5/23/2017

(#61) "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" L.Walton

Słuchając opinii Mai (do której aż zostawię linka, żebyście wiedzieli o co mi chodzi), uważałam tę książkę za cudo i ideał jeszcze zanim dowiedziałam się o czym dokładnie jest. Niestety, jak to często u mnie bywa, chyba za bardzo się nastawiłam i choć nie uznaję tej pozycji za złą, ale czuję jakiś...niedosyt.



   Ava Lavender urodziła się ze skrzydłami. Lekarze mogli jedynie rozkładać bezradnie ręcę - nic dziwnego, taki przypadek nigdy im się nie trafił i już nie trafi. 
Dziewczyna pełniła różne role. Dla matki była wszyskim. Dla babci - pamiątką po utraconej miłości, po miłości, która nigdy nie nadeszła. Dla mieszkańców miasteczka - baśnią, legedną, mitem. Dla bogobojnego fanatyka, Nathaniela, spełnieniem marzeń i obrazem Najwyższego.
   Ale była kimś jeszcze, choć wiedziała to tylko ona. Była po prostu dziewczyną. Zwykłą dziewczyną.

Fabuła
   Już na samym początku chciałabym zaznaczyć, że nie mam pojęcia do jakiego gatunku mogłabym Avę Lavender przyporządkować. Z jednej strony jest to fantastyka, mocno zakreślona - mamy przecież dziewczynę ze skrzydłami, a do tego duchy zmarłych przodków. Podchodząc do tego inaczej, możemy uznać ją za obyczajówkę - nastoletnia dziewczyna zakochuje się, przeżywa rozterki miłosne, po raz pierwszy się buntuje. Dalej, nie można zapomnieć o - bardzo ważnym - wątku sagi rodzinnej. Nie spoilerując, pierwszy rozdział opowiada nam o Avie i jej narodzinach, ale wraz z kolejnymi przesuwamy się kilkadziesiąt lat wstecz, do czasu, gdy jej babcia była jeszcze małą dziewczynką. 
   Kolejnym ważnym elementem jest klimat czasów, w których odbywa się dana historia. Wraz z przenoszeniem się w przeszłość zmienia się cały świat, obyczaje, kultura i nawyki, a autorka doskonale o tym pamięta i obrazuje to, co zdecydowanie jest warte podziwu :)
   Wracając do samej fabuły, nie dzieje się bardzo wiele, ale całość napisana jest w tak...klimatyczny sposób, że ciężko nam się oderwać. Często zdarza nam się zapomnieć, że to Ava jest główną bohaterką i poświęcić całkowitą uwagę babci czy matce dziewczynki. Uważam to jednak za bardzo dobry pomysł - dzięki temu łatwiej nam zrozumieć niektóre...jakby to ogólnikowo powiedzieć...wydarzenia. 
Ocena: 5/5

Bohaterowie
   Już w trakcie czytania miałam ogromną ochotę na publiczne ocenienie Avy Lavender i dowiedzenie się, co sądzą o niej inni. Wydaje mi się, że można ją zaliczyć do kategorii "kocham lub nienawidzę". Jedno wiem napewno: każdy powinien się zgodzić, że jest to postać głęboko i dobrze wykreowana, choć ciężko nazwać jej cechy charakteru. Dla osób, które tej pozycji nie czytały pewnie wydaje się to nieco...dziwne, ale gdyby ustawić w rządku dziesięć książkowych bohaterek, Avę bardzo prosto byłoby rozpoznać przez jej sposób...bycia, myślenia. Mam nadzieję, że rozumiecie co próbuję Wam przekazać :D
   Niestety, dokładniejsza charakterystyka każdego z bohaterów, nawet Avy, byłaby dość dużym spoilerem, gdyż ich charakter został ukształtowany przez różne wydarzenia, słowa, decyzje.
   Babcia Avy - zraniona, której życie nie potoczyło się tak, jakby chciała, ale za to uwielbiająca piec, później jej mama - skrzywdzona, samotna, niewierząca w miłość, ale kochająca swoje dzieci ponad wszystko, a następnie ona sama - niezrozumiana, pragnąca akceptacji i zrozumienia. Każda z tych kobiet przeszła i wycierpiała wiele, ale każda znalazła inną drogę, by ten ból ukoić. Jaką? Zakończenie kryje odpowiedzi na wszystkie pytania i jest dość...wstrząsające. Trudne. Ale dzięki temu - nie do zapomnienia.
Ocena: 5/5

Styl pisania
   Pierwszy raz spotykam się z pewnym pomysłem i jestem bardzo ciekawa, jak mam go odebrać. Narratorką, co ważne - w pierwszej osobie - jest Ava, opisująca życie swoje, matki, babci i sąsiadów, choć oczywiście nie ma pojęcia, co oni czują. Przykładem może być przedstawienie zachowań duchów, które widzi jedynie jej babcia (no i brat, ale to już dłuższa historia). W trakcie czytania wprawdze mi to nie przeszkadzało, a do tego sądzę, że był to zabieg zaplanowany, ale nie jestem co do niego całkowicie przekonana. Główna bohaterka jest tu tym rodzajem wszystkowiedzącego narratora, który jak dotąd ujawniał  się w postaci trzecioosobowej i według mnie lepszym pomysłem by było, żeby taki pozostał.
Ocena: 4/5

Okładka
   I tutaj mogę powiedzieć tylko to, że jestem zachwycona. Piękne, pomarańczowe pióro, które dodatkowo cudownie się mieni...Dopasowanie kolorów...A nawet taki nieznaczący wiele szczegół jak czcionka - wszystko to jest dopracowane i zdecydowanie przyciąga wzrok i zachęca do zapoznania się tą pozycją, a jest to - według mnie - najważniejsza funkcja oprawy graficznej.
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 19/20
PODSUMOWANIE: "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton to klimatyczna, dobrze napisana i wciągająca mieszanka fantastyki, obyczajówki i sagi rodzinnej. Poznajemy w niej losy trzech kobiet - osobliwych i cudownych. Wydaje mi się, że poza zachęcaniem do tolerancji pozycja nie niesie ze sobą żadnych głębszych wartości, ale dzięki temu mogę ją uznać za lekką lekturę na kilka wolnych wieczorów. Według mnie była dobra, ale nie mogę jej uznać za szczególne odkrycie czy pozycję, która spodoba się wszystkim. Jak już mogliście zauważyć, jestona dość...osobliwa. Ale i cudowna.
~~

5/11/2017

(#61) "Black ice" B. Fitzpatrick

Z tą panią spotkałam się już dwa razy - podczas sagi Szeptem, która w moim przypadku ograniczyła się do około dwóch pierwszych rozdziałów i przy Niebezpiecznych kłamstwach, którymi byłam zachwycona i oceniłam na 19.5/20. Co do Black Ice'a wiedziałam, że od tej pozycji zależy czy zakończę swoją przygodę z tą panią, czy będę jej dawać kolejne szanse. Presja spora, oczekiwania także. Jak wyszło?

   Britt od długiego czasu przygotowywała się do pieszej podróży po górskim łańcuchu Taton. Ta wycieczka to dla niej wielka szansa - ma udowodnić rodzinie, przyjaciółce, samej sobie i - co najważniejsze - byłemu chłopakowi (do którego oczywiście nic nie czuje!), że jest odważna i samodzielna. Niestety, przygoda kończy się zanim się rozpoczęła - w drodze do miejsca spotkania z pozostałymi uczestnikami, dziewczynę łapie śnieżyca, która zmusza ją do schronienia się w tajemniczej chatce na pustkowiu, w której obecnie stacjonuje jedynie dwóch nieznajomych. Niezachowując odpowiedniej ostrożności, Britt zbyt późno orientuje się, że są oni zbiegami, a ona sama staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie bohaterka zgadza się wyprowadzić ich z gór.
   Wkrótce, jakby tego było mało, Britt odkrywa, że po górach grasuje seryjny morderca, a ona, zupełnie przypadkowo odkrywając jego największy sekret, równocześnie staje się jego następnym celem.

Fabuła
   Sam pomysł był dla mnie czymś nowym. Jeszcze nigdy nie czytałam pozycji o takiej tematyce - porwanie, survival, samotność. Dlatego też do podchodziłam do tej książki z dystansem, ale i sporymi oczekiwaniami. I mogę z ulgą powiedzieć, że nie zawiodłam się w najmniejszym stopniu! Pani Fitzpatrick z łatwością przenosi czytelnika w świat potężnych, niebezpiecznych gór, dzikiej natury i woli przetrwania. 
   Co do wątku miłosnego - też jest, a nawet bardzo dobrzy zarysowany. Pomimo grozy wiejącej z każdej strony, bohaterka nie poddaje się właśnie dzięki miłości (choć, czytając, przekonacie się, jak bardzo wieloznaczne jest to zdanie), a autorce jakimś cudem udaje się nie uczynić z dziewczyny przestraszonej damy czekającej na ratunek i myślącej jedynie o swoim chłopaku.
   Dalej - dużo akcji, dynamizmu, niepewności. Każdy rozdział jest jedną wielką niewiadomą, każda rozmowa - tropem i próbą. Dodatkowym smaczkiem jest fakt mordercy, bezwzględnego i niewątpliwie utalentowanego.
   A właśnie, pan zabójca. Z dumą mogę stwierdzić, że domyśliłam się kim jest parędziesiąt stron wcześniej, a przynajmniej miałam co do niego pewne podejrzenia, które okazały się słuszne. Była to dla mnie i miła niespodzianka i dość nieprzyjemne zaskoczenie, bo nieprzewidywalne zakończenia zawsze były dla mnie jedną z ważniejszych części książki. W tym przypadku punktów jednak nie odejmę, bo domyślenie się tego zajęło mi trochę czasu i wymagało nieustannego skupienia, dzięki czemu autorka zapewniła mi dobrą zabawę :D
Ocena: 5/5

Bohaterowie
   Tutaj od razu muszę powiedzieć, że sięgając po Black Ice'a najbardziej obawiałam się charakterystyki Britt. Nastoletnia dziewczyna, którą rzucił chłopak i która została porwana...Naprawdę spodziewałam się humorzastej, bezczelnej i zakochanej w sobie pannicy, którą porywacze i tak uwielbiają i podziwiają. Powiem Wam jednak, że uwielbiam się mylić, a główna bohaterka okazała się być cudowną, odważną i godną podziwu postacią, która potrafi zachować zimną krew, ale ma też cechy ludzkie - strach, gniew, tęsknotę. 
   Porywacze dziewczyny, Mason i Shaun, także zostali cudownie wykreowani (co nie znaczy, że da się ich lubić, a przynajmniej jednego z nich). Pierwszy został stworzony jako pokrzywdzony, niepewny, empatyczny, ale pewny siebie i swoich decyzji a drugi - bezwzględny, stanowczy, ale i przerażony otaczającą go rzeczywistością. Zestawienie tych postaci na zasadzie kontrastu było świetnym pomysłem, zwłaszcza, że prościej byłoby ich zapakować do jednego worka z naklejką "ci źli".
   Korbie i Cala, rodzeństwa, kolejno przyjaciółki i byłego chłopaka Britt, zdecydowanie nie można zakwalifikować do bohaterów płaskich czy mdłych, choć 
przypadli mi do gustu znacznie mniej. Z bogatą historią, która tłumaczyła ich decyzje i zachowania, stanowili nieustanną zagadkę i nigdy nie mogliśmy być pewni, jacy okażą się w danej chwili.
Podsumowując - bohaterowie cudni, świetnie wykreowani, żywi, zapadający w pamięć. Tacy, o których chce się czytać!
Ocena: 5/5

Styl pisania
   Ja naprawdę nie mam pojęcia co się działo z autorką podczas pisania Szeptem, skoro wszystkie (przeczytane przeze mnie) jej pozostałe pozycje są tak wspaniałe. Strony przewracałam jedna po drugiej, a styl doskonale działał na moją wyobraźnię. Czytając, czułam przerażenie głównej bohaterki, chłód gór, niepewność, co będzie dalej. Oderwać się było zdumiewająco ciężko, a chęć poznania zakończenia często okazywała się trudna do odparcia i ostatkiem sił nie zaglądałam na ostatnie strony. Tutaj jestem całkowicie na TAK <3
Ocena: 5/5

Okładka
Choć nie jest to może graficzne cudo (przyznajmy się, jest na niej chłopak w kapturze), mi bardzo przypadła do gustu. Kolor oczu, to przeszywające i nieugięte spojrzenie, połączenie czerni i bieli...Wszystko pasuje idealnie i zdecydowanie przyciąga uwagę!
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Black ice" Becci Fitzpatrick to mistrzowska mieszanka akcji, romansu, thrilleru i niepewności. To klimatyczna i wciągająca pozycja ze świetnie wykreowanymi bohaterami, którzy na długo pozostają w pamięci. To poradnik survivalu i porady, jak przetrwać w trudnych warunkach. Ja pozycję (jak już może, całkowicie przypadkiem, zdążyliście zauważyć) naprawdę polecam i mam nadzieję, że przepadniecie w niej tak samo jak ja.
~~
Jak na razie co do autorki jestem bardzo przekonana i chyba nawet dam drugą szansę Szeptem, bo ta pani zdecydowanie ma coś w sobie <3 A co do Black ice - czytaliście? Macie zamiar?
   


5/01/2017

(#60) "Mara Dyer: Tajemnica" M.Hodkin

Mara Dyer... Z okładki i opisu wynikało, że to przygodówka - pełna akcji, z elementami horroru czy thrilleru, od której nie można się oderwać. Niestety, blogi internetowe dość jednogłośnie tę pozycję odradzały. Jak to ja, postanowiłam sama wyrobić sobie opinię o tej pozycji. I tę akcję czy dreszczyk grozy dostałam. W 1 stronie na 10. Pozostałe były samouwielbieniem głównej bohaterki, której życzyłam śmierci kiedy tylko się odzywała/cokolwiek myślała/oddychała.

Przepraszam, że nie moje zdjęcie - moja okładka jest tak otarta, że mimo naprawdę dużych
starań nie było widać napisu :D

Mara budzi się w szpitalu, nie mając pojęcia jak się tam znalazła. Wie jak się nazywa i skąd pochodzi, ale ostanie kilkanaście godzin w jej umyśle...zniknęły. To nie tak, że nie może ich sobie przypomnieć. Po prostu ma wrażenie, że nigdy się nie wydarzyły.

Straszliwą prawdę uświadamia jej matka. Okazuje się, że jej najlepsza przyjaciółka, Rachel, i dwoje innych dzieciaków, Claire i Jude, zginęli, gdy zawalił się budynek - opuszczony psychiatryk - w którym nocowali. Co dziwne, była z nimi Mara, ale ona nie ucierpiała. Nie wie dlaczego.
Po niedługim czasie, obserwując córkę, rodzice stwierdzają, że najlepszym wyjściem będzie przeprowadzka. Dziewczyna rozpoczyna naukę w zupełnie nowej szkole, równocześnie próbując poradzić sobie z demonami przeszłości i odkryć, co się z nią dzieje.

Fabuła
Pomysł na książkę - a zwłaszcza na trylogię - autorka miała. Zacznę może od tego, że jest to pozycja wciągająca, napisana z pomysłem, od której ciężko jest byłoby się uwolnić, gdyby nie główna bohaterka (ale o tym potem).
Jak już wspomniałam, Mara przeprowadza się do sennego miasteczka po traumatycznych przejściach, nieustannie martwiąc się o swoje zdrowie psychiczne
Wszędzie widzi swojego zmarłego chłopaka i jego siostrę. 
Słyszy głosy.
Widzi coś, czego nie ma. 
Wydaje jej się, że ktoś ją śledzi. 
Jak możecie sie domyślić, wprowadza to klimat grozy, tajemnicy i niepewności. Z tym autorka dała radę. Było to dla mnie coś nowego i pomysł ten oceniam na plus ;)
Niestety, oryginalny plan został doszczętnie przyćmiony i zniszczony przez całkowicie NIEorygialne pojawienie się przystojniaka, w którym zakochane są wszystkie dziewczyny w szkole, który jest totalnym olewakiem, a który jakimś cudem zwraca uwagę na szarą myszkę, biedną główną bohaterkę. Ona oczywiście go odrzuca, ale on jest tak zdesperowany i zakochany od pierwszego wejrzenia, że wytrwale znosi jej wyzwiska i fochy. Jest to schemat tak utarty, tak zły, że ochota na czytanie znika z każdą kolejną stroną, a gdyby nie to, że przez wymianę zostałam na tę pozycję skazana, na pewno odmówiłabym sobie przyjemności jej czytania po piątym rozdziale.
Na obronę książki mogę powiedzieć, że potem jest już lepiej. Tylko że to "potem" nastąpiło jakieś 100 stron za późno. Ale jeśli już mówimy o tym "później" - zakończenie jest na naprawdę wysokim poziomie, nie do przewidzenia i zapowiadające niezłe zamieszanie w kolejnych tomach. Uwielbiam takie!
Ocena: 2.75/5

Bohaterowie
Get the party started!
Mara jest jedną z najbardziej zapatrzonych w siebie i denerwujących "niezależnych, wyzwolonych kobiet", które nienawidzą i obrażają wszystkich samców za sam fakt istnienia. Uważa, że popularne dzieciaki z miejsca są złe (zanim jeszcze ich pozna, bo przecież...one są popularne! Halo, to Ameryka! W każdym filmie ci znani są źli!) i zdecydowanie gorsze od niej. Obraża, wyzywa i zniechęca każdego, kto po prostu próbuje być dla niej miły (dosłownie: uśmiechnął się do mnie? Kretyn! Dupek! Idiota!). Chyba uważa, że jest zabawna, bo ciągle mówi sarkazmem. Co gorsze, inni też uważają, że jest zabawna, co tylko pokazuje ogólny poziom bohaterów tej powieści.
Mara - 3 razy NIE

Noah to typowy przystojniak, uroczy, romantyczny, zdolny poświęcić dla nowopoznanej dziewczyny wszystko mimo opinii chama i prostaka, na którą oczywiście zapracował, bo w głębi duszy jest wrażliwym, romantycznym facetem. Polubiłabym go, ale mam już dość armii takich samych Noahów w każdej książce młodzieżowej, po którą sięgam.
Noah - 2 razy NIE
Jamie, przyjaciel Mary, jakoś ratował sytuację, ale mnie też nie przekonał ze bezkrytyczne uwielbienie głównej bohaterki i nie walnięcie jej w głowę w momencie, w którym powinna się ogarnąć. I, oczywiście, to stereotypowy, niezakochany przyjaciel. Jakich bardzo wielu, jak podkreślę.
JAMIE - 1 NIE
Daniel, brat Mary, to akurat ideał. Troszczy się o siostrę i traktuje ją jak równą sobie. Nie zasługuje na niego!
DANIEL - 3 razy TAK
Jak widzicie, im mniej znaczący bohater tym jest lepiej. Dlaczego?
Aha, i chciałabym jeszcze podkreślić, bo mogliście nie zwrócić na to uwagi przez moje ciągle narzekanie: bohaterowie nie byli wykreowani źle. Ale zdecydowanie za bardzo stereotypowo.
- Wypierdupek. [...]
- Chyba miałaś na myśli wypierdka? - zapytał z rozbawieniem.

- Nie. - powiedziałam, tym razem głośniej. - Właśnie wypierdupka. Dupowatego wypierdka, dupka koronnego, ukoronowanie intelektualnej wypierdkowatości.

Ja to tu zostawię.
Ocena: 2.5/5

Styl pisania
W końcu mogę coś pochwalić! Dla osoby, która nie lubi krytykować (ja) taka okazja to prawdziwe szczęście :D Styl pisania, mimo narracji prowadzonej przez główną bohaterkę, był na zadziwiająco (jak na tę pozycję) wysokim poziomie i, jak wspomniałam, ciężko mi się było oderwać. To osiągnięcie (a jeszcze bardziej zwrócę uwagę na jego napakowanie Marą!) to chyba największy plus tej historii. Bądźcie ze mnie dumni, że w ogóle go znalazłam, bo tu też nie jestem całkowicie przekonana. W narracji po prostu czuć było samouwielbienie głównej bohaterki O którym wspominałam już niewiadomo ile razy ale to silniejsze ode mnie ;-;.
Ocena: 4/5

Okładka
Klimatyczna, choć trochę...dziwna. Ale, szczerze, to słowo pasuje do tej książki. Jest ona lekko...nienormalna? Oryginalna? Według mnie oprawa graficzna to nie ósmy cud świata, ale ładnie się mieni i ma coś w sobie. I, co ważne w okładkach, przyciąga wzrok. Ja jestem na tak :)
Ocena: 4.5/5

OCENA KOŃCOWA: 13.75/20
PODSUMOWANIE: "Mara Dyer" Michelle Hodkin to klimatyczna, dobrze napisana i wciągająca powieść z elementami thrilleru i horroru. Niestety, ten zachęcający opis bardzo łatwo zrujnowały maxymalnie stereotypowa kreacja postaci i kompletnie zapatrzenie w siebie głównej bohaterki (czyli chyba najgorsze, co może być). Mimo tak - jak na mnie - niskiej oceny książki nie odradzam, ale radzę uzbroić się w cierpliwość. Delikatnie spoilerując, kolejne tomy są już lepsze, więc według mnie warto się pomęczyć :D




<-- cudna sesja zdjęciowa która nie wiem skąd się wzięła, ale jest cudna :))
~~
Mara Dyer - psychiczna czy obdarzona mocami? Dlaczego wciąż widzi zmarłych znajomych? Jak wyglądała katastrofa w psychiatryku? Napakowana pytaniami, niepewnością i samouwielbieniem pozycja. Czytaliście? Macie zamiar? :)



4/18/2017

(#59) "Naznaczeni śmiercią" V.Roth

Nie spodziewałam się,że zrecenzuję tę książkę (albo że nawet ją przeczytam), bo wydawała mi się kolejną powieścią sciene-fiction, oczywiście z obowiązkową tyranią i buntownikami. Po przeczytaniu nie mogę jakoś szczególnie nie zgodzić się z tą definicją, ale miałam do wyboru (kolejną) powieść Jodi Picoult lub opowieść o dziewietnastowiecznym mazowieckim rodzie (koleżanka mnie zmusiła, żebyście nie myśleli że czytam takie książki z własnej woli :D), więc stwierdziłam, że wybiorę "mniejsze zło". Zapraszam! ^^

Akos pochodzi z miłującego pokój narodu Thueve, zamieszkującego planetę o tej samej nazwie w bliżej nieokreślonym układzie słonecznym. Często się rumieni, kocha swoją rodzinę i jest gotów poświęcić dla niej wszystko. 
Cyra jest narzędziem w rękach brata - tyrana przewodzącego ludowi Shotet. Szantażowana tajemnicami przeszłości, zabija, kaleczy i osieroca jego przeciwników, robiąc to wbrew sobie.
Bohaterowie żyją w kompletnie różnych światach, które łączy jedno - Nurt. Według definicji książkowej, jest to...energia, która przepływa przez każdą żywą istotę, dając jej szczególne, indywidualne zdolności.
Jak dojdzie to zetknięcia losów tej dwójki? Jakie dary otrzymają od losu? Czy ich przeznaczenie, przepowiedziane wiele lat wcześniej przez Wyrocznie naprawdę się spełni?

Fabuła
Jak już wspomniałam, Naznaczonych śmiercią od przeczytania opisu do skończenia ostatniej strony uważałam za ciekawą, choć na pewno nie oryginalną historię. Igrzyska śmierci czy chociażby sama Niezgodna (napisana przez tę samą autorkę) opierają się na bardzo podobnym schemacie. Ratującym sprawę jest Nurt i niesione przez niego dary, które są pozytywnie zaskakująco kreatywne - pani Roth postarała się bardziej niż umiejętność latania czy czytania w myślach. Takim sposobem mamy sprawianie ogromnego bólu samym dotykiem, umiejętność zamieniania wspomnień czy nawet przerywanie danego podarku.
Jak możemy się domyślić, Akos i Cyra żyją w dwóch różnych światach, pochodzą z dwóch różnych - wrogich sobie - ludów, różnią się sposobem bycia, mówienia, myślenia. Ich losy, co także jest do przewidzenia, dość brutalnie się splatają, powodując między nimi niechęć i wrogość. Jednak, co już kompletnie nie mogło się nie zdarzyć, stopniowo w ich relacji pojawia się zaufanie, a nawet miłość, na której chciałabym się skupić trochę dokładniej. Niewątpliwe jest, że takie uczucie w ogóle nie powinno mieć miejsca, ale według mnie było dużo bardziej romantyczne, niewinne, szczere i trwałe niż w niejednych romansach, na które miałam (w większości nie)szczęście trafić.
Podsumowując, Naznaczeni śmiercią nie wyróżniają się jakoś szczególnie spośród tysięcy młodzieżowych powieści s-f, ale nie są nudni czy przeciętni i mają w sobie...klimat, to coś :)
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Co warto zaznaczyć, autorka postanowiła wykreować swoich bohaterów, nie tylko tych głównych (ale o tym przekonacie się czytając), na zasadzie stuprocentowego kontrastu.
Ona jest ostra, twarda, przebiegła, bezkompromisowa, ale boi się brata i jest mu posłuszna, często wbrew własnej woli.
On jest cichy, spokojny, ale wytrwały, nigdy się nie poddaje, a życie najbliższych ceni bardziej niż swoje.

Jak można zauważyć, idealnie się dopełniają.
A co dziwne, nie mam pojęcia które z nich polubiłam bardziej. Cyra częściej mnie denerwowała, ale swoim bogatym... temperamentem, sposobem życia zwracała większą uwagę niż stojący w jej cieniu Akos. Wydaje mi się jednak, że był to celowy zabieg, chociażby dlatego, że rozdziały prowadzone przez nią mają narrację pierwszosobową, a przez niego są w trzecioosobówce.
Poza tą dwójką mamy jeszcze ich rodzinę i buntowników, ale myślę, że nie będę Wam o nich zbyt dużo zdradzać - ich charakter jest zbyt ukształtowany przez przeszłość by uniknąć spojlerów.
Ocena: 5/5

Styl pisania
Pierwsze, co przyszło mi na myśl gdy zaczęłam opisywać styl pisania jest jego nafaszerowanie nowymi słowami, jakby autorka (może nawet trochę na siłę) chciała zwiększyć klimat i zaznaczyć, że akcja dzieje się w innej rzeczywistości. Pory zamiast lat (np. miałam szesnaście pór, trzy pory temu), lodokwiaty, steroloty...Jak wspomniałam, było tego troszkę za dużo, a do tego przeszkadzało mi to do samego końca, gdy przy innych książkach już w połowie zaczynam się przyzwyczajać. I do tego ich wymawianie...Jak ja miałam czytać Thueve lub Eijah? Z angielskim akcentem? Polskim? 
Poza tym było naprawdę dobrze, tak ponadprzeciętnie. Przykładem może być to, że dopiero w mniej więcej dwóch trzecich powieści zauważyłam jednoosobową narrację Cyry i trzecioosobową Arosa. Czyli, podsumowując, dosłownie prześlizgiwałam się wzrokiem po stronach :D
Ocena: 4/5

Okładka
Sama nie bardzo wiem co o niej sądzę. Pomysł był wspaniały - niebieski i złoty idealnie do siebie pasują, wykonanie jest bardzo porządne...Ale nie mogę uznać jej za coś wyjątkowego. Według mnie "Naznaczeni" zdecydowanie lepiej wyglądaliby w jednej linijce, tak jak w oryginalnej wersji (KLIK). Podobnie nie jestem całkowicie przekonana do tych odblasków na niektórych literach - jako mistrz painta i PiZapa sama tworzyłam podobne efekty i "doświadczonym" okiem stwierdzam, że wyglądają one dość mało profesjonalnie. Ale chciałabym zaznaczyć - nie uważam się za grafika w najmniejszym stopniu :")
Wiem, że może minimalnie przeczę sama sobie, ale ta oprawa graficzna podoba mi się mimo kilku znacznych niedociągnięć i po prostu staram się zrozumieć dlaczego :D
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA: 17/20
PODSUMOWANIE: "Naznaczeni śmiercią" to dobra, wciągająca i napakowana akcją powieść sciene-fiction, choć niestety nie można ją nazwać wybitną, a już na pewno nie oryginalną. Postacie są porządnie wykreowani, wątek miłosny uroczy i szczery, a my trzymamy za głównych bohaterów kciuki mimo dzielących ich różnic. Ja książkę polecam i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo, zwłaszcza po ostatnim rozdziale, czuję, że autorka przygotowała dla nas niejedną niespodziankę!

~~
Jak zwykle z opuźnieniem i kilka miesięcy po premierze, ale jest :D Standardowo: czytaliście? Macie zamiar?




3/31/2017

(#58) "To, co zostało" J.Picoult

Tak, wiem, Jodi była tu już dwa razy (jak na mojego bloga to dużo, bo 99% autorów dostaje tylko jedną szansę), ale ostatnio znowu trafiłam na cudne cudo jej autorstwa i stwierdziłam, że po prostu muszę Wam o nim opowiedzieć. Brejk the rules!




Sage jest kobietą - duchem. Praktycznie nie ma znajomych, pracuje w nocy i odsypia w dzień, zawsze gra rolę tej drugiej u mężczyzny, którego kocha. Mimo to nie skarży się na swoje życie, uważa wręcz, że na nie zasłużyła.
Pewnego dnia bohaterka zaprzyjaźnia się z Josefem, wiekowym, ale miłym i kulturalnym starszym panem, ulubieńcem całej społeczności, tak samo ceniącym spokój jak ona. Nie mija wiele czasu, gdy staruszek prosi ją o...pomoc w popełnieniu samobójstwa. Gdy przerażona Sage z początku nawet nie chce o tym słyszeć, mężczyzna wyjawia jej trzymaną w sekrecie przez ponad pół wieku tajemnicę, która czasem sięga II wojny światowej i Holokaustu. Co powinna zrobić kobieta - zgodzić się? A jeśli tak, to czy będzie to czyn sprawiedliwy, odpowiedzialny, czy popełniony z litości i współczucia, na co nie zasługuje bezwzględny nazista?

Fabuła
Już dawno zauważyłam jak oryginalna jest pani Picoult. Nigdy nie powiela schematów, bohaterowie jej licznych książek zawsze są inni, ale niesamowicie bogato wykreowani. Podobnie z problemami moralnymi - autorka zmusza nas do głębokiego zastanowienia nad istotą człowieka, świata, przeszłości i przyszłości, a czyni to w sposób...jodipicoultowski.
To samo mogę powiedzieć o Tym, co zostało (to się odmienia? :D). Jakie jest?

Trudne, to na pewno. Podczas czytania, czasem nawet o tym nie myśląc, stawiamy się na miejscu głównej bohaterki i zadajemy sobie podobne jak ona pytania: czy człowiek zasługuje na drugą szansę? Każdy? Nieważne, co zrobił, czy jeśli żałuje, można mu wybaczyć? Czy w ogóle mamy do tego prawo, jeśli krzywda nie działa się bezprośrednio nam?
Dalej, bardzo inne niż wszystko, co do tej pory czytałam. Nie mam pojęcia jak Jodi wpada na tak...kreatywne pomysły (a do tego utrzymuje całą fabułę na tak wysokim poziomie), zwłaszcza że czytając streszczenia jej pozostałych dzieł wiem, że każda jest jedyna w swoim rodzaju.
Podsumowując, powieść czytałam z zapartym tchem i do samego końca nie mogłam przewidzieć decyzji, którą podejmie główna bohaterka. A już o "końcu" mówiąc, naprawdę nie można się domyślić dodatkowej niespodzianki, jaka została dla nas przygotowana, ale kto nie kocha takich książek? :D
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Recenzując poprzednią książkę Jodi (linki na dole) opisywałam każdego z bohaterów osobno, czego nie robiłam chyba w żadnej innej książce. Niestety, tak działa magia tej autorki: każda postać jest tak głęboko i dokładnie wykreowana, ma tak głęboki portret psychologiczny, że zasługuje na uwagę. 
Sage została stworzona tak, by ją lubić i by jej współczuć. Z ogromną blizną na twarzy, nieśmiała, skrzywdzona, samotna, dla niektórych pewnie częściowo bratnia dusza. Niestety, o czym wyjątkowo łatwo było mi zapomnieć, umawiała się z żonatym mężczyznom, zabierając ojca dzieciom i męża żonie, która przecież nie zrobiła nic złego. Ta kobieta to kontrowersyjna postać, którą każdy powinien ocenić indywidualnie.
Minka to babcia głównej bohaterki, a do tego Polka, co było, przynajmniej na początku, miłym zaskoczeniem. Przeżyła ona pobyt w Auschwitz, o którym nie chce rozmawiać, stara się zapomnieć. Odważna, kochająca, dumna, ale i przerażona przeszłością.
Leo, o którym jeszcze nie wspomniałam, to pracownik organizacji rządowej zajmującej się wymierzaniem sprawiedliwości byłym zbrodniarzom wojennym. Wytrwały w tym, co robi, raczej nie wierzy w drugą szansę, kreatywny i opiekuńczy. Stanowił trwały i niezmienny punkt w historii, w której nic nie mogło być pewne.
I w końcu Josef. Nasze pierwsze spotkanie z nim jest pełne pozytywnych wrażeń: starszy pan, który dzieli się bułką ze swoim jamnikiem, były trener i nauczyciel, przez wielu uważany za przybranego dziadka. Z drugiej strony bezwzględny nazista, morderca tysięcy niewinnych osób, okrutny i bez litości. Która wersja tego człowieka jest prawdziwa? A może obie? Nie będę odpowiadać na to pytanie, choćby dla osób, które tego nie czytały, bo opinia...nawet nie powinna, po prostu musi być indywidualna :D
Ocena: 5/5

Styl pisania
Genialnycudownyfantastycznyświetny. 
Tematyczny, klimatyczny, a co ważne - lekki. Przy tak trudnym temacie bardzo łatwo zniechęcić czytelnika pięciostronowymi rozprawkami o sensie życia, a z ręką na sercu mogę przyznać, że w życiu przeczytałam mało książek, których strony przewijałam aż tak szybko i bez wysiłku.
O czym jeszcze muszę dodać - cytaty. Gdybym była tym typem czytelników, którzy zaznaczają warte zapamiętania słowa, mogłabym podkreślić niemal każde słowo.
Jeśli już jestem przy stylu pisania, powinnam wspomnieć o retrospekcjach. Poznajemy historię Minki, jej codzienność podczas okupacji, jej rodzinę i odebraną młodość. Z drugiej strony opowieść snuje Josef, co miało pomóc nam zrozumieć motywy jego działań i jego późniejszą metamorfozę. W pewnym momencie życie tych obojga splata się i czytamy o tych samych sytuacjach z dwóch zupełnie różnych punktów widzenia. Czy dzięki temu patrzymy na nią z pewnym dystansem, próbując ocenić ją na chłodno? Nawet jeśli taki był zamysł autorki, to i tak czytelnicy (a przynajmniej ja :D) i tak skłaniają się do jednej ze stron. Tylko pytanie teraz - do której?
Ocena: 5/5

Okładka
Przyznaję, że jako okładka nawet mi się podoba...ale co ma tytuł i oprawa graficzna do treści, to za nic nie mogłam skojarzyć. Z pomocą przyszła Hania, dzięki czemu mogę wyjaśnić to i Wam (żeby nie było że plagiat czy coś, kopiuję słowo w słowo :D). 

To co zostalo Bo on chce umrzec a przeszlosc to to co mu zostalo
Albo wszystkim zostały historie o przeszlosci.
No ten piasek to metafora ich życia, historia o życiu, które tak szybko upływało

Pojęcia nie mam czy to prawda, ale skoro Hani chciało się to wymyślać, to w zamian po prostu muszę dać maxa :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "To, co zostało" Jodi Picoult to wstrząsająca, brutalnie prawdziwa historia o  II wojnie światowej, przebaczeniu i...prawdziwości tego, o czym tak łatwo zapomnieć. Autorka opisuje wszystko z porażająca dokładnością, czujemy się, jakby wspomniane okrucieństwa przydarzyły się komuś bliskiemu, a nie zwykłej postaci książkowej. I, co najgorsze, jest to prawda. "To nie fantastyczny świat, to się zdarzyło na prawdę!" - krzyczy każda strona. 
Książka przepiękna, nie do zapomnienia, poruszająca i głęboka. Polecam na prezent, wolny wieczór, chęć na dobrą lekturę, zawsze, wszędzie i dla każdego <3
~~
INNE KSIĄŻKI TEJ AUTORKI

  • Z innej bajki --> KLIK
  • Bez mojej zgody --> KLIK




3/19/2017

(#57) "Oddam ci słońce" J.Nelson

Książka powszechnie znana i zwykle polecana, więc swoim zwyczajem sięgania po popularne pozycje postanowiłam dać jej szansę. Nie oczekiwałam czegoś, co idealnie wpasuje się w mój gust, ale liczyłam na coś dobrego. Jak wyszło?

NoahiJude.
Noah był artystą. Wrażliwym, utalentowanym, ambitnym. Miał serce i rozum malarza, interpretował wszystko na swój własny sposób. Nie zachowywał się jak inni, co przyniosło mu zarówno wrogów, jak i prawdziwych przyjaciół, aż w końcu miłość.
Jude nie bała się niczego. Skakała z najwyższych klifów, trzymała się ze starszymi. Ciągle kłóciła się z mamą o długość sukienki i intensywność szminki, była przez wszystkich uwielbiana i chwalona. Szukając swojego miejsca w życiu została skrzywdzona.

Noah                                                   i                                                   Jude
Noah jest duszą towarzystwa. Ma dziewczynę, znajomych, biega. Dobrze dogaduje się z tatą, nie pragnie wiele od życia.
Jude przesadnie wierzy w zabobony, boi się miłości i chłopaków. Uczy się w szkole dla artystów, ale jakaś zła siła nieustannie niszczy jej prace.
Kiedyś nierozłączni, choć tak inni. Teraz rozdzieleni, mimo że przeciętni i niewyróżniający się. Co stoi za tą zmianą?

Fabuła
Na początku powinnam chyba niechętnie, choć szczerze zauważyć, że zdecydowanie nie jestem artystką, często nie potrafię "wejrzeć w głąb duszy". 
Niewątpliwą zaletą tej książki jest jej zarówno uniwersalność jak i odmienność. Dla osób takich jak ja, artystycznie martwych, to historia o miłości, akceptacji, zdradzie i rodzinie, okruszona czymś, co określić umieją chyba jedynie ludzie pokroju Noaha.
Dla wspomnianych wyżej to pełna pasji, uroku i zrozumienia opowieść o niedocenianych twórcach, pokrewnych duszach.
Nie ukrywam, czuję, że nie do końca odebrałam tę książkę tak, jak powinnam. Ciągle wzmianki o otwartym umyśle dość szybko zaczęły mnie irytować, a bohaterów nie rzadko po prostu nie potrafiłam zrozumieć.
Poza tym elementem fabuła bardzo mi się podobała. Rozdziały zostały podzielone; raz narratorem jest Jude, raz jej brat. Raz akcja dzieje się w przeszłości, potem wracamy do teraźniejszości. Dzięki temu autorka buduja nieustanne napięcie, nieustannie prowadzi nas do kolejnych pytań: co się stało z rodzeństwem? A ich matką, rodziną? Dlaczego ich codzienność wygląda tak, a nie inaczej? Kłamstwa, zdradza, niepewność...Jak w dobrym kryminale rodzinnym (takie istnieją?)!
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Tutaj jestem już tylko i wyłącznie zachwycona. Może nie samym charakterem postaci, ale ich wykreowaniem. A wierzcie mi, jest różnica.
Ani Noaha ani Jude jakoś szczególnie nie polubiłam. Oboje byli zbyt...niepasujący do standardów osób, które mogłabym zrozumieć i docenić w prawdziwym życiu.
Co innego prawdziwość, magiczność jaka bije z ich czynów i myśli. Są tak realistyczni, ich portret psychologiczny jest tak głęboki...Nie wiem jak to opisać. Naprawdę. Zwykle wysoką ocenę w tej kategorii daję za charakter. Pierwszy raz jestem nim (może trochę za mocne słowo, ale nie mogę znaleźć lepszego) rozczarowana, a mam ochotę dać 5/5, 10/5, 20/5. 
Ocena: 5/5

Styl pisania
Mam wrażenie, że w każdej mojej recenzji (która nie dostanie 20/20) musi pojawić się blablabla, niezbyt zachęcający początek. I tutaj, niestety, muszę wspomnieć to samo. Mało brakowało, a poddałabym się w około 50 stronie. Szczególnie irytowały mnie wstawki w rozdziałach Noaha (tytuły obrazów, które by namalował w danej sytuacji) i Jude (fragmenty książki z przesądami jej babci). Dopiero potem akcja się rozkręca...chyba. "Rozkręca" to w sumie złe słowo, powiedzmy, że z każdą kolejną stroną czyta nam się coraz przyjemniej :)
Ocena: 4/5

Okładka
No tutaj, drodzy państwo, to nie możecie się ze mną nie zgodzić. Tożto cudo jest. Dwustronne, perfekcyjne wykonane, bardzo zachęcające cudo. Kolory idealnie dopasowane do charakteru postaci - tajemniczy, ale spokojny błękit dla Noaha, szalony i wyrazisty pomarańcz dla Jude. Według mnie okładka idealna, grzbiet i opis też...Dosłownie nie mam się do czego przyczepić :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 18/20
PODSUMOWANIE: "Oddam ci słońce" Jandy Nelson to wzruszająca, głęboka opowieść o kłamstwie, zaufaniu, miłości, nadziei, akceptacji i błędach przeszłości. Największym atutem tej historii są zdecydowanie bohaterzy - żywi, prawdziwi, magiczni, którzy szukają swojego miejsca na świecie i próbują odnaleźć siebie i siebie nawzajem. Książka, według mnie, nie wnosi zbyt wiele do naszego życia, ale w najmniejszym stopniu nie żałuję, że ją przeczytałam i będę ją polecać każdemu, kto lubi takie klimaty - łączące kreatywność, opowiadające o życiu artystów, ale i zwykłych, skrzywdzonych przez los i siebie nawzajem nastolatków.

~~
Tym razem nie pytam, czy znacie, bo jestem pewna, że większość z Was gdzieś kiedyś o tej książce słyszała. Ale czytaliście? Macie zamiar? Zgadzacie się z moją opinią? :)






3/12/2017

Czytelnicze porady, czyli 9 sposobów na ułatwienie sobie życia

Pisałam już, a Wy się ze mną zgodziliście, że ciężkie jest życie książkoholika. Pod postem było rekordowo dużo komentarzy, w których dodatkowo pisaliście swoje codzinne książkowe problemy. Ostatnio tylko się skarżyłam, teraz czas działać! 



~~
1. Łamanie grzbietów
O tym już wspominałam - musisz złamać grzbiet żeby przyjemnie Ci się czytało, ale potem to wygląda tak...nieestetycznie na półce? Przybywam z pomocą! :D 

  • Kupuj książkę i od razu stawiaj ją na półce. Co może wydać się dziwne, jak najszybciej jedź do biblioteki i tę samą książkę wypożycz. Nie proponuję oczywiście niszczenia cudzej (bo publicznej) własności, ale zauważyłam, że takie książki są już na starcie bardziej...rozruszane :D
  • Sprawdzić mogą się żelazko i ciężkie przedmioty (choć obawiam się, że ten sposób działa tylko niedługo po "tragedii"). 
  • Ostatnim pomysłem są etui książkowe. Dla mnie to coś nowego i jeszcze ich nie używałam, ale dzięki internetowi wiem, że cudnie wyglądają na półce :)


2.Czytelnicza lista - jak jej przestrzegać?
U mnie to działa tak - mam, ale nie przestrzegam. U Was pewnie jest podobnie. Na Waszej liście znajduje się 94025820 pozycji, ale nagle dostrzegacie kolejną, idealną, taką, którą KONIECZNIE, powtórzę, KONIECZNIE musicie przeczytać. Co wtedy zrobić?

  • Pomysł namber łan (sama z niego korzystam): idźcie do biblioteki/księgarni i wypożyczcie/kupcie TYLKO te książki, które macie na liście. Potem zaopatrzcie się w notes, w którym od góry do dołu spiszecie te pozycje. Ustalcie sobie maksymalną datę skończenia każdej z nich. Dzięki temu sami stawicie sobie wyzwanie i będziecie chcieli osiągnąć cel za wszelką cenę - czyli nie będzie czasu na nowe pozycje, które po prostu wpadną w oko :)
  • Drugim sposobem, już dużo banalniejszym, jest częste aktualizowanie listy (ogólnie polecam mieć ją na lubimyczytać). Sprawdzajcie opinie o niej, pomyślcie, czy jest to napewno wasza tematyka. Wiem, że to trudne, ale So many books, so little time :D


3. Kiedy czekasz, aż zostanie wydany kolejny tom,
a w międzyczasie zapominasz fabułę poprzednich, i w większości przypadków serii po prostu nie kończysz. Na to też znajdzie się sposób ;)

  • Po pierwsze, sama z tego korzystam i jestem bardzo zadowolona, nie zaczynaj książki póki wszystkie jej kontynuacje nie zostaną wydane. Czy stracisz przez to kilka perełek? Bardzo możliwe. Ale pamiętajcie, dzięki temu będziecie mieć czas na coś innego...Nigdy nie wiadomo :D
  • Ale uznajmy, że już wpadłeś. Wiesz, że seria nie jest dokończona, ale koleżanka tak bardzo Ci ją polecała...Nie uprzedziła tylko, że czeka Cię rok pełen tęsknoty za bohaterami. Rada? Bądź przygotowany. W czasie czytania z każdego tomu wypisz 10 najważniejszych punktów z fabuły. Dzięki temu w chwilach czekania przypomnisz sobie że warto się jeszcze chwilę pomęczyć, a kiedy w końcu nadejdzie dzień premiery, nie będziesz mieć problemów z pamięcią :)


4. Kiedy nikt nie chce przeczytać Twojej ulubionej książki
Co wtedy zrobić? Zerwać znajomość? Szantażować?
Po pierwsze, sama się nauczyłam, że najlepiej na chłodno ocenić sytuację i być pewnym, że to, co jest dla nas takie cudne, spodoba się komuś o innym guście. Jeśli nie, warto odpuścić. Jeśli tak, zapraszam dalej!

  • Sposób z mojego życia - pokaż jak bardzo Ci zależy. Zaproponuj, że Ty przeczytasz ulubioną książkę tej osoby, nawet jeśli wydaje Ci się, że to nie dla Ciebie. Jeśli trafisz na takiego samego książkoholika jak Ty, zrobi wszystko, żeby przekonać jak największą liczbę osób :)
  • Czasem trzeba jednak zaakceptować swoją "porażkę". Ale od czego jest facebook czy nawet blog? :D
5. Wypożyczanie nowych książek
Ten problem ma każdy. Nie wierzę, że istnieje osoba, która najpierw przeczytała wszystko, co miała już kupione, a dopiero potem zaczęła wypożyczać biblioteki. Jak to przezwyciężyć?
  • Tutaj dobrym pomysłem może być ustawianie sobie kar, najlepiej pieniężnych (które pójdą na oszczędności) za każdą wypożyczoną książkę "bo miała ładną okładkę" "bo wujek córki siostry cioci mojej koleżanki poleca". I budżet domowy, i Wy będziecie zadowoleni!
  • Nie chodź do biblioteki. Wiem, nie da się. Jeśli już musisz tam pójść, np. po lekturę do szkoły lub oddać wypożyczone już pozycje, wyślij tam znajomego. Wierzę w Ciebie!
6. Kiedy nie masz ochoty na czytanie
Zjawisko kompletnie niewytłumaczalne, ale jednak istniejące. Jak je przezwyciężyć?
  • Sięgnij po coś lekkiego, ale koniecznie wciągającego. Na bok odłóż pozycje filozoficzne, odradzam też kryminały (trzeba przy nich dużo myśleć, łączyć, kojarzyć)
  • Pod żadnym pozorem NIE sięgaj po książki, na które masz ochotę już od dawna z nadzieją, że przełamią ten czytelniczy blok. Z doświadczenia wiem, że w 99% kończy się to zniechęceniem do danej lektury
  • Odczekaj. Czasem nic nie zrobisz.
7. Kiedy kończy się seria, a i tak nie zostały wyjaśnione wszystkie wątki
  • Napisz do autora! Nie zawsze się uda, a czasem dostaniesz nawet odpowiedź, która zniszczy Twoje marzenia, ale spróbować zawsze warto :)
  • Napisz ff. Fanfiction to świetny sposób na pożegnanie się z historią, a równocześnie na pozostanie w jej uniwersum. Poza tym poznasz jej fanów i poczujesz się jak full profeszyn pisarz!
  • Zorganizuj dyskusję/ankietę na facebook'u, popytaj innych o zdanie. Dzięki temu poznasz wiele różnych punktów widzenia i łatwiej będzie Ci ocenić który jest najbliższy Twojemu.
8. Za mało miejsca na książki
U mnie ten problem zaczyna być coraz bardziej widoczny. Sama chętnie zbiorę pomysły od Was :D
  • Nie kupuj książek. Logiczne? Logiczne. Wykonalne? Nie.
  • Wymieniaj się! Masz książki, które leżą bezużytecznie na Twojej półce i tylko zajmują miejsce? Zapoznaj się z TYM postem (wszystko o wymianach - wady, zalety, porady) i zmień swoje życie na lepsze! Nie wcale nie brzmię jak szczęśliwa pani w szczęśliwych reklamach
9. Książki są ZA DROGIE
  • Ogólnie warto zajrzeć TU :) Porady na tanie książki, zapraszam! :D
~~
I końcowe pytanie - znaleźliście tu coś dla siebie? A może macie jeszcze jakieś porady lub problemy, o których nie wspomniałam? Planuję drugi post takiego typu, więc za każdy pomysł będę wdzięczna. A na razie - czytelniczego tygodnia :D


3/04/2017

(#56) "Bez mojej zgody" J.Picoult

Znajomość z panią Picoult zaczęłam niezbyt fortunie, bo od książki, którą napisała wraz z córką - Z innej bajki [KLIK]. Jak wiecie, pomijając oprawę graficzną, nie przypadła mi zbytnio do gustu i gdyby nie Hania (ta od kilku recenzji i szablonu, pozdrawiaam), na 100% nie dałabym jej kolejnej szansy. I naprawdę, naprawdę miałabym czego żałować. Minęły co prawda dopiero około 3 miesiące, ale po prostu wiem, że to będzie jedna z najlepszych książek 2017!


Anna ma trzynaście lat i starszą, chorą na białaczkę, lecz ukochaną siostrę, Kate. Ona sama nigdy nie była poważnie chora, ale szpital to jej drugi dom, lekarz to jak członek jej rodziny, a słownictwem medycznym mogłaby zawstydzić niejednego doktora profesora habilitowanego. Nigdy, dosłownie od samego początku, nie miała życia jak jej rówieśniczki - została sztucznie poczęta, tak, by wykazywała pełną zgodność z Kate. Choć za sobą ma wiele przeszczepów i operacji, i tak nieustannie żyje w cieniu siostry. Nic więc dziwnego, że gdy Anna zaczyna dojrzewać, zaczyna rozumieć, że jej życie wcale nie musi tak wygląd. W końcu postanawia zacząć walczyć o siebie i swoje prawa, choć podzieli to jej rodzinę, zburzy porządek jej najbliższych i narazi na śmierć ukochaną Kate.

Fabuła
Zacznę od tego, że jestem tą książką kompletnie oczarowana. Autorka wpadła na naprawdę oryginalny pomysł, ale co za tym idzie, musiała się uporać z naprawdę ciężkim tematem - jak stworzyć zakończenie, którego nikt się nie spodziewa, jednoczeście nie łamiąc (albo nie może nie łamiąc aż tak bardzo) serc czytelników? Nie zdradzę oczywiście jak sobie z tym problemem poradziła, powiem tylko, że ciężko na nie wpaść, ale nie jestem nim rozczarowana :)
Bardzo ciekawym, pasującym elementem fabuły były liczne retrospekcje z punktu widzenia bohatera opowiadającego. Spotkania, rozmowy, uczucia, czasem nawet nieistotne z punktu widzenia całości, ale dzięki którym lepiej rozumieliśmy decyzje postaci czy nawet wykreowany przez panią Picoult świat. 
Dalej, nie da się ukryć, że Bez mojej zgody to pozycja medyczna. Ja sama miałam to szczęście, że sięgnęłam po nią kiedy już mniej więcej wiedziałam jak działa dziedziczenie, granulocyty, limfocyty, szpik kostny itp., więc czytanie było dla mnie samą przyjemnością. Jeśli jednak kogoś nie interesuje ten temat lub jego wiedza jest na niskim poziomie, książki może nie odradzam, ale polecam zaczekać :)
Podsumowując - nie da się nudzić, poruszane są trudne tematy, a to wszystko okraszone humorem i współczuciem. Tak, polecam :D
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Mamy tutaj 7 głównych bohaterów i poznajemy historię z punktu widzenia każdego z nich. 
Po pierwsze, mamy Annę. Zdecydowanie nie zwyczajną i typową trzynastolatkę, nie tylko ze względu na sytuację, w której się znalazła. Dziewczynka jest mądra, dojrzała i bystra, broni własnego zdania, ale chce dla wszystkich jak najlepiej. Niejednokrotnie podkreślony jest jej ból i strach z powodu tego, co może stać się Kate.
Sama Kate "prowadzi" rozdział tylko raz, więc nie możemy być dokładnie pewni jej uczuć co do zaistniałej sytuacji, przynajmniej nie na samym początku. Ciężko też stworzyć jej portret psychologiczny, bo pod koniec okazuje się, że skrywała ona istotną tajemnicę, która jeszcze bardziej miesza nam w głowach i sami już nie jesteśmy pewni, co o niej sądzić.
Jesse to starszy brat Anny i Kate. Zgrywa twardego i nieustępliwego buntownika, ale nietrudno zgadnąć, że po prostu brakuje mu miłości i uwagi. Popełniał straszne błędy, ale w istocie jest dobrym człowiekiem i, co ważne, bratem.
Brian, ojciec Anny, Kate i Jesse'ego, to jedna z moich ulubionych postaci. Odważny strażak, który niejednokrotnie ryzykuje życie ratując innych, a do tego zainteresowany kosmosem - ideał!
Sara, żona Briana i mama głównej bohaterki wzbudziła we mnie mieszane uczucia. To jasne, że po prostu walczyła o życie córki, ale nie zauważała, jak bardzo krzywdzi przy tym Annę. Nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić, że nie przypadła mi do gustu, bo nie mam pojęcia, co ja zrobiłabym w takiej sytuacji.
Campbell, o którym nie chcę dużo pisać, bo o nim dowiadujemy się wolno i stopniowo, był dla mnie trochę obojętny. Nie w sensie że mnie nudził czy coś, ale jego zdecydowanie pozytywne i zdecydowanie negatywne cechy mniej więcej się równoważyły.
Julia, kurator sądowowy, to zdecydowanie nie osoba, którą polubiłabym w codziennym życiu, ale jako bohater przypadła mi do gustu.
Przepraszam, że się tak rozpisałam. Starałam się to streścić, naprawdę. Cieszcie się, że nie widzicie oryginalnej wersji :D
Ocena: 5/5

Styl pisania
Jako że mamy naprawdę sporą liczbę narratorów, autorka zasługuje na podwójne uznanie, bo nie dość, że każdy z nich ma odmienny styl, to jeszcze pewnie ciężko było jej się w tym nie poplątać. A może nawet to potrójna zaleta - widać, że pani Picoult wczuła się w sytuację postaci i dobrze je rozumiała.
Ocena: 5/5

Okładka
Okładka, według mnie, jest po prostu okej. Ładna, prosta, urocza. Wiem, że to oprawa filmowa, ale to chyba dobrze, że na nią trafiłam, bo ta oryginalna podoba mi się jeszcze mniej.
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Bez mojej zgody" Jodi Picoult to wzruszająca, głęboka i naprawdę trudna książka o życiu, rodzinie, chorobie i przewrotnościach losu. Bohaterowie są wspaniale wykreowani, każdy z nich jest inny i ma nam co innego do przekazania. Lektura zaskakuje, smuci, pociesza i zmusza do refleksji i doceniania tego, co się ma. Ja zdecydowanie nie żałuję, że po tę pozycję sięgnęłam i polecam ją zdecydowanie wszystkim! 
~~
Mam wrażenie, że pozycja znana, ale mając na uwadze moje ogarnięcie, i tak nie sięgnęłam po nią za późno :D Czytaliście albo macie zamiar? :)





2/23/2017

(#55) "Bella i Sebastian" N.Vanier

Książka wzięta trochę na chybił - trafił, bo kojarzyłam, że podobał mi się film.
Książka o przyjaźni, zaufaniu, wojnie, odwadze.
Ksiązka, która ma sporą szansę okazać się największym odkryciem tego roku!



Jest rok 1943. Ośmioletni Sebastian jest dosłownie dzieckiem gór. Zna je jak własną kieszeń, nie chodzi do szkoły i dzień w dzień spaceruje z przybranym dziadkiem, Cezarem, ucząc się szacunku do natury.
Wszystko zmienia się, gdy zostaje zaatakowany jeden z okolicznych pasterzy, Andre, który twierdzi, że pogryzła go Bestia. Chłopiec nie wierzy ostrzeżeniom mieszkańców, że jest to niebezpieczne i krwiożercze zwierze i postanawia odnaleźć je i zaprzyjaźnić się z nim. Aby chronić ukochaną Bellę, Sebastian będzie musiał kłamać, ryzykować, ale i stawić czoła przeszłości.
Jakby tego było mało, wioska znajduje się pod niemiecką okupacją. Na jej czele stoi bezwzględny porucznik Peter Braun, próbujący za wszelką cenę rozbić organizację, która zajmuje się zapewnianiem ochrony Żydom.
Jaki udział w okrutnej i bezlitosnej wojnie będzie miał chłopiec i jego pies? Lub inaczej, pies i jego chłopiec?


Fabuła
Żeby przynajmniej zachować pozory lojalności, ostrzegam - ta recenzja będzie pełna zachwytów. Nie znajdziecie tu ani jednego złego słowa, a każdym zdaniem będę starała się Was do tej cudnej książki przekonać. 
Nie wiem, co mogę uznać za zajwiększą zaletę Belli i Sebastiana. Klimat? Mamy góry, majestatyczne i obojętne, mamy chłopca i psa, oboje skrzywdzonych i uczących się ufać na nowo, mamy Niemców, bezwzględnych i obcych. Mamy głęboką scenerię, zarówno czasową jak i miejscową. Wszystko to po prostu nie może nie złożyć się na przepiękną, przecudną lekturę o wojnie, zaufaniu i przyjaźni.
Zwykle zdradzam choć część fabuły, oczywiście tylko po to, żeby uzasadnić swoje zdanie, ale tutaj po prostu nie mogę Wam tego zrobić. Nie chcę odbierać nikomu tej prawie dziecięcej, magicznej przyjemności.
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Ta książka to istna kopalnia przecudnie wykreowanych postaci, pełnych różnorodnych cech.
Jednego faworyta wybrać nie umiem. Nie dlatego, że każdy ma jakieś wady, i nie wiem, które są gorsze, ale dlatego, że po prostu wybierając jednego ulubieńca byłabym nie fair w stosunku do innych.
Sebastiana oczywiście uwielbiam. Był pełen dziecięcej niewinności, odwagi, humoru - czegoś, czego często brakuje mi w książkach i chyba za czym po prostu się stęskniłam. Dopiero poznaje skomplikowany świat dorosłych, nie tracąc przy tym swojej osobowości.
Podobne odczucia mam co do Cezara. Popełniał sporo błędów, to prawda. Ale kiedy czytałam o jego miłości do wnuka i wzajemnego zaufania (a warto zaznaczyć, że działo się to na pierwszych stronach, czyli moja opinia miała wiele możliwości, aby się zmienić), od razu wiedziałam, że będę gotowa wybaczyć mu wszystko. I miałam rację :D
Postacie idealnie wpasowują się w klimat historii. Dodają mu jeszcze więcej magii i ...klimatyczności. Brawa dla autora!
Ocena: 5/5

Styl pisania
Nie żeby coś, ale ja podejrzewam autora o umiejętność zmiany osobowości, reinkarnacji, sama nie wiem. W jednym życiu - w jednym rozdziale - jest niufnym, ale niewinny ośmioletnim chłopcem, który stara się znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania o "świat dorosłych". Do swoich wypowiedzi dodaje zabawne wstawki, np. "jasne jak bum-cyk-cyk", które u każdego innego autora brzmiałyby po prostu żałośnie.
W drugim życiu - kolejnym fragmencie - zmienia się w wiekowego, kochającego, ale zagubionego we własnych kłamstwach górala, który wiecznie troszczy się o wnuczka i robi wszystko, by nie został przez nikogo skrzywdzony.
Dalej, odprawia magiczny rytułał i przeistacza się w odważnego przewodnika, który ryzykuje życie, aby uratować niewinne ofiary wojny.
Potem kontaktuje się z Gandalfem, Dumbledore'em czy innym mędrcem z długą brodą i czuje się jak dziewczyna, która musi dbać o swojego młodszego brata, troszczyć się o dziadka, a do tego ma wrażenie, że jest niedoceniana i chce znaczyć coś więcej.
Podsumuję. Pan Vanier to stylo-pisarski ideał. UWIELBIAM GO.

Ocena: 5/5

Okładka
To oczywiście "tylko okładka filmowa", a że film był przepiękny, więc nieciężko było wybrać pasującą scenę, ale...ta oprawa graficzna jest taka urocza, niewinna, ukazuje piękno i majestat gór i to, że Sebastian jest jeszcze dzieckiem. Może nawet nie ukazuje, ale przypomina nam o tym wszystkim, co chyba jeszcze bardziej mi się podoba :)
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Bella i Sebastian" to przepiękna historia o zdradzonym zaufaniu, wierze w siebie i swoje czyny, a także o II Wojnie Światowej z perspektywy dziecka. To książka dla osób w każdym wieku, dla fanów wszystkich gatunków - każdy co prawda odbierze ją inaczej, ale według mnie to czyni ją jeszcze bardziej magiczną.