek córki siostry cioci mojej koleżanki poleca". I budżet domowy, i Wy będziecie zadowoleni!
  • Nie chodź do biblioteki. Wiem, nie da się. Jeśli już musisz tam pójść, np. po lekturę do szkoły lub oddać wypożyczone już pozycje, wyślij tam znajomego. Wierzę w Ciebie!
6. Kiedy nie masz ochoty na czytanie
Zjawisko kompletnie niewytłumaczalne, ale jednak istniejące. Jak je przezwyciężyć?
  • Sięgnij po coś lekkiego, ale koniecznie wciągającego. Na bok odłóż pozycje filozoficzne, odradzam też kryminały (trzeba przy nich dużo myśleć, łączyć, kojarzyć)
  • Pod żadnym pozorem NIE sięgaj po książki, na które masz ochotę już od dawna z nadzieją, że przełamią ten czytelniczy blok. Z doświadczenia wiem, że w 99% kończy się to zniechęceniem do danej lektury
  • Odczekaj. Czasem nic nie zrobisz.
7. Kiedy kończy się seria, a i tak nie zostały wyjaśnione wszystkie wątki
  • Napisz do autora! Nie zawsze się uda, a czasem dostaniesz nawet odpowiedź, która zniszczy Twoje marzenia, ale spróbować zawsze warto :)
  • Napisz ff. Fanfiction to świetny sposób na pożegnanie się z historią, a równocześnie na pozostanie w jej uniwersum. Poza tym poznasz jej fanów i poczujesz się jak full profeszyn pisarz!
  • Zorganizuj dyskusję/ankietę na facebook'u, popytaj innych o zdanie. Dzięki temu poznasz wiele różnych punktów widzenia i łatwiej będzie Ci ocenić który jest najbliższy Twojemu.
8. Za mało miejsca na książki
U mnie ten problem zaczyna być coraz bardziej widoczny. Sama chętnie zbiorę pomysły od Was :D
  • Nie kupuj książek. Logiczne? Logiczne. Wykonalne? Nie.
  • Wymieniaj się! Masz książki, które leżą bezużytecznie na Twojej półce i tylko zajmują miejsce? Zapoznaj się z TYM postem (wszystko o wymianach - wady, zalety, porady) i zmień swoje życie na lepsze! Nie wcale nie brzmię jak szczęśliwa pani w szczęśliwych reklamach
9. Książki są ZA DROGIE
  • Ogólnie warto zajrzeć TU :) Porady na tanie książki, zapraszam! :D
~~
I końcowe pytanie - znaleźliście tu coś dla siebie? A może macie jeszcze jakieś porady lub problemy, o których nie wspomniałam? Planuję drugi post takiego typu, więc za każdy pomysł będę wdzięczna. A na razie - czytelniczego tygodnia :D


3/04/2017

(#56) "Bez mojej zgody" J.Picoult

Znajomość z panią Picoult zaczęłam niezbyt fortunie, bo od książki, którą napisała wraz z córką - Z innej bajki [KLIK]. Jak wiecie, pomijając oprawę graficzną, nie przypadła mi zbytnio do gustu i gdyby nie Hania (ta od kilku recenzji i szablonu, pozdrawiaam), na 100% nie dałabym jej kolejnej szansy. I naprawdę, naprawdę miałabym czego żałować. Minęły co prawda dopiero około 3 miesiące, ale po prostu wiem, że to będzie jedna z najlepszych książek 2017!


Anna ma trzynaście lat i starszą, chorą na białaczkę, lecz ukochaną siostrę, Kate. Ona sama nigdy nie była poważnie chora, ale szpital to jej drugi dom, lekarz to jak członek jej rodziny, a słownictwem medycznym mogłaby zawstydzić niejednego doktora profesora habilitowanego. Nigdy, dosłownie od samego początku, nie miała życia jak jej rówieśniczki - została sztucznie poczęta, tak, by wykazywała pełną zgodność z Kate. Choć za sobą ma wiele przeszczepów i operacji, i tak nieustannie żyje w cieniu siostry. Nic więc dziwnego, że gdy Anna zaczyna dojrzewać, zaczyna rozumieć, że jej życie wcale nie musi tak wygląd. W końcu postanawia zacząć walczyć o siebie i swoje prawa, choć podzieli to jej rodzinę, zburzy porządek jej najbliższych i narazi na śmierć ukochaną Kate.

Fabuła
Zacznę od tego, że jestem tą książką kompletnie oczarowana. Autorka wpadła na naprawdę oryginalny pomysł, ale co za tym idzie, musiała się uporać z naprawdę ciężkim tematem - jak stworzyć zakończenie, którego nikt się nie spodziewa, jednoczeście nie łamiąc (albo nie może nie łamiąc aż tak bardzo) serc czytelników? Nie zdradzę oczywiście jak sobie z tym problemem poradziła, powiem tylko, że ciężko na nie wpaść, ale nie jestem nim rozczarowana :)
Bardzo ciekawym, pasującym elementem fabuły były liczne retrospekcje z punktu widzenia bohatera opowiadającego. Spotkania, rozmowy, uczucia, czasem nawet nieistotne z punktu widzenia całości, ale dzięki którym lepiej rozumieliśmy decyzje postaci czy nawet wykreowany przez panią Picoult świat. 
Dalej, nie da się ukryć, że Bez mojej zgody to pozycja medyczna. Ja sama miałam to szczęście, że sięgnęłam po nią kiedy już mniej więcej wiedziałam jak działa dziedziczenie, granulocyty, limfocyty, szpik kostny itp., więc czytanie było dla mnie samą przyjemnością. Jeśli jednak kogoś nie interesuje ten temat lub jego wiedza jest na niskim poziomie, książki może nie odradzam, ale polecam zaczekać :)
Podsumowując - nie da się nudzić, poruszane są trudne tematy, a to wszystko okraszone humorem i współczuciem. Tak, polecam :D
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Mamy tutaj 7 głównych bohaterów i poznajemy historię z punktu widzenia każdego z nich. 
Po pierwsze, mamy Annę. Zdecydowanie nie zwyczajną i typową trzynastolatkę, nie tylko ze względu na sytuację, w której się znalazła. Dziewczynka jest mądra, dojrzała i bystra, broni własnego zdania, ale chce dla wszystkich jak najlepiej. Niejednokrotnie podkreślony jest jej ból i strach z powodu tego, co może stać się Kate.
Sama Kate "prowadzi" rozdział tylko raz, więc nie możemy być dokładnie pewni jej uczuć co do zaistniałej sytuacji, przynajmniej nie na samym początku. Ciężko też stworzyć jej portret psychologiczny, bo pod koniec okazuje się, że skrywała ona istotną tajemnicę, która jeszcze bardziej miesza nam w głowach i sami już nie jesteśmy pewni, co o niej sądzić.
Jesse to starszy brat Anny i Kate. Zgrywa twardego i nieustępliwego buntownika, ale nietrudno zgadnąć, że po prostu brakuje mu miłości i uwagi. Popełniał straszne błędy, ale w istocie jest dobrym człowiekiem i, co ważne, bratem.
Brian, ojciec Anny, Kate i Jesse'ego, to jedna z moich ulubionych postaci. Odważny strażak, który niejednokrotnie ryzykuje życie ratując innych, a do tego zainteresowany kosmosem - ideał!
Sara, żona Briana i mama głównej bohaterki wzbudziła we mnie mieszane uczucia. To jasne, że po prostu walczyła o życie córki, ale nie zauważała, jak bardzo krzywdzi przy tym Annę. Nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić, że nie przypadła mi do gustu, bo nie mam pojęcia, co ja zrobiłabym w takiej sytuacji.
Campbell, o którym nie chcę dużo pisać, bo o nim dowiadujemy się wolno i stopniowo, był dla mnie trochę obojętny. Nie w sensie że mnie nudził czy coś, ale jego zdecydowanie pozytywne i zdecydowanie negatywne cechy mniej więcej się równoważyły.
Julia, kurator sądowowy, to zdecydowanie nie osoba, którą polubiłabym w codziennym życiu, ale jako bohater przypadła mi do gustu.
Przepraszam, że się tak rozpisałam. Starałam się to streścić, naprawdę. Cieszcie się, że nie widzicie oryginalnej wersji :D
Ocena: 5/5

Styl pisania
Jako że mamy naprawdę sporą liczbę narratorów, autorka zasługuje na podwójne uznanie, bo nie dość, że każdy z nich ma odmienny styl, to jeszcze pewnie ciężko było jej się w tym nie poplątać. A może nawet to potrójna zaleta - widać, że pani Picoult wczuła się w sytuację postaci i dobrze je rozumiała.
Ocena: 5/5

Okładka
Okładka, według mnie, jest po prostu okej. Ładna, prosta, urocza. Wiem, że to oprawa filmowa, ale to chyba dobrze, że na nią trafiłam, bo ta oryginalna podoba mi się jeszcze mniej.
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Bez mojej zgody" Jodi Picoult to wzruszająca, głęboka i naprawdę trudna książka o życiu, rodzinie, chorobie i przewrotnościach losu. Bohaterowie są wspaniale wykreowani, każdy z nich jest inny i ma nam co innego do przekazania. Lektura zaskakuje, smuci, pociesza i zmusza do refleksji i doceniania tego, co się ma. Ja zdecydowanie nie żałuję, że po tę pozycję sięgnęłam i polecam ją zdecydowanie wszystkim! 
~~
Mam wrażenie, że pozycja znana, ale mając na uwadze moje ogarnięcie, i tak nie sięgnęłam po nią za późno :D Czytaliście albo macie zamiar? :)





2/23/2017

(#55) "Bella i Sebastian" N.Vanier

Książka wzięta trochę na chybił - trafił, bo kojarzyłam, że podobał mi się film.
Książka o przyjaźni, zaufaniu, wojnie, odwadze.
Ksiązka, która ma sporą szansę okazać się największym odkryciem tego roku!



Jest rok 1943. Ośmioletni Sebastian jest dosłownie dzieckiem gór. Zna je jak własną kieszeń, nie chodzi do szkoły i dzień w dzień spaceruje z przybranym dziadkiem, Cezarem, ucząc się szacunku do natury.
Wszystko zmienia się, gdy zostaje zaatakowany jeden z okolicznych pasterzy, Andre, który twierdzi, że pogryzła go Bestia. Chłopiec nie wierzy ostrzeżeniom mieszkańców, że jest to niebezpieczne i krwiożercze zwierze i postanawia odnaleźć je i zaprzyjaźnić się z nim. Aby chronić ukochaną Bellę, Sebastian będzie musiał kłamać, ryzykować, ale i stawić czoła przeszłości.
Jakby tego było mało, wioska znajduje się pod niemiecką okupacją. Na jej czele stoi bezwzględny porucznik Peter Braun, próbujący za wszelką cenę rozbić organizację, która zajmuje się zapewnianiem ochrony Żydom.
Jaki udział w okrutnej i bezlitosnej wojnie będzie miał chłopiec i jego pies? Lub inaczej, pies i jego chłopiec?


Fabuła
Żeby przynajmniej zachować pozory lojalności, ostrzegam - ta recenzja będzie pełna zachwytów. Nie znajdziecie tu ani jednego złego słowa, a każdym zdaniem będę starała się Was do tej cudnej książki przekonać. 
Nie wiem, co mogę uznać za zajwiększą zaletę Belli i Sebastiana. Klimat? Mamy góry, majestatyczne i obojętne, mamy chłopca i psa, oboje skrzywdzonych i uczących się ufać na nowo, mamy Niemców, bezwzględnych i obcych. Mamy głęboką scenerię, zarówno czasową jak i miejscową. Wszystko to po prostu nie może nie złożyć się na przepiękną, przecudną lekturę o wojnie, zaufaniu i przyjaźni.
Zwykle zdradzam choć część fabuły, oczywiście tylko po to, żeby uzasadnić swoje zdanie, ale tutaj po prostu nie mogę Wam tego zrobić. Nie chcę odbierać nikomu tej prawie dziecięcej, magicznej przyjemności.
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Ta książka to istna kopalnia przecudnie wykreowanych postaci, pełnych różnorodnych cech.
Jednego faworyta wybrać nie umiem. Nie dlatego, że każdy ma jakieś wady, i nie wiem, które są gorsze, ale dlatego, że po prostu wybierając jednego ulubieńca byłabym nie fair w stosunku do innych.
Sebastiana oczywiście uwielbiam. Był pełen dziecięcej niewinności, odwagi, humoru - czegoś, czego często brakuje mi w książkach i chyba za czym po prostu się stęskniłam. Dopiero poznaje skomplikowany świat dorosłych, nie tracąc przy tym swojej osobowości.
Podobne odczucia mam co do Cezara. Popełniał sporo błędów, to prawda. Ale kiedy czytałam o jego miłości do wnuka i wzajemnego zaufania (a warto zaznaczyć, że działo się to na pierwszych stronach, czyli moja opinia miała wiele możliwości, aby się zmienić), od razu wiedziałam, że będę gotowa wybaczyć mu wszystko. I miałam rację :D
Postacie idealnie wpasowują się w klimat historii. Dodają mu jeszcze więcej magii i ...klimatyczności. Brawa dla autora!
Ocena: 5/5

Styl pisania
Nie żeby coś, ale ja podejrzewam autora o umiejętność zmiany osobowości, reinkarnacji, sama nie wiem. W jednym życiu - w jednym rozdziale - jest niufnym, ale niewinny ośmioletnim chłopcem, który stara się znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania o "świat dorosłych". Do swoich wypowiedzi dodaje zabawne wstawki, np. "jasne jak bum-cyk-cyk", które u każdego innego autora brzmiałyby po prostu żałośnie.
W drugim życiu - kolejnym fragmencie - zmienia się w wiekowego, kochającego, ale zagubionego we własnych kłamstwach górala, który wiecznie troszczy się o wnuczka i robi wszystko, by nie został przez nikogo skrzywdzony.
Dalej, odprawia magiczny rytułał i przeistacza się w odważnego przewodnika, który ryzykuje życie, aby uratować niewinne ofiary wojny.
Potem kontaktuje się z Gandalfem, Dumbledore'em czy innym mędrcem z długą brodą i czuje się jak dziewczyna, która musi dbać o swojego młodszego brata, troszczyć się o dziadka, a do tego ma wrażenie, że jest niedoceniana i chce znaczyć coś więcej.
Podsumuję. Pan Vanier to stylo-pisarski ideał. UWIELBIAM GO.

Ocena: 5/5

Okładka
To oczywiście "tylko okładka filmowa", a że film był przepiękny, więc nieciężko było wybrać pasującą scenę, ale...ta oprawa graficzna jest taka urocza, niewinna, ukazuje piękno i majestat gór i to, że Sebastian jest jeszcze dzieckiem. Może nawet nie ukazuje, ale przypomina nam o tym wszystkim, co chyba jeszcze bardziej mi się podoba :)
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Bella i Sebastian" to przepiękna historia o zdradzonym zaufaniu, wierze w siebie i swoje czyny, a także o II Wojnie Światowej z perspektywy dziecka. To książka dla osób w każdym wieku, dla fanów wszystkich gatunków - każdy co prawda odbierze ją inaczej, ale według mnie to czyni ją jeszcze bardziej magiczną.





2/17/2017

(#54) "Zanim zasnę" S.Watson

Ta książka miała być - i była - pierwszym thrillerem psychologicznym jaki czytałam. Stwierdziłam, że teraz albo nigdy, kiedyś muszę się do tego gatunku przekonać. I wiecie co? Nie było co prawda tragicznie, ale nauczyłam się, że cierpliwość jest cnotą!


Dwudziestoletnia Christine co rano budzi się w łóżku obcego mężczyzny, w obcym domu, próbując przypomnieć sobie wczorajszą noc i wydarzenia, które doprowadziły ją do takiej sytuacji.
Co rano przeżywa też wstrząs - okazuje się, że ma dwadzieścia pare lat więcej, męża (ww. obcy mężczyzna), własny dom (ww. obcy dom) i...amnezję. Co około dwadzieścia cztery godziny zapomina większą część swojego życia. Każdego dnia okazuje się także, że jej świat nie jest tak poukładny i prosty jak codziennie tłumaczy jej mąż, Ben. Kobieta odkrywa, że chodzi na terapię, o której nie wie Ben i prowadzi pamiętnik, z którego dowiaduje się o  przerażających sekretach z jej przeszłości. Dodatkowo, zaczyna mieć przebłyski, przypominając sobie to, czego zdecydowanie nie chciałaby pamiętać...


Fabuła
Zacznę od pomysłu - jest genialny! Może Napewno czytam za mało thrillerów psychologicznych, więc to pewnie dlatego, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim pomysłem. Christinę poznajemy gdy budzi się któregoś ranka niczego nie pamiętając, więc przez całą książkę jesteśmy tak zdezorientowani jak ona. Razem z nią odkrywamy sekrety z jej przeszłości, a tych nie brakuje. Są małe, są duże, są zabawne, są przerażace. Ale są obecne, co bardzo, moim zdaniem, pozytywnie wpłynęło na klimat powieści.
Na początku mówiłam o cudnej cesze którą jest cierpliwość. Sądzę, że ta książka spodobałaby mi się dużo bardziej gdybym poczekała na nią kilka lat. Teraz miejscami się nudziłam, miejscami się ciągnęło, i chyba nie do końca umiałam postawić się na miejscu głównej bohaterki. Nie sądzę, aby była to wina pana Watsona, bo nie zdziwiłabym się, gdyby pisał swój debiut z myślą o starszych czytelnikach.
Dalej, była jedna rzecz, która mi się nie spodobała. Czy ta kobieta to jakiś robot? Na tym potyka się naprawdę ogromna ilość pisarzy. O czym mówię? Christine zapisywała rozmowy, uczucia, wiele stron dziennie. Jakim cudem to wszystko pamiętała? Jakim cudem nie odpadła jej ręka?!
A, i chciałam wspomnieć o jeszcze jednym. Zanim zasnę to ten rodzaj lektury, przy których niespodzianki przygotowane przez autora poznajemy z wielką ciekawością, ale kiedy dojdziemy już do ostatniej strony, wiemy, że za jakiś czas nie będzie nas ciągnęło do "powtórnego spotkania", ponieważ cały "smaczek" fabuły opiera się na odkrywaniu i niewiedzy.
Ocena: 3.5/5

Bohaterowie
Co do głównej bohaterki mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony naprawdę jej współczuję. Nie wyobrażam sobie co musi czuć co rano budząc się w obcym domu, co rano uświadamiając sobie ile straciła i ile traci każdego dnia.
Z drugiej strony ją podziwiam. Jest silna, odważna, nie boi się prawdy i nie poddaje się - walczy o swoje.
Z trzeciej strony jej nie rozumiem. Wielokrotnie chciała powiedzieć Benowi o pamiętniku i terapii, ale ostatecznie się rozmyślała. Okej, to jeszcze przełknę, ale wymówki, które wymyślała były tak na siłę...Lepiej by jej wyszło, gdyby po prostu się przyznała sama przed sobą - i przed czytelnikiem - że nie była do tego zdolna.
No i z (szybkie liczenie) czwartej strony potępiam kilka jej wyborów. Ale każda wzmianka o nich byłaby za dużym spojlerem, więc wiedzcie tylko, że Christine nie jest tylko biedną poszkodowaną ofiarą w pełni zasługującą na współczucie.
O Benie też nie mogę za dużo zdradzić, choć dlaczego dowiecie się dopiero na końcu.
O doktorze Nashu powiem tylko że go polubiłam, choć zasługiwał na nieco lepszą kreację.
O reszcie bohaterów - no nie mogę no, bo nie chcę odbierać Wam tej przyjemnej niewiedzy :)
Ocena: 5/5

Styl pisania
Nie zdziwię Was chyba jeśli powiem, że ta książka to podróż wgłąb psychiki i charakteru bohaterki. Dlatego styl pisania musiał być dość poważny, dość spokojny.
Jako że były momenty lekko nudzące i zdecydowanie nadrabiające, powinien też się zmieniać.
W skrócie, wymagałam od niego kilku cech. Niestety był on taki...nijaki. Jakby go nie było. Jest to oczywiście lepsze od nudnego tworu pisarza, który jest święcie przekonany, że ma lekkie pióro, ale nie ukrywam, że trochę się zawiodłam.
Ocena: 3.5/5 

Okładka
Nieszczególnie zachęcająca, trochę podobna do stylu pisania - nijaka. Gdybym nie natrafiła na pozytywne opinie co do tej książki, opis z tyłu czy sama oprawa graficzna napewno by mnie nie przekonała.
Motyw z okiem jest co prawda ładny i może nawet zaciekawiający, ale pytanie - po co? Do którego momentu lub wątku z fabuły nawiązuje?
Poza tym mam jeszcze jedną sprawę, do której muszę się przyczepić - zdażały się momenty, w którym teraźniejszość i przeszłość (czyli wpisy z pamiętnika) się ze sobą mieszały. Obie czcionki wyglądały niestety tak podobnie, że zdarzało mi się przeczytać kilka zdań i dopiero po formie czasowników zrozumieć, że wydarzenia dzieją się na innej płaszczyźnie czasowej.
Ocena: 3.5/5

OCENA KOŃCOWA: 15.5/20
PODSUMOWANIE: "Zanim zasnę" S.J.Watsona to oryginalny i dobrze przemyślany thriller psychologiczny. Fabuła opiera się na poznawaniu przeszłości głównej bohaterki, więc przez większą część czasu wiemy tyle co ona - czyli nic. Razem z nią odkrywamy sekrety, łączymy fakty, a dzięki pozycji obserwatora możemy oceniać zachowania bohaterów lub zastanawiać się, co byśmy zrobili na ich miejscu.
Książka mi się podobała, nie żałuję, że ją przeczytałam, ale wydaje mi się, że sięgnęłam po nią trochę za wcześnie. Za następny thriller psychologiczny sięgnę gdy będę już pełnoletnia, co też polecam młodszym czytelnikom.

~~
Czytaliście już Zanim zasnę lub widzieliście film? A może dopiero macie zamiar to zrobić? :)



2/14/2017

(#53) "W otchłani" B.Revis

Gwiazdy, kosmos, podróże międzyplanetarne i chłopak o imieniu Starszy...Połączenie tych motywów to mieszanka idealna dla mnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. 
O tej książce nie jest i chyba nigdy nie było zbyt głośno, sama pierwszy raz usłyszałam o niej podczas wymiany książkowej, gdzie wzięłam ją na trochę chybił - trafił. Mam czego żałować?




Nastoletnia Amy, jej rodzice i około setka pozostałych pasażerów bierze udział w trwającej trzysta lat podróży na nową planetę. Mimo, że akcja dzieje się w przyszłości, technologia nie pozwala jeszcze na tak długie życie, choć zostaje wynaleziony sposób na przetrwanie takiego okresu - zamrożenie. Podróżnicy mają się obudzić z lodowatego snu po wyznaczonym czasie. Wszystko wydaje się być zaplanowane i dopięte na ostatni guzik.

Pewnego dnia Amy zostaje brutalnie obudzona. Nie ma pojęcia ile lat minęło i co wydarzyło się przez te cały czas, który dla niej był mieszaniną strachu, snu i niewiedzy. Prawda okazuje się być przerażająca - ktoś próbował ją zamordować, a do wylądowania dzieli ją ponad dwadzieścia pięć lat. Do tego na "Błogosławionym", kosmicznym statku, na którym się znajduje, od lat panuje system Najstarszych, z czego obecny jest bezwględnym tyranem i manipulatorem. Jedyną nadzieją dziewczyny jest zafascynowany nią Starszy, następca Najstarszego, chłopak z duszą buntownika i otwartym umysłem. Czy razem zdołają odkryć przerażające tajemnice, które od stuleci ukrywa statek i jego przywódca?

Fabuła

Nie wiem ile razy już wspominałam, że uwielbiam książki o kosmosie. I tutaj muszę powiedzieć, że w najmniejszym stopniu się nie zawiodłam. Klimat był, i to naprawdę dobry, a do tego utrzymywał się przez całą trylogię. Były niebezpieczeństwa, zagadki, wskazówki, niepewność, wątek kryminalny... Akcja obfitowała w przygody i nieoczekiwane wydarzenia, a zakończenie jest zaskakujące i nieprzewidywalne. 
Nie ukrywam, ciężko było się oderwać, choć po skończeniu serii stwierdzam, że I tom był zdecydowanie najgorszy (co nie znaczy, że zły!). Trochę dziwnie to brzmi, kiedy po kilkuzdaniowych pochwałach od razu przechodzę do takiej nagany, ale co poradzę? :D Poza tym to w sumie też "reklama" dla kolejnych części :)
Żeby nie było tak kolorowo, nie podobał mi się jeden motyw - Godów. Rozumiem, po co się pojawił i jaki miał wpływ na fabułę, ale był taki...niesmaczny. Aż odechciewało się miejscami czytać.
Ocena: 4/5

Bohaterowie

Zacznę od jednego - jak autorka wpadła na taki cudny pomysł nazwania Starszego Starszym? To imię ma w sobie taki klimat, taki urok...
Ogólnie chłopak jest bardzo dobrze wykreowany i świetnie wpasowujący się w całokształt. Pochwalam większość jego wyborów, w większości podziwiam za charakter. Nie ma wad, choć nie ma też tego czegoś, przynajmniej nie w I tomie (powtarzam się, prawda? :D).
Amy przez większą część trylogii pozostawała dla mnie pozytywnie obojętna, w skrócie jej pozytywne i te niepasujące mi cechy wzajemnie się eliminowały, ale nie żywię dla niej żadnych negatywnych uczuć. Moje zdanie co do niej, jak chyba do wszystkiego, polepsza się wprost proporcjonalnie do Miliona słońc i Cieni ziemi (nie sądzicie, że te tytuły też są mega klimatyczne? <3)
Co do wątku miłosnego między tą dwójką - oczywiście był, choć subtelny i delikatny. Po części dlatego, że po prostu nie było dla niego miejsca, zbyt dużo się działo, a po drugie przez charakter dziewczyny, która zdecydowanie do romantyków nie należała i długo nie chciała przyznać przed samą sobą, że zależy jej na Starszym.
Ocena: 4.5/5 (ta połówka za imię Starszego :D)

Styl pisania

 Po raz pierwszy od dość długiego czasu nie umiałam się określić. Niby nie mam nic do zarzucenia, ale czegoś zdecydowanie mi zabrakło. Albo może inaczej, coś mi nie pasowało. Nie skarżę się tutaj na brak klimatu (jeju, klimat ratuje wszystko!), ale chyba po prostu czuć, że W otchłani to debiut pani Revis.
Bardzo ciekawym pomysłem było wprowadzenie jednolitości na "Błogosławionym". Wszyscy jego mieszkańcy byli brązowoskórzy, brązowo -i skośnoocy...Po zastanowieniu nie powinno być to dla nas zaskoczeniem - w środowisku, w którym nie ma dopływu "świeżej krwi" (bądź co bądź są zamknięci na statku :D) nie możemy się spodziewać niczego innego. 
Czemu o tym wspominam? Bo Amy nie miała łatwego życia na statku - bardzo się wyróżniała - a wpływało na jej charakter, czyli co za tym idzie - na styl pisania. Według mnie taka podróż wgłąb charakteru dziewczyny to świetny pomysł!
Ocena: 4.5/5

Okładka

Ogólnie jest prześliczna (bo ma w sobie motyw kosmosu, a kosmos zdecydowanie jest prześliczny), ale...czy ktoś mi powie, o co chodzi z tymi twarzami? Są jakieś takie...dziwne, nienaturalne, niewpasowujące się. Domyśliłam się (ha, brawo ja!), że należą do Amy i Starszego, ale...po prostu jestem dla nich na nie. I teraz wskazówka dla wszystkich grafików: jeśli nie masz pomysłu na okładkę, po prostu daj pierwsze zdjęcie, jakie pokaże się w internecie pod hasłem "wszechświat" - to nie może się nie udać :D
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA:  17/20

PODSUMOWANIE: "W otchłani" Beth Revis to po prostu dobry wprowadzający tom do naprawdę świetnej trylogii. Jest klimat, są bogato wykreowani bohaterowie, a także tajemnice i niebezpieczeństwa. To wszystko sprawia, że książkę ciężko odłożyć przed skończeniem mimo kilku wad - niesmacznych wątków czy lekko nudzącego i odpychajacego wstępu. Lekturę polecam fanom sf, przygodówek i międzygwiezdnych thrillerów, których sceneria dzieje się wśród zamkniętych czterech ścian, a mordercą może być każdy, nawet ktoś, komu się ufa. 



2/06/2017

(#52) "Chłopak na zastępstwo" K.West

Słyszeliście kiedyś kogoś, kto twierdził, że nie ocenia książce po okładce? NIE UFAJCIE TAKIEJ OSOBIE. Nigdy. 
Jestem przekonana, że gdyby nie okładka, nie sięgnęłabym po Chłopaka na zastępstwo. Może nie jestem nim jakoś szczególnie zachwycona, ale nie żałuję tych kilku godzin podczas których poznawałam świat popularnych nastolatków "z wyższych sfer".




Nastoletnia Gia to jedna z najpopularniejszych uczniów w szkole. Jest przewodniczącą samorządu, ma wspaniałego chłopaka, Bradley'a, dobre przyjaciółki i kochającą rodzinę.
Cały świat dziewczyny rozpada się w ciągu zaledwie minuty: chłopak, którego właśnie miała przedstawić koleżankom, zrywa z nią na chwilę przed balem maturalnym. Dręczona strachem Gia zwraca się o pomoc do przystojnego nieznajomego, który akurat podwiózł siostrę i błaga go, by udawał Bradley'a. Ten, nie wiedzieć czemu, zgadza się. Niestety pomysł ten jest szalony i nieprzemyślany i odbije się szerokim echem na życiu Gii. Chyba, że prawda nie wyjdzie na jaw...

Fabuła
Tak. Ja też nie pomyślałabym, że sięgnę po książkę tego typu, przeczytam ją w ekspresowym tempie, a do tego uznam jeszcze, że mi się podobała. Nadal utrzymuję, że to zasługa stylu pisania, bo tematyka jest delikatnie mówiąc nie moja.
Ogólnie sam pomysł na fabułę jest troche banalny, trochę zabawny i trochę uroczy, z czego ciężko wybrać które "trochę" przeważa. Nie zaskoczę Was chyba jeśli powiem, że to po prostu historia o dziewczynie i chłopaku, którzy się w sobie zakochują i jest to typowe love-story.
Żeby jednak czytelnicy tacy jak ja - minimalnie bardziej wymagający - się nie zanudzili, autorka wplotła też wątek samoakceptacji i uzależnienia, choć ten drugi był dodany według mnie nieco na siłę i niepotrzebnie. Gia zamartwiała się, że sens jej życia wyznaczają lajki na fejsbuku i oznaczenia na Tłiterze, ale swoim zachowaniem czy sposobem bycia ani razu tego nie pokazała.
Książkę przeczytałam w około jeden dzień, a do tego bardzo ją polubiłam, ale nie będę ukrywać, że głębszego sensu w tej powieści nie znalazłam. Ale wiecie co? O to mi chyba chodziło. To nie jest błąd pani West. Tak miało być, a ja powinnam to uszanować :)
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Żebym taka ja polubiła
a) główną bohaterkę
b) typu Gii
to dana ksiażka naprawdę musi coś w sobie mieć :)
Podczas czytania odbywamy z nią podróż wgłąb jej charakteru. Dowiadujemy się jakich cech w sobie nie lubi, co twierdzi, że powinna zmienić. A ja? Ani jednej wady u niej nie znalazłam! Mogłabym uznać, że te "użalanie się nad sobą" było typową nieudaną próbą wzbudzenia u czytelnika sympatii, ale tu nie odniosłam takiego wrażenia. Co jeszcze lepsze, bohaterka nie skończyła na samym nielubieniu się. Zaczęła się starać, zmieniać, próbować. I za to jeszcze mocniej ją podziwiam!
"Chłopaka na zastępstwo" także polubiłam, grał on rolę typowego, przystojnego romantyka troszczącego się o główną bohaterkę.
Dopiero pisząc tę recenzję uświadomiłam sobie jak dobrze byli wykreowani pozostali bohaterowie. Rzadko kiedy wspomnam o drugoplanowych postaciach, ale siostra Chłopaka czy przyjaciółki Gii zasługują na uwagę :)
Ocena: 5/5

Styl pisania
To chyba dzięki niemu tak szybko przeczytałam Chłopaka na zastępstwo. Książka była pełna przemyśleń, co w tym konkretnym przypadku ani trochę mi nie przeszkadzało. Klimat młodzieżowy, lekki, tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń :)
Ocena: 5/5

Okładka
No i jeszcze oprawa graficzna. Ostatnio zauważyłam, że jakoś podejrzanie często się nimi zachwycam. Ciekawe czemu. No bo przecież nie wybieram książki po okładce pff w życiu.
Ogroomnie podoba mi się ten cukierkowy akcent, tło, kolory, nawet stroje i sposób, w jaki zostały ukazane postacie są cukierkowy. Zwykle tego nie popieram, ale tutaj podoba się takie "ucięcie" twarzy bohaterów. Ojeju, ogólnie ta okładka mi się podoba <3
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Chłopak na zastępstwo" Katie West to urocza, romantyczna historia o dwójce zakochanych w sobie nastolatków i ich codziennych problemach. Okładka cudna, bohaterowie sympatyczni, znajdziemy nawet głębszy przekaz. Chciałabym jednak coś wytłumaczyć: są książki, które 20/20 otrzymują, bo nie mają w sobie nic złego, czyli właśnie ta. Są też takie, które pokochałam za coś specjalnego, które uwielbiam, polecam dookoła i chcę, by wszyscy o tym wiedzieli. Dlatego, podsumowując podsumowanie, lektura mi się podobała, ale nie była jakoś szczególnie wybitna :)
~~
Czytaliście już którąś z tych książek? Ja mam jeszcze w planach Chłopaka z sąsiedztwa, podobno jeszcze lepszy ^^


1/29/2017

(#51) "Drżenie" M.Stiefvater

Jako że przeczytałam już aż 8 książek tej autorki, a dwie zrecenzowałam (jak na mnie to dużo :D), postanowiłam, że z Drżeniem nie może być inaczej. Zwłaszcza, że są wilki, jest zimna i przecudna okładka, a do tego bardzo dobre opinie - wszystko, czego szukam w książkach młodzieżowych. Seria Wilkołaki z Mercy Falls niestety była dla mnie sporym zawiedzeniem i cieszę się, że sięgnęłam po nią jako ostatnią, bo po niej nie zabrałabym się pewnie za Króla kruków (KLIK) czy Wyścig śmierci (KLIK).


Nastoletnia Grace jest dziewczyną z dobrego domu i wiedzie normalne, lekko nudne i zdecydowanie przewidujące życie. Niestety, jak zdążyłam się przekonać, w książkach młodzieżowych osobom takim jak ona musi, no po prostu musi coś się przytrafić. Tu nie jest inaczej - pare lat temu bohaterka została pogryziona przez wilki i znajdywała się o krok od śmierci. Uratował ją dziwny, choć przepiekny wilk o zapadających w pamięć złotych oczach.
Nastoletni Sam jest wilkołakiem. Przez cieplejsze pory roku staje się człowiekiem - chodzi do pracy i mieszka wraz z także przemienioną sforą. Gdy nadchodzi chłód, wszyscy zmieniają się w wilki i zamieszkują pobliskie lasy.
Przez traumatyczne przeżycia z dzieciństwa chłopak otrzymał znacznie mniej czasu jako człowiek - szybciej się przemienia i dłużej zostaje pod postacią zwierzęcia. Teraz czuje, że to jego ostatni rok. Niedługo okazuje się jednak, że w jego życiu jest o co walczyć i pojawia się pytanie - jak wiele jest w stanie zaryzykować?

Fabuła
Nie czytam raczej książek o wilkołakach, choć to raczej nie dlatego, że nie lubię tego tematu, a z powodu ich małej ilości. Kiedy myślę o tych stworzeniach, umiem wymienić jedynie Harry'ego Pottera (choć jest to raczej wątek poboczny) i Dary Anioła, gdzie także nie zagłębiamy się jakoś szczególnie w ich życie, sposób funkcjonowania itp. Dlatego właśnie Drżenie miało być dla mnie czymś nowym, niespotykanym. A co dostałam? Nudną, trochę bez emocji, trochę naciąganą historię o miłosnych problemach dwójki nastolatków. Akcji było mało, nie wspominając już o klimacie. Albo wiecie co? Wspominając. Po zastanowieniu stwierdzam, że to właśnie na tym zawiodłam się najbardziej. Miało być wilkowo, mroczno, magicznie, niebezpiecznie. Było bezuczuciowo i zdecydowanie zbyt "ludzko". Przed odłożeniem książki na miejsce chroniła mnie tylko myśl: "Ale to miało być takie świetne! To nie może się okazać...takie! NIE MOŻE. To będzie lepsze"... Tylko że trwało to do samego końca.
Zdradzę, że kolejne tomy są już lepsze (zwłaszcza, że pojawia się nowy bohater, którego dosłownie pokochałam, ale cała seria ma jeden wspólny mianownik - często trzeba się zmuszać, żeby czytać dalej).
Ocena: 3/5

Bohaterowie
Mogę tu opisać kogoś, kto pojawi się dopiero w drugiej części? Bo chciałabym dodać coś pozytywnego do tej smutnej, śmierdzącej zniszczonymi marzeniami i zdeptaną nadzieją recenzji :")
Grace nie polubiłam. Nie lubię niezdecydowanych, strachliwych dziewczynek, ale nasza bohaterka zdecydowanie przesadziła - choć w innym sensie. Była zbyt pewna siebie, i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Ta cecha, niestety, utrzymywała się przez całą trylogię i naprawdę dziwię sie, że miała aż tylu znajomych i była aż tak doceniana.
Sam zraził mnie do siebie w drugą stronę - jak dla mnie był zbyt nieśmiały. I nie uroczo-nieśmiały, taki, przy którym ma się ochotę powiedzieć "ooooo". Rozumiem, że wiele przeszedł i zasługuje na nieco specjalne traktowanie i ocenianie...Ale nie będę ukrywać - na nim także się zawiodłam.
Osobą, którą najbardziej polubiłam (oczywiście jeśli chodzi o I tom) była Isabel. Zwykle dziewczyny takie jak ona w książkach są przedstawiane jako te złe, wymalowane blodynki w mini, które piskliwie śmieją się z biednej głównej bohaterki i próbują odbić jej chłopaka. Na szczęście autorka uratowała swój honor, w końcu obdarzając kogoś normalnym charakterem, sercem nie z kamienia i humorem. Kogoś takiego zdecydowanie mi brakowało!
Ocena: 3/5

Styl pisania
Ta książka ma w sobie coś uzależniającego. Masz ochotę ją odłożyć, bo w sumie się nudzisz, ale cały czas powtarzasz sobie: jeszcze jedna strona, jeszcze jedna strona. Czy to "zasluga" stylu pisania? To w ogóle wada czy zaleta?
Wydaje mi się, że już kilka razy wspominałam jak bardzo zawiodłam się na braku klimatu. Podobnie styl był zdecydowanie nie-klimatyczny. Przypominał młodzieżówko-romansówkę o amerykańskiej szkole, gdzie cheerleaderka umawia się z rozgrywającym, bo tak, mimo, że prawie się nie znają. Okej, może troszkę przesadzam. Sam spędził około sześciu zim jako wilk bez przerwy obserwując Grace, ale w Drżeniu zdecydowanie zabrakło czegoś, co zbliżyło ich do siebie. Po prostu nagle, nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy zostali parą.
Ocena: 3/5

Okładka
Ogólnie powinnam być sprawiedliwa i, jak zawsze robię, ocenić tę okładkę, z którą czytałam mój egzemplarz. Ale, moi drodzy, świat nie jest sprawiedliwy *smutna muzyczka*


TA OKŁADKA JEST PRZEPIĘKNA.
TA OKADŁKA JEST PRZECUDNA.
TA OKŁADKA JEST PRZEŚLICZNA.
TA OKŁADKA JEST MEGA.
TA OKŁADKA JEST MAGICZNA
TA OKŁADKA JEST TAK IDEALNIE KOLORYSTYCZNIE DOBRANA
TA OKŁADKA JEST TAK KLIMATYCZNA




Dziękuję, skończyłam.
(Baardzo niechętnie odejmuję punkta za tę pierwszą okładkę, bo nie urzekła mnie jakoś szczególnie)
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA: 13/20
PODSUMOWANIE: "Drżenie" Maggie Stiefvater mogłabym podsumować jednym słowem: "zawód". Zabrakło mi klimatu, wilków i tego niepowtarzalnego czegoś, z czym stykałam się przy poprzednich książkach tej autorki. Bohaterowie w większości nie przypadli mi do gustu, a po zakończeniu nie miałam szczególnej ochoty na kolejne tomy. Na szczęście jakoś się przemogłam, bo w już w "Niepokoju" pojawia się ktoś, dla którego warto znosić naprawdę zbyt liczne niedoskonałości i niedopracowania tej serii.
Czy polecam? I tak i nie. Mam ogromną nadzieję, że moja niechęć do "Drżenia" to kwestia gustu, a nie tego, że jest to słaba książka.

~~
Nie zgadzam się. Ta recenzja nie miała tak wyglądać! W myślach tysiąc razy wyobrażałam sobie jak szczęśliwa siadam do komputera i zapełniam posta zachwytami. W tym momenie czuję się dwa razy bardziej rozczarowana :/

1/22/2017

(#50) "Baśniarz" A.Michaelis

O tej książce usłyszałam już gdzieś kiedyś od kogoś, a do tego widziałam ją na WTK, ale poza tym nie wiedziałam o niej kompletnie nic, więc z biblioteki wypożyczyłam ją na chybił trafił. I jak by ją tu opisać... Jest po prostu inna od tych, które zwykle czytam. Ale lepsza? Gorsza? I w jakim sensie "inna"?




Anna jest dziewczyną z dobrego domu w każdym możliwym wydaniu - ma kochającą rodzinę, wielkie mieszkanie, dobrze się uczy, nie chodzi na imprezy, gra na flecie, ma plany na przyszłość, W jej życiu wszystko jest uporządkowane - oprócz jednego elementu. Jest nim Abel.
Abel to chłopak ze złego domu w każdym możliwym wydaniu. Porzucony przez ojca, jego matka zniknęła, a on sam musi się opiekować sześcioletnią siostrą, Michi. Jest handlarzem narkotyków, tragicznie się uczy i zwykle jego największym marzeniem jest po prostu przetrwać kolejny dzień. Jego życie to jeden wielki znak zapytania - oprócz jednego elementu. Jest nim Anna.
Pewnego dnia dziewczyna podsłuchuje część baśni, którą chłopak opowiada siostrze. Zafascynowana, postanawia odkryć jego tajemnicę i prawdziwe "ja". Wszystko komplikuje się, gdy ofiarą morderstw pada kilka osób dziwnym trafem powiązanych z Ablem, a on staje się głównym podejrzanym. Do tego granice między baśnią a światem realnym zacierają się...

Fabuła
Pierwsze, o czym myśle pisząc "fabuła" to "klimat". Naprawdę niepowtarzalny. Baśniowy, niebezpieczny, a miejscami nawet przyjemnie ciężki. Nie wiem, jak to inaczej określić. Chociaż może to w sumie też jest cecha - o Baśniarzu ciężko skleić jakieś sensowne zdania, które mogłyby odzwierciedlać naszą opinię o nim. Chyba sami nie jesteśmy stuprocentowo pewni, co myślimy o tej całej historii. Są tam momenty, które nas wzruszają i obrzydzają, czyny bohaterów podziwiamy i krytykyjemy, podobnie jak ich charaktery.
W streszczeniu wspomniałam o morderstwach. Tutaj też mam coś do zarzucenia: rodzice nastoletniej dziewczyny słyszą o kilku mordestwach w ich małym miasteczku. Nie dziwi ich to ani trochę, nie rozmawiają o tym z córką, nie ostrzegają jej. Niedopracowanie? Bo aż ciężko uwierzyć, że miałby być to celowy zabieg.
Pani Michaelis kreuje całość tak, by główne podejrzenia nieustannie padały na Abla. Nam oskarżenia także wydają się logiczne - no ale że prawie główna postać ma być tą złą? Przecież to zawsze ktoś inny jest mordercą, zdrajcą, to by było zbyt orygialne... Nie zdradzę Wam oczywiście prawdy, ale zdradzę, że jest na pół zaskakująca, a na pół nie. W połowie domyśliliśmy się jej kilka rozdziałów wcześniej, z drugiej strony takie rozwiązanie to dla nas całkowita nowość. Jak się z tym czuć? Co o tym sądzisz? Zacytuję tu słowa pewnej osóbki: Chyba sami nie jesteśmy stuprocentowo pewni, co myślimy o tej całej historii. I na tym zakończę.
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Bardzo ciekawym pomysłem było wprowadzenie dwóch płaszczyzn: rzeczywistej, czyli z  Anną, Ablem i Michi oraz baśniowej - z Małą Królową, Latarnikiem, Pytającym i Odpowiadającym. Chłopak był naprawdę uzdolniony, jego opowieść była lekka, zaciekawiająca, a co najlepsze, jej bohaterowie mieli swoje odpowiedniki w świecie prawdziwym, np. Królowa Skał była wzorowana na jego siostrę, Anna - na Różaną Dziewczynkę itp. Dzięki temu zabiegowi autorka idealnie pokazała, co siedzi w głowie Baśniarza, mimo, że nie był on głównym bohaterem czy narratorem.
Myślę, że pownnam teraz trochę przybliżyć Wam kilka postaci, bo zdecydowanie odróżniają się one od innych, typowych dla książek młodzieżowych.
Anna to dziewczyna z dobrego domu. Co może nie jest już zbyt oryginalne, poznaje badboy'a, Abla, i "schodzi na złą drogę" - okłamuje rodziców, opuszcza lekcje. To, co tak bardzo mnie w niej zaskoczyło, był sposób jej myślenia. Jak dobrze rozumiała Abla, mimo, że nigdy nie była nawet w połowie tak złej sytuacji jak on. Jak szybko zaakceptowała jego charakter i codzienność.
Co do Baśniarza, to mam do niego mieszane uczucia. Niby powinien być idealny - opiekuje się samotnie młodszą siostrą, dla której zrobiłby dosłownie wszystko, ale było kilka scen, które nieodwracalnie zmieniły to, co o nim myślę. I nawet tak smutne, wzruszające zakończenie nie mogło tego zmienić.
Zwykle w tym właśnie momencie skończyłabym gadać, ale jeszcze jedna osoba zasługuje na to, by o niej wspomnieć. Choć może bardziej - osóbka. Mówię tu o małej, zaledwie sześcioletnej Michi. Dziewczynce, która nie rozumie dokładnie, co się dookoła niej dzieje, ale przetwarza to na własny sposób, stara się, jest szczera, urocza i dosłownie niedoniepolubienia. Wydaje mi się, że była ona jedynym jasnym, świecącym i niezmiennym elementem w całej tej...lekko nienormalnej historii, że tak to nazwę :D
Ocena: 5/5

Styl pisania
I tutaj zależy kiedy. Płaszczyzna baśniowa była napisanie idealnie, jak wspomniałam, z naprawdę niepowtarzalnym klimatem. Nic dziwnego, skoro tworzył ją Abel.
Pozostała część historii wypadła troszkę gorzej. Początek był trochę sztywny i wymuszony. Dialogi były niemal martwe, a ja niejednokrotnie miałam ochotę odłożyć książkę i nigdy do niej nie wracać. Na szczęście w miarę rozwijania się akcji całość się poprawia, ale słabe rozpoczęcia to jedno z najgorszych rzeczy, które mogą się przytrafić jakiejkolwiek lektórze.
Dalej, nieco dziwiło, a nieco nawet denerwowało mnie zwracanie się do głównej bohaterki pełnym imieniem.
Co u ciebie, Anno?
Naprawdę tak sądzisz, Anno? Ja uważam trochę inaczej.
Okej, całość dzieje się w Niemczech, gdzie są inne zwyczaje imienne (co?) niż u nas. Był to po prostu błąd tłumacza, ale niestety dość uciążliwy. Gdyby "Anna" pojawiała sie jedynie w wypowiedziach narratora, np. powiedziała Anna, pewnie nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Ale w wypowiedziach nastoletnich postaci brzmiało to dość...sztucznie.
Ocena: 3.5/5

Okładka
Ładna, ale przeciętna. Niewybijająca się. Nieoddająca dokładnie tego klimatu. Przyznaję co prawda, coś baśniowego w sobie ma, ale baśniowego... inaczej.
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA: 16.5/20
PODSUMOWANIE: "Baśniarz" Antonii Michaelis to smutna, wzruszająca opowieść o dziewczynie z dobrego domu, którą los zupełnym przypadkiem poznaje z outsiderem, handlarzem narkotyków i wagarowiczem. 
To także opowieść o utalentowanym, wrażliwym nastolatku, który musi opiekować się młodszą siostrą. Kocha ją bez granic i jest w stanie poświęcić dla niej wszystko.
To także opowieść o dwóch zabójstwach i nieuchwytnym mordercy, który zręcznie zaciera ślady.
Wszystkie te wątki łączą się w smutnym, wzruszającym zakończeniu, które na długo pozostaje w pamięci.
Mimo, że "Baśniarz" to nie moja tematyka naprawdę nie żałuję, że po niego sięgnęłam i Wam też to polecam.
~~
Co sądzicie o tej książce? Słyszeliście o niej? Czytaliście? Macie zamiar? :)