9/11/2017

(#66) "Kroniki Atopii" M.Mather

   Zawsze się zastanawiałam, jak wygląda prawdziwe sciene-fiction. Może nie dobre, nie wybitne, nie najlepsze, jakie powstało, ale prawdziwe. Do tej pory trafiałam raczej na mało oryginalny świat pełen buntowników walczących z niedobrom władzom i zaczęłam powoli tracić wiarę w ten gatunek (zwłaszcza po Panie lodowego ogrodu, poddałam się po dwóch rozdziałach!). Kroniki Atopii miały być kroplą przepełniającą czarę - lub pierwszą kroplą wodospadu tych powieści, gdyby mi się spodobały. 
   Zanim przejdę do właściwej recenzji, chciałabym bardzo podziękować Czwartej Stronie za egzemplarz recenzencki i, co najważniejsze, za zaufanie!


   Przełom XXI i XXII wieku. Świat wchodzi w nową erę technologii i luksusu. Na wyspie-raju, Atopii, dzięki nowoczesnym urządzeniom obywatele mogą podróżować po świecie i doświadczyć tego, co dla człowieka od zawsze było nieosiągalne. Podczas wędrówek, przygód i doznać, użytkownicy zostają w bezpiecznym pomieszczeniu, a o ich ciała dbają specjalne prokury gotowe pomóc i doradzić. Jak więc widzicie, wszystko odbywa się całkowici bezpiecznie i bez najmniejszego ryzyka.
Czy aby napewno?
   Olympia. Rick. Vince. Patricia. Bob. William. Nancy. Jimmy. Ośmiorgo Atopijczyków luźno powiązanych między sobą niciami przyjaźni, pracy, interesów lub pasji. Łączy ich jedno: każde z nich zaufało nowoczesnej technologii pozwalającej kreować alternatywne światy i zatracać się w nich, tworząc drugie życie. Każde z nich opowiada tę samą historię i wspomina te same wydarzenia ze swojego punktu widzenia, za każdym razem podając nam okruszki informacji, które jako jedność mogą spodować śmierć miliardów istnień.

Fabuła
   Do fabuły należy świat przedstawiony, prawda? Mam nadzieję, bo to o nim będę się głównie rozwodzić :D 
   Pierwsze, co trzeba mu przyznać: jest cudownie, oryginalnie i co najważniejsze baardzo skomplikowanie wykreowany. Z ręką na sercu, nie bardzo wiedziałam co się dzieje przez mniej więcej 1/4 powieści, czyli dobre 200 stron. Dziwne nazwy, nazwiska, zabieg autora polegający na wrzucaniu nas do życia bohaterów bez wcześniejszego ich przedstawienia...Choć jestem pod wrażeniem wspomnianej oryginaności i dopracowania wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach, nie mogę powiedzieć, że taka dezorientacja przypadła mi do gustu. Kroniki Atopii to bez wątpienia pozycja ciężka, której trzeba poświęcić dłuższą chwilę i nie można sięgać po nią gdy jest się choć trochę zmęczonym czy rozkojarzonym. 
   Na szczęście sama kreacja i kreatywność uratowały tę pozycję w moich oczach na tyle, że mogę powiedzieć, że mi się podobała. I o to przecież chodzi!
   O, i jeszcze końcówka...Cudowna! Tempo akcji przyspieszało wprost wproporcjonalnie do każdej przeczytanej strony (dosłownie!), a ostatnie wydarzenia to jedno wielkie COSIĘWYDARZYŁO, ale w pozytywnym sensie :D
Ocena:3.5/5

Bohaterowie
   Nie chcę opsisywać każdego z wymienionej wcześniej ósemki, bo nie dość, że byście się znudzili, to jeszcze odebrałabym Wam przyjemność z powolnego i troszeczkę nużącego, ale wartego fatygi ich poznawania. Ograniczę się więc to ogólnej oceny kreacji, jednego, dwóch słów o ich narracji i moim ulubieńcu.
   Zaczynając od kreacji - była dobra. Napewno nie poniżej poziomu, ale też nie wspaniała. Szczególnie do gustu przypadło mi to, jak autor poradził sobie z powiązaniami między postaciami, kto był dla kogo członkiem rodziny, przyjacielem, wrogiem, szefem, pracownikiem, wspólnikiem...Na pozór dwie obce sobie osoby obracające się w zupełnie różnych sferach okazują się mieć wspólne interesy, cele i obawy.
   No i narracja...Cudo. Może sam poziom jej prowadzenia nie zapadał szczególnie w pamięć, ale te same wydarzenia opisywane z  z u p e ł n i e różnych punktów widzenia...Magia! A co więcej, uczy, żeby nie oceniać po pozorach i zawsze brać pod uwagę przeszłość, charakter i ambicję obu stron zainteresowanych.
   Na sam koniec: kilka słówo Jimmim, który od samego początku skradł moje serce, zanim jeszcze przyszedł czas na jego pięć minut. Skromny, utalentowany, ambitny, z ciężką przeszłością, ale i wielkimi marzeniami, po które nie bał się sięgnąć. Warta wysiłku zrozumienia świata przedstawionego nagroda <3
Ocena:5/5

Styl pisania
   Tutaj, niestety, posypie się kilka negatywnych słów. Jak wspominałam, w fabułę ciężko było się wkręcić, a w uniwersum zatracić. Do tego zdecydowanie za często pojawiały się mądre, trudne, a co za tym idzie - niezrozumiałe dla przeciętnego czytelnika słowa, które mogły całkowicie zmienić sens jakiejś wypowiedzi. W Kronikach Atopii styl pisania określiłabym jako ciężki i wymagający, a jako że towarzyszy nam on już od pierwszej do ostatniej strony, jest to wada, której nie można zlekceważyć. 
   Na szczęście bywały też lepsze momenty, często obejmujące całe rozdziały, więc autor fundował nam też chwile przerwy. I chwała mu za to!
Ocena: 2.5/5

Okładka
   Tak bardzo sciene-fictionowa, że bardziej być nie może. I mimo że to "bardziej być nie może" nadało poprzedniemu zdaniu trochę negatywny wygłos, jestem tą oprawą graficzną oczarowana! Nie jest może cudem graficznym, ale ma w sobie ten klimat, dzięki któremu zapada w pamięć na dłużej.
   Dodatkowo, czego nie robię przy praktycznie żadnej innej lekturze, muszę wspomnieć o tym, jak dobrze ta książka jest wykonana. Mimo ponad 600stronowej objętości na grzbiecie nie pojawiła się nawet ryska, a mimo to strony przewracało się bardzo wygodnie. Za to ogromny plus dla wydawnictwa!
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 16/20
PODSUMOWANIE: "Kroniki Atopii" Matthewa Mattera to dobra, wymagająca i zapadająca w pamięć powieść sciene-fiction. Na pewno nie można jej nazwać pozycją lekką czy banalną - wymaga od nas skupienia i zwracania uwagi na każdy detal. Na szczególną uwagę zasługują dwa czynniki: różnorodość bohaterów i styl, jakim każdy z nich snuje historię oraz bardzo porządne wykonanie graficzne. Podsumowując podsumowanie? Jest to lektura ambitna, ale warta przeczytania. Polecam!
~~
Z mojej strony jeszcze raz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona! <3 A teraz pytanie do Was: czytaliście? Macie zamiar? :) 
                                   

6 komentarzy:

  1. Nie dla mnie, więc podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię sciene-fiction, lubię niebanalnych bohaterów - barwnych i ciekawych, i lubię ambitne lektury, więc chyba nie obrazisz się, jeśli podkradnę tytuł ;)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie czytałam i raczej wiem, że to ksiązka nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba nie jestem w klimacie takiej literatury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem przekonana do tej książki, bo sci-fi to nie do końca moja bajka. Czasami po jakąś książkę w tym stylu sięgam, ale muszę mieć na to naprawdę bardzo dużą ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi zachęcająco :) Moje pierwsze spotkanie z gatunkiem science fiction to "Fundacja" Isaaca Asimova, która gorąco polecam (wraz z "Preludium"-napisanym później na prośbę czytelników-które opowiada o dziejach założyciela tytułowej Fundacji)
    Zapraszam na recenzje Jeży na http://zaczytanejeze.blogspot.com/
    Pozdrawiam
    Kot

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie ogromną motywacją ;) Zostawcie linka do swojego bloga, na pewno wpadnę :D