6/24/2016

Tagi dwa w jednym! Zalotny TAG książkowy& Kocham książki Book TAG

Hej! ;) Dziś przychodzę aż z dwoma Tagami- pierwszy jest od Kasi, drugi od Storm Wind (i oczywiście za oba bardzo dziękuję ^^) Wyjątkowo nie przedłużam i zapraszam ^^

 Kocham książki book TAG

1. Jaki gatunek książki najczęściej wybierasz?
W tym poście pisałam jak to jest z moją miłością do fantastyki- kiedyś była ogromna i niezwyciężona, teraz ustępuje miejsca przygodówkom, książkom s-f a nawet młodzieżówkom, więc takiego jednego, głównego gatunku wybrać nie umiem :)

2.Wolisz książki papierowe, audiobooki czy ebooki?
Na to pytanie odpowiadałam już naprawdę wiele razy, więc teraz tylko przypomnę-audiobooków nie trawię, na ebooki nawet nie chcę patrzeć, książki papierowe kocham całym sercem <3

3.Jaka książka zrobiła na Tobie największe wrażenie
Ha, nie powiem "Zwiadowcy"! Taka będę nieprzewidywalna!
A tak serio, to oczywiście, że wybrałabym właśnie ich, więc po cichutki dopiszę sobie do pytania "w ostatnim czasie". Więc przed Wami "Bieg po życie", ostatnie 20/20 na blogu (recenzja jest tutaj). Ogólnie powieść cudna, zabawna, wstrząsająca i wzruszająca, polecam bardzo

4.Co najpierw? Książka czy ekranizacja?
Jak pewnie większość z Was odpowiem "książka", ale zdażało mi się, choć rzadko, zaczynać od filmu i jakoś bardzo nie żałuję ;)

5.Gdzie czytasz?
A to zależy. Oczywiście w domu, tam najczęściej i najdłużej. W jesień, zimę i ogólnie chłodniejsze dni jeżdżę do szkoły metrem, więc właśnie tam zdarza mi się czytać (a nawet w drodze z metra do szkoły lub do domu). Kiedy jest cieplej jeżdżę rowerem, więc dla poświęcam te dodatkowych kilkanaście stron dziennie dla zdrowia :D

6.Jaką książkę ostatnio kupiłaś?
W sumie dwie, z okazji Dnia Książki: Królową Tearlingu (klik) i Bieg po życie (link w pytaniu 3). Obie bardzo mi się podobały i nie żałuję kupna, które także Wam polecam :) Oczywiście wiem, że oszczędniej jest iść do biblioteki, ale według mnie warto mieć te pozycje u siebie.  

7.Co czytasz aktualnie? Co przeczytałaś ostatnio? Co zamierzasz przeczytać niebawem?
Po kolei :) Aktualnie czytam "Klejnot", pewnie o nim słyszeliście, bo książka z dziwnego powodu jest wszędzie. To znaczy, żebyście mnie dobrze zrozumieli, "Klejnot" nie jest zły, ale czy zasługuje na ten światowy szał? Co prawda jestem dopiero w połowie, ale według mnie zdecydowanie nie.
Ostatnio, w środę, skończyłam "Co, jeśli...", którego recenzję macie tutaj ;) A dla leniwych powiem, że spodziewałam sie czegoś więcej :D
Niedawno byłam w bibliotece i wypożyczyłam stos nowych książek, więc przede mną: "Biała róża", cała trylogia "Angelfall" i wszystkie tomy "Rebelianta". Do tego mam około 10 książek, które mam kupione, a ich nie czytałam, np. "Eleonora i Park" czy całą serię "Ostatniego elfa" lub które chcę sobie odświeżyć- "Dawcę" i kontynuację czy całe "Opowieści z Narnii" :)

8.Czy używasz zakładek?
Staram się! :D Naprawdę nie wiem jak, ale mam jakiś magiczny talent do gubienia ich-i papierowych, i magnetycznych. Na szczęście w maju byłam na Targach Książki i od Epik Boxa dostałam  cudną zakładkę magnetyczną z moją ulubioną booktuberką, Mają K., i na razie udało mi się jej nie zgubić ;) A jeśli kiedy to nastąpi, mam całą masę papierowych :)

9.Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Ale że tylko jedna? Może niektórzy to potrafią, ale ja nie. "Mała księżniczka", "Dzielny Despero" i "Pafnucy". Inaczej nie dam rady, przepraszam. (Nad pierwszą z pozycji zachwycam się tutaj)

10.Czy oceniasz książki po okładce?
A kto nie ocenia? Oczywiście, że tak! Zastanówcie się głęboko, Wy tak nie robicie? Kiedy idziecie do biblioteki, patrzycie tylko na sam opis? Nie wierzę :D Lubię, kiedy okładka jest ładna i nawet się z tym nie kryję- możecie to zobaczyć chociażby dlatego, że w moich recenzjach okładka ma osoby "dział" :)

11.Czy ulegasz promocjom książkowym na książki?
Z ręką na sercu, pełna dumy mogę odpowiedzieć, że nie. Oczywiście śledzę je, bo może trafić się coś, czego poszukuję, ale przed kupnem książki 5 razy się zastanawiam czy jej napewno potrzebuję- i w 99 przypadkach stwierdzam, że jednak nie jest mi tak potrzebna. Ktoś też tak ma?

12.Na jaką ekranizaję zaplanowaną na rok 2016 czekasz?
Żadną. To znaczy czekam na "Lek na śmierć" (fandom "Więźnia Labiryntu" łączy się w bólu), "Rywalki" i "Zwiadowców" (tak, ma być film, wspominał o tym Flanagan w maju 2015 ;) ), ale o ile wiem, żadna nie jest planowana na ten rok. Trzeba czekać :D

13.Jaką książkę powininen przeczytać każdy, bez względu na zainteresowania?
Znowu tylko jedną? W mojej głowie praktycznie od razu pojawiło się z dziesięć powieści...
Ale skoro już i tak złamałam moje zasady Tagów, i wspomniałam o jednej książce dwa razy, to mogę zrobić to i trzeci: "Bieg po życie". Nie jestem fanem ani biegania, ani biografii, a o Lopezie Lomongu nie słyszałam nigdy, a i tak "Bieg" to jedna z moich TOP 10. To chyba coś znaczy ;)

14.Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Zgadnijcie. Ktoś wie? Nie, nikt? No dobra, powiem, "Zwiadowcy". Ktoś się spodziewał?

15.Masz jakieś książkowe postanowienia na 2016?
W sumie przeczytać wszystko co mam w domu, a czego nie czytałam lub chcę odświeżyć. Ale mam tak co roku, więc 2016 nie jest jakiś wyjątkowy :D

16.Autor, którego możesz polecić w ciemno?
Rick Riordan. Może nie dla każdego, ale fanom fantastyki napewno. Drogi czytelniku, jeśli jeszcze nie czytałeś nic Riordana, od razu biegnij do biblioteki (okej, najpierw dokończ czytać TAG, potem biegnij) i wypożyczaj, warto! <3

17. Częściej czytasz książki wypożyczone czy wolisz własne zakupy?
Zdecydowanie wypożyczone. Oczywiście, jak każdy książkoholik, lubię co jakiś czas coś kupić, ale gdyby nie bilioteki, napewno bym zbankrutowała. Do tego kocham w nich dwie rzeczy: po  pierwsze zapach, po drugie pewność, że jeśli coś mi się nie spodoba, nic na tym nie stracę. Polecam!
 ~~
Tag pierwszy wykonany, naprawdę bardzo za niego dziękuję ;) Ja nominuję Klaudynę Karbową z "Trivia about me"
A teraz zapraszam na...

Zalotny TAG książkowy

1.Faza pierwsza: zauważenie
   książka, którą kupiłam ze względu na okładkę
Jak już wiecie, rzadko kupuję książki, a już praktycznie nigdy ze względu na okładkę. To może którą wypożyczyłam? Trochę tego było, ale niech będzie "Merlin:nieznane lata", bo lektura cudna, a okładka jest moją ulubioną ze wszystkich <3 ( więcej tutaj, naprawdę polecam zobaczyć :) ) . Chociaż gdyby się zastanowić, to potem "Merlina" i tak kupiłam-dla tak cudnej okładki warto :D

2.Faza druga: pierwsze wrażenie
   książka, którą kupiłam we względu na opis 
Hm... Nie wiem, czy mogę tu zaliczyć "Bieg po życie"-w sumie kupiłam to dopiero za "namową" pozytywnych recenzji, ale sam opis nieźle do mnie przemawiał ;) I uwaga, kupiłam, nie wypożyczyłam! :D (do kupienia zachęcam w tym poście)
 

3.Faza trzecia: słodkie rozmówki 
   książka ze świetnym stylem pisania
Ojej, sporo tego było. Serio. Ale że akurat to czytam, to wspomnę- "Legedna.Rebeliant" i "Legenda. Wybraniec" (co do trzeciego tomu, jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że utrzyma poziom poprzednich). Planuję osobny post o tej książce, bo warto się z nią zapoznać, ale tak tylko powiem, że w tej pozycji narrację prowadzi dwójka bohaterów, i kocham obojga (tak, główną bohaterkę też ^^)

4. Faza czwarta: pierwsza randka
     czyli pierwszy tom serii, który sprawił, że miałam ochotę zabrać się za kolejne   
W pierwszej chwilii pomyślałam o "Legendzie" (ale to tylko dlatego, że to teraz czytam :D ), ale że już była, to postawię na "Królową Tearlingu". Tutaj mogłabym dać naprawdę wiele pozycji, bo mam jakiegoś takiego farta do serii, ale wybrałam właśnie "Królową", bo drugi tom podobał mi się bardziej od pierwszego-a to zdarza mi się rzadko (a więcej o pierwszym tomie tutaj)
 

5.Faza piąta: Noce rozmowy telefoniczne
   czyli książka, przy której przetrwałam noc
Rzadko zdarza mi się "zarwać nockę" dla jakiejś książki (a jeśli już, to była już w tym tagu, true story), więc powiem o "Zwiadowcach", no bo chyba gdzieś jednak muszą być, nie? Pamiętam, że kiedyś o 21 zaczęłam czytać, a nawet nie zauważyłam kiedy była 1:30...I tak, szłam tego dnia do szkoły. I wiecie co? Było warto! 
 

6. Faza szósta: zawsze w myślach
    książka, o której nie mogę przestać myśleć
Ale że nie "Zwiadowcy"? To może "Lek na śmierć", trzeci tom "Więźnia Labiryntu". Kiedy skończyłam ostatnią stronę pościągałam sobie na telefon ponad 200 zdjęć i gifów, a przez ToTragicznieSmutneWydarzenieDashnerWhy miałam zepsuty humor chyba przez miesiąc :"( 

7.Faza siódma: kontakt fizyczny
   książka, którą kocham za towarzyszące jej uczucia
Nie wiem, czy to dobry przykład, ale po głowie chodzą mi "przypadki Callie i Kaydena". Powieść napewno nieidealna, ale uczucie między Callie i Kaydenem było urocze :D

8.Faza ósma: spotkanie z rodzicami
   książka, którą chcę polecić rodzinie i znajomym
A nie, nie "Zwiadowcy"! (No dobra, też) Teraz powiem o "Dawcy", czyli pięknej, wzruszającej, skłaniającej do myślenia, głębokiej powieść dla każdego. Dosłownie. Drogi czytelniku, jeśli nie czytałeś "Dawcy" L.Lowry, biegiem do biblioteki! (A tutaj masz recenzję, bardzo zapraszam ^^ KLIK)
 
9. Faza dziewiąta: myślenie o przyszłości   
    książka, którą przeczytam dużo razy w przyszłości
Właśnie w tej sekundzie wydałam sobie postanowienie, że przeczytam każdą z moich TOP 10 jeszcze raz. Jeśli ktoś jest ciekawy jakie to konkretne tytuły, piszcie w kom :D

10. Faza dziesiąta: dzielenie sie miłością
  czyli kogo zapraszam do kochania
 Oczywiście każdego, kto chce ten TAG wykonać, a polecam-taki lekki, przyjemny. A ja nominuję Tris z "Hope" (polecam!) :)

~~
Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Tego posta skończyłam pisać parę godzin po zakończeniu roku i...nie wierzę normalnie. To jest zbyt piękne :D
Jeszcze raz dziękuję za nominację i pozdrawiam :) 

6/15/2016

(#30) "Co, jeśli..." R. Donovan

Słowem wstępu powiem tak-tę książkę przeczytałam, aby przywróciła mi  wiarę w romanse młodzieżowe (inaczej mówiąc, romansidła). A że miała być jeszcze jakaś tajemnica, jakieś zdarzenie z przeszłości-to jeszcze lepiej. A w dodatku sławna autorka (kojarzycie serię "Oddechy", prawda?), to już w ogóle cudo- po prostu musiała mi się spodobać. Tak przynajmniej myślałam...



 Cal, nastoletni student, prowadzi normalne życie. Ma kilku znajomych, chodzi na imprezy, przeciętnie się uczy-norma. Jednak w jego nudne i szare życie pewnego dnia zakrada się coś nieoczekiwanego. To "coś" skryło się pod postacią Nyelle. Okej, może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wygląda ona zupełnie jak Nicole (a już napewno ma takie same oczy), jego dawna przyjaciółka z dzieciństwa, która ponad rok temu zupełnie zniknęła z jego życia. Czy te dwie dziewczyny-stara tak normalna, łagodna, spokojna i przewidywalna, a ta nowa-pełna życia, energii, ciepła, zarażająca dobrem, mogą być tą samą osobą? 
Jaki sekret skrywa Nyelle?
Cal postanawia znaleźć odpowiedź na to pytanie, spędzając z tajemniczą dziewczyną coraz więcej czasu. Co jest do przewidzenia, zakochuje się w niej. Ale dlaczego? Bo przypomina mu Nicole...czy może przez to, że tak bardzo się od niej różni?


Fabuła

Tutaj nie działo się nic.
Okej,  były jakieś tam niespodzianki i nawet fajnie było odkryć tajemnicę Nyellę, ale wszystko działo się tak wolno... Ona i Cal przez 3/4 książki zakochiwali się w sobie i robili razem głupie, choć romantyczne (ble) rzeczy. Turlali się z górki, patrzyli sobie w oczy, jedli pianki nad ogniskiem, tańczyli w deszczu i ogólnie wszystko było z dopiskiem YOLO. Okej, może takie są romanse młodzieżowe, naprawdę nie wiem, bo ich nie czytam, ale czy tu nie może się dziać coś...więcej? Nie liczyłam oczywiście na nagłą inwazję kosimtów, lub że Nyelle okaże się klonem Nicole, przygotowanym, by zniewolić ludzkość, ale spodziewałam się jakiejś nutki szaleństwa, czegoś innego... Czytając ma się wrażenie, że autorka przeczytała poradnik "Co robią ludzie zakochani" i słowo w słowo go przepisała, tylko że jakimś cudem udało jej się zrobić z tego prawie 400 stron.
Ale były jakieś zalety, nie? Zawsze są.
Gdyby się zastanowić, to możnaby coś wyciągnąć. Chyba jedna rzecz mnie zaskoczyła tak, że jej nie przewidziałam. Po drugie, bardzo mi się podobał pomysł wprowadzenia takich wspomnień bohaterów- Cala, Nicole i ich znajomych, Rae i Richelle, choć łatwo było się pogubić. Większość z nich stanowiła wskazówkę co do tego kim jest-lub nie jest-Nyelle.
Czyli- fabułowo nudna, romantyczna i psychologiczna. Taa, nie wspomniałam o tym wcześniej, ale mam wrażenie, że to 39% romans, 60% psychologia i 1% tajemnica. Może to i fajna mieszanka, ale spodziewałam sie czegoś zupełnie innego!
Ocena: 3/5

Bohaterowie
Coś czuję, że będzie ciężko.
Co do Cala, miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony go lubiłam, wydawał się normalny, ludzki, ale z drugiej... Po pierwsze denerwowało mnie to, jak dawał się zwodzić Nyelle. Po drugie, jego niestałość uczuciowa. Kto zrywa z dziewczynami po paru tygodniach chodzenia, albo gdy deklaruje miłość do jednej, bierze numer od drugiej "bo wstydził się odmówić"? Kurcze no, to jest zachowanie małego dziecka!
Nyelle. Nyelle nie była zła-jak już mówiłam, naprawdę zarażała pozytywną energią. Dobra, ładna, pozytywna. Niby ideał. Ale czemu tak zwodziłaś Cala? Najpierw nie rozumiałam jej zupełnie (i tak przez większość książki), dopiero kiedy odkryłam ten końcowy sekret jakoś potrafiłam sobie wytłumaczyć jej decyzje.
Co do pozostałych bohaterów, nie było ich zbyt wielu, a oprócz Rae wszyscy byli tacy...nijacy. Kelnerka w barze, podopieczni Nyelle (o tym musicie już przeczytać sami ;) ), współlokator Cala, jego bracia, rodzina... z nich wszystkich możnaby wyciągnąć o wiele więcej! Większość miała naprawdę dobry potencjał, żeby wnieść jakieś światełko do nudnej fabuły...szkoda tylko, że autorka nie wykorzystała tego całkowicie.
Podsumowując, w bohaterach było mało życia, czułam, jakby byli martwi. Co nie znaczy, że ich nie polubiłam- niektórzy, oprócz paru wpadek-zadziałali na zdecydowany plus dla całokształtu!
Ocena: 3.5/5

Styl pisania
Taki...nijaki. Mam wrażenie, że jak wszystko w tej książce.  Ale gdybym miała wskazać jej największą wadę, byłby to chyba właśnie styl pisania. Historię opowiadał Cal, czyli powinno być nastolatkowo, lekko i przyjemnie. Niestety było w nim czuć wiek i płeć autorki-mam wrażenie, że prawie dwudziestoletni student napisałby to zupełnie inaczej. Tutaj zdecydowanie bardziej pasowałby mi narrator trzecioosobowy. 
Są takie książki, gdzie styl pisania jest prawdziwą perełką, która wszystko ratuje. I chociaż może być to wina tłumacza-chociaż ja naprawdę ich podziwiam za ciężką pracę, bo wiem, że to nie jest takie łatwe :D-tutaj stanowił on największą wadę.
Ocena: 2/5

Okładka
Tutaj nie miałabym żadnych uwag, gdyby nie jedna rzecz. Okładka ładna, opis z tyłu fajnie oddaje ducha powieści, a nawet jest coś, co uznaję za wzór dla innych książek-notka od autora. No, może nie jest to nic nadzwyczajnego, ale bardziej chodzi mi o jej treść :D Autorka zwraca się do nas, recenzentów, zwracając nam uwagę, abyśmy uszanowali innych i nie psuli im radości z odkrywania tajemnic bohaterów.
Niezwykle łatwo popsuć komuś przyjemność płynącą z obcowania z tą historią, przedwcześnie zdradzając opisane w książce wypadki. Dlatego proszę cię, Czytelniczko, abyś tego nie robiła. Jeśli chcesz umieścić w internecie swoją recenzję, miej na uwadze, że inni odbiorcy pragną odbyć podróż z tą książką na własnych warunkach i doświadczyć podczas owej podróży własnch emocji. I to jest dobrze napisane! Tej notki na pamięć powinni nauczyć się wszyscy blogerzy książkowi, vlogerzy i zwyczajne osoby prywatne, które chcą się podzielić swoimi odczuciami. Autorko, za to mega plus!
Ale, ale, zawsze musi być jakieś ale. Nie rozumiem jednej rzeczy. Pozwolicie, że podam Wam dalszą część owej notki...
Teraz, kiedy już znasz zakończenie, możesz przeczytać "Zawsze przy tobie" jeszcze raz! Tak, dobrze czytacie. "Zawsze przy tobie". Do tego tytułu nic nie mam, bardzo fajnie pasowałby mi do powieści (o ile bardziej od obecnego!), ale czy ja nie przeczytałam przed chwilą "Co, jeśli..."? Biorę książkę do ręki, sprawdzam na okładce, wchodzę na lubimyczytac.pl...nie, wszędzie "Co, jeśli...". Rozumiem, że to błąd wydawnictwa, oczywiście każdemu się zdarza, no ale punkty są dobrze wykonaną robotę, a Feeri Young zdażyło się małe potknięcie :)
Ocena: 4.5/5

OCENA KOŃCOWA: 13/20 
PODSUMOWANIE: "Co, jeśli..." Rebecci Donovan to psychologiczna historia o wydarzeniach z przeszłości mających wpływ na teraźniejszość. O tym, jak kształtuje się to, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. Razem z Calem chętnie odkrywamy sekrety pozornie idealnego życia Nicole, staramy się odgadnąć, kim jest Nyelle- choć, według mnie, zajmuje nam to troszkę za dużo czasu. Większość wątków jest przewidywalna, chociaż odkrycie końcowej tajemnicy sprawia pewną przyjemność (bo tłumaczy zachowania bohaterów i, oczywiście, szokuje). 
Jednak...ta ksiązką ma w sobie to coś, przez co jej nie odkładasz, a "męczysz" się z nią dalej. Czym to owe "coś" jest-nie mam pojęcia. Ale sądzę, że znacie to uczucie ;)
Czy polecam? Tak, możecie spróbować, chociaż nie powinniście liczyć na zbyt wiele  przygód. A komu? Osobom, którym powolna akcja nie przeszkadza, które chcą porozmyślać o swoim życiu i o tym, co można stracić w pogoni za lepszą wersją siebie.
~~
Oto moje zdanie o tej książce-pewnie macie inne, bo średnia na lubimyczytac jest zadziwiająco wysoka!
Od razu mówię, że ta nieudana próba nie przekreśla serii "Oddechy". Ich także spróbuję, chociaż niemal na pewno odczucia z "Co, jeśli" gdzieś tam w głowie będą :D

Aha, i jeszcze jedno- Kasia, Storm Wind, ja pamiętam o tych nominacjach i obiecuję je zrobić ;)
Pozdrawiam ^^



6/09/2016

(#29) "Królowa Tearlingu" E. Johansen

Z moją miłością do fantasy(jako całego gatunku, a nie pojedynczych przypadków) jest tak, że najpierw była, później gdzieś tam zniknęła, a teraz jest, ale sporadycznie. Kiedyś był to jedyny gatunek, który czytałam, teraz przeplata się z kilkoma innymi. Kiedy więc usłyszałam o cudownej, innej niż wszystkie, idealnej książce fantasy, której tytuł widzicie na górze, z czystym sercem mogłam ją kupić z okazji Dnia Książki. Było warto? 

 (ŹRÓDŁO) 
Ostatnim darem Elyssy dla córki było zostawienie jej u swoich przyjaciół, Cadlin i Barty'ego, aby mogła szkolić się na królową w ciszy i spokoju, bez nieustannego strachu o życie. Tak, zapomniałam wspomnieć o tym wcześniej. Jej matka była Królową Teralingu.
W dniu 19 urodzin Kelsea (sprawdziłam wielokrotnie, to imię się nie odmienia :D) pod drzwiami jej chatki pojawia się Straż Królewska mająca za zadanie bezpiecznie "dostarczyć" ją do zamku na koronację.  Po długiej podróży, mimo licznych przeszkód i zamachów na jej życie w końcu jej się to udaje.
 Niestety, jak się okazuje, w jej państwie nie dzieje się dobrze, o czym wcześniej nie wiedziała-ostatnią wolą Elyssy było odgrodzenie córki od przeszłości. Starając się polepszyć warunki życia mieszkańców, Kelsea otwiera drogę do zemsty przerażającej włądczyni sąsiedniego królestwa, bezimiennej Szkarłatnej Królowej. Dziewczyna będzie musiała poradzić sobie z konsekwencjami własnych czynów do pomocy mając przerażająca służącą, która ma dar widzenia, swoją straż, tajemniczego rozbujnika i złodzieja, Ducha, a także tajemnicze klejnoty. Jaką cenę będzie musiała zapłacić, aby jej państwo było wolne? Dlaczego jej matka nie chciała, aby Kelsea znała przeszłość? Kim tak naprawdę jest Duch i po której stoi stronie?

Fabuła 
Gdybym spytała Was teraz kiedy i gdzie według Was, dzieje się cała akcja, jako pierwsze pojawiłyby Wam się w głowie odprowadzi "w przeszłości, czasach średniowiecza" i "w fantastycznej krainie". No więc Was zaskoczę-pozytywnie czy nie, nie wiem :) - fabuła rozgrywa się w naszym świecie i w dodatku w...przyszłości. Paręset lat po naszych czasach William Tear będzie chciał uciec od rzeczywistości przepełnionej biedą i podziałami społecznymi. Obmyśli więc sobie sprytny plan-stworzy nowe społeczeństwo, wolne od technologii. I wszystko by się udało, gdyby nie dwa czynniki. Pierwszy to to, że historia lubi zataczać koło. Drugi ma na imię Szkarłatna Królowa. Przerażająca, potężna i ponad stuletnia kobieta pragnąca zawładnąć światem. Klasyk.
Nie będę Wam mówić jak Kelsea naraziła się na zemstę, bo przyjemnie to odkryć samemu, ale niestety muszę powiedzieć, że jest to chyba jedyny oryginalny szczegół. Polityka, podziały społeczne, chęć zawładnięcia światem-to wszystko już było.
Mimo to książkę naprawdę przyjemnie się czytało. Akcji sporo, przygód sporo, świat przedstawiony przemyślany. Odejmuję punkt za brak oryginalności, chociaż kilka elementów potrafi nieźle zaskoczyć i zwyczajnie nie da się ich przewidzieć ;)
Ocena:4/5

Bohaterowie 

O kurcze. Powiem Wam, że o kurcze. Polubiłam, pokochałam, uwielbiam główną bohaterkę. To jest przykład samodzielnej kobiety, a nie Panna Wyzwolona z piątej fali (taa, nie dam Wam szybko o niej zapomnieć :D). Kelsea to przykład idealności. Odważna, silna, mądra, ludzka... No cudo po prostu. Sama jej postać dodaje książce naprawdę, naprawdę wiele- gdyby główną bohaterką była osoba pokroju Panny Idealnej, a nawet troszkę lepsza, książka nigdy nie dostałaby ode mnie tylu punktów, na ile zasługuje teraz.
Wiecie, co mi się w niej najbardziej podobało? Dobra, wkopałam się, jednej rzeczy nie wybierę. Więc... Wiecie, co bardzo mi się w niej podobało? To, jaka prawdziwa była. Miała kompleksy co do swojego ciała, bała się, tęskniła za przebranymi rodzicami. Nie zarzuciła płaszcza na plecy mówiąc "co z tego, że mam tylko 19 lat, a moje życie strasznie się w zmieniło. Uratuję świat!!!! 1!1!1". Za to ogromny plusik, jeju autorko, jesteś genialna <3
Pozostali tez było świetni. Twardy, ale zabawny Buława, tajemniczy Duch (tak Wam powiem, że ma szansę stać się moją książkową miłością. Jeszcze zobaczymy, na razie jestem na tomie II :D)... Jedyne, co mi się nie podobało, to ilość Straży Królewskiej. Bardzo możliwe, że każdy jest inny i interesujący, ale było ich po prostu zbyt wielu :/ Innej książce odjęłabym pewnie cały punkt, ale wszystko ratuje Kelsea i jej cudowność :D
Ocena: 4,5/5

Styl pisania 

Tutaj będzie tak, jak z całą książką. Niby wszystko mi pasowało, ale coś mi jednak nie pasuje, coś przeszkadza. Jak było tym razem? Styl pisania jest dobry ale niezapadający w pamięć i zwyczajnie nijaki. Gdyby ktoś poprosił mnie o podanie konkretnego przykładu pewnie nie dałabym rady- trzeba przeczytać całokształt, żeby mnie zrozumieć :D
Ocena:4/5

Okładka 

Kurcze, czy choć jedna rzecz nie może być idealna?
Okładka jest naprawdę cudna. Tak naprawdę naprawdę. Może teraz tego nie widzicie, ale kiedy pada na nią światło, a tytuł tak cudnie się mieni takim magicznym, złotym blaskiem, a ten zamek w tle i las jest taki mroczny... Przepiękne, uwierzcie na słowo ;)
Ale? Ale na okładce wyjątkowo łatwo zostają odciski palców, wiecie, takie brzydkie, szare smugi których ciężko się pozbyć. Oczywiście mogłam obłożyć książkę tą taką biblioteczną folią, ale nie robiłam tak dokładnie nigdy, więc teraz tez nie zamierzam.
Ta okładka miałaby szansę stać się moją ulubioną, a napewno już jest w TOP 3. Gdyby nie ta jedna, malutka, ale uciążlowa wada...  :/
Ocena: 4,5/5 (moje serce płacze :'( ) 

OCENA KOŃCOWA:17/20

PODSUMOWANIE: "Królowa Tearlingu" Eriki Johansen to dobra i warta przeczytania, choć dość zwyczajna młodzieżówka fantasy. Do jej największych zalet należy przecudna okładka i przecudna bohaterka,  a wad- jej normalność.  Miejscami wciąga, miejscami nudzi-klasyka.
Choć, jak mówiłam, nie odradzam, bo czytało się bardzo przyjemnie, a fani fantastyki-tacy prawdziwi-pewnie będą zachwyceni. 
~~
No hej :) Uświadomiłam sobie, że nie odpowiedziałam na własne pytanie, więc zrobię to teraz. Książka niewarta kupienia, bo raczej się do niej nie wraca wiedząc kto zdradził, jak to się skończy i tak dalej.
Choć, nie ukrywam, przyjemnie mieć taką okładkę na półce i co jakiś czas zawiesić na niej oko ;)

5/31/2016

(#28) "Bieg po życie" L.Lomong (oraz M.Tabb)

O tej książce przeczytałam kiedyś na którymś blogu, gdzie ktoś bardzo ją polecał. Potem szukałam jej w bibliotece, ale na moje szczęście nigdzie jej nie było. Dlaczego "szczęście"? Bo z czystym sercem mogłam ją kupić z okazji Dnia Książki. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale warto mieć pozycję, która jest w Twojej TOP 10, prawda? :D
A żeby lepiej Wam się recenzję czytało, garstka informacji.
Po pierwsze to moja pierwsza biografia w życiu, ale pokochałam ją całym sercem.
Po drugie, głównym bohaterem, autorem i narratorem jest Lopez Lomong, amerykański olimpijczyk.
Dlaczego Lopepe wydał książkę? Skąd wziął się bawełniany pierścionek, który zawsze nosi na palcu? Jaka jest jego druga ojczyzna? Czym zajmuje się Lopez Lomong Foundation?















   







Lopepe (czyli szybki) został porwany przez rebeliantów w wieku sześciu lat. Jego pierwsza ojczyzna, Sudan Południowy, była w stadium krwawej wojny domowej, a on i paredziesiąt innych chłopców mieli zostać wyszkoleni na żołnierzy. Niestety był na to zbyt młody, więc całymi dniami siedział w drewnianej chacie bez okien, żywił się kaszą z piaskiem i patrzył, jak umierają jego przyjaciele.
Na szczęście, jak bardzo często wspomina Lopez, Bóg go nie opuścił. Zesłał mu trzech "aniołów stróżów", starszych kolegów, którzy nie dość, że postawili sobie za punkt honoru opiekować się nim, to jeszcze zorganizowali ucieczkę. Mały Lomong musiał biec z nimi 3 dni i 3 noce po pustyni, niemal bez wody, jedzenia i snu. Podołał temu i zdołał schronić się w obozie dla uchodźców w Kenii. Swoich Aniołów już nigdy więcej nie widział.
W obozie przetrwał 10 długich lat wypełnionych walkami o jedzenie, grą w piłkę i...bieganiem. Bieganie pozwalało mu nie myśleć o głodzie, chorobach, wojnie, utraconej rodzinie. Pozwalało mu nie oszaleć, dawało chwilę wytchnienia.
Pewnego dnia okazuje się, że 350 chłopców może pojechać do Ameryki. Na stałe. Z miejsca, gdzie nie ma internetu, wody bieżącej i telewizji do jednego z najwyżej rozwiniętych krajów świata. Gdy Lopezowi się to udaje, w nowej rzeczywistości bieganie jest jedyną rzeczą którą zna, jedyną wspólną cechą z tymi dziwnymi, białymi ludźmi.
I tak stał się nie chłopcem, który biegł po życie ale mężczyzną, dla którego bieganie stało się życiem.

Fabuła
Mówiłam Wam kiedyś dlaczego nie przepadam za recenzowaniem świetnych książek? Boję się, że napiszę coś co Was zrazi, co sprawi, że mając okazję sięgnąć po daną pozycję, zawahacie się. Dlatego zaufajcie mi, że każde słowo napisane w tej recenzji ma Was zachęcić.
Historia zaczyna się w momencie, w którym żołnierze wyrywają małego narratora z rąk mamy. Potem razem z nim czekamy na uwolnienie, biegniemy po życie, staramy się przetrwać codzienność w Kenii. 
Życie tam jest naprawdę szokujące (i to nie pozytywnie). Dla przykładu powiem Wam, który dzień tygodnia chłopcy lubili najbardziej. Wtorek. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że właśnie we wtorki dowożone były śmieci i odpadki z Ameryki, co dla dzieci oznaczało ucztę i jedzenie. Co dziwne, Lopepe nie skarży się na swój los, a niemal wręcz dziękuje za niego Bogu. Akceptuje to, co się stało i stara się czerpać z życia to co najlepsze.
Bieganie towarzyszyło mu od zawsze, nawet w domu rodzinnym. Teraz je doskonali- aby zagrać w piłkę trzeba było przebiec 18 mil (to 30 kilometrów!). Bez butów, bez przerwy, bez wody-a to wszystko aby kolejne godziny spędzić na boisku.
Nie powiem Wam na razie jak Lopez wygrał "wycieczkę" do Ameryki, chociaż jest to wyjaśnione już w początkach powieści. Powiem tylko, że trafił do przybranej rodziny, która wspierała go jak mogła i bez której mało co by osiągnął. To oni odkryli u niego prawdziwy talent i przekazali go profesjonalistom.
Do tego mamy też kilka wydarzeń ogólnoświatowych, które jakoś Lopeza dotyczyły, na przykład 11 września (WTC) czy różne ważniejsze biegi.
Odkąd około dziesięcioletni Lomong obejrzał bieg pewnego olimpijczyka, Michaela Johnsona, jego marzeniem stało się pojechanie na olimpiadę. Ten cel przyświecał mu podczas wielogodzinnych treningów-fizycznych i psychicznych. Zdradzę Wam tylko, że udało mu się spełnić to marzenie. Jak tego dokonał? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Biografie dziwnie się recenzuję, bo nie mogę powiedzieć "ta postać jest słabo wykreowana, nie powinno jej tu być", czy "ta przygoda mi się nie podoba, autor powinien ją zmienić". Na szczęście tutaj nie mam takich problemów, bo wszystko jest idealne, ale nie sądzicie, że to prawda?
Wracając do tematu, główny bohater to cudo. Naprawdę, jest zabawny, odważny i mega, mega pozytywny. Wierzy w siebie i przekazuje tę wiarę nam w chwilach, gdy nam jej brakuje. Wystarczy przeczytać kawałek jego książki, a już jesteśmy zarażeni pozytywną energią, która drzemie w każdym słowie, zdaniu i rozdziale.
Poza tym Lopeza bardzo podziwiam. Niemało przeszedł, musiał wykazać się wytrwałością i siłą. A mimo tego nie ustawał, szedł przed siebie, słowo "przegrana" nie istniało. I co? I w końcu się udało. Ostatni dużo mówi się o poradnikach Reginy Brett ("Jesteś cudem", "Bóg nigdy nie mruga" i "Bóg zawsze znajdzie ci pracę"). Czytałam tylko pierwszy z nich i jest on niemal niczym w porównaniu z tą motywacyjną bombą!
Dalej, przybrana rodzina Lomonga, małżeństwo Rob i Barbara Roberts. Wzór idealnych, ciepych, wspierających i troskliwych rodziców. Wspierali adoptowanego syna w każdym momencie jego życia, zawsze stojąc po jego stronie i pomagając mu jak tylko mogli.
Tak naprawdę to poza samym Lopezem, jego rodziną i dziewczyną (Brittany), żadna z postaci nie była idealnie wykreowana, choć uznaję to za plus, bo mogliśmy lepiej skupić się na historii głównego bohatera (którego pokochałam, mam ochotę go wyściskać!)
Ocena: 5/5

Styl pisania
Głównemu autorowi, Lopezowi, pomagał Mark Tabb. Kiedy tak przeglądam jego stronę internetową, bardzo rzuca się w oczy jego drugoplanowość. Zawsz jest "Autor jeden" i mniejszym druczkiem "oraz Mark Tabb"
Niestety nie wiem jaki wkład miał Mark, a jaki Lomong w "Bieg po życie", ale poradzili sobie naprawdę świetnie. Stylem pisania potrafili wywołać uśmiech (a nawet śmiech :D), smutek, wzruszenie i skłonić nas do reflekcji. Śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych stylów pisania z jakimi miałam doczynienia.
Teraz bardzo ważna informacja. Ja nie lubię ani biegać, ani czytać biografii, a o Lopezie pierwszy raz usłyszałam dzięki tej książce. Wynika z tego, że nawet amatorzy sportu (ja), nieprzekonani do biografii (ja) czy nieznający głównej postaci (ja), znajdą tam coś dla siebie. Wsparcie, kilka cennych rad i oczywiście wiele cudownych chwil spędzonych z Lopezem.
Styl pisania był zabawny, lekki i jakiś taki Lomongowy. Wydaje mi się, że bardzo do niego pasował. Nie wiem jak to działa, ale kto czytał ten może potwierdzić :D
Ocena: 5/5

Okładka
No czy ktoś się nie zgodzi, że przecudna? Prosta, ale wpadająca w oko.
Ciekawym, dla jednych dobrym, a dla drugich złym pomysłem są te "brudne" czerwone i czarne plamy, które na pierwszy rzut oka naprawdę mogą wydać się zabrudzeniem. Mi to oczywiście nie przeszkadzało, ale na wszelki wypadek warto zwrócić na to uwagę.
Strony są wygodnie zszyte, o fajnym kolorze (takim jakby brudnobeżowym, wiecie o co chodzi, prawda?), a po środku- spora ilość zdjęć z życia bohatera. On sam w ważnych momentach, on z prezydentem i pierwszą damą, z rodziną, z dziewczyną, z przyjaciółmi. Według mnie to naprawdę wielka zaleta, podczas czytania uwielbiałam co kilkanaście stron wracać do nich wracać (a kiedy w fabule natrafiłam na zobrazowaną sytuację, ojeju, jaka to była radość :D).
Jedyną maleńką, maluteńką wadą jest to, że zdjęcie jest spoilerem. Wyobraźmy sobie taką sytuację: bohater zgubił w przeszłości ulubionego misia i myślał, że już go nie znajdzie, a zanim w fabule jest mowa o jego odnalezieniu, widzimy jego zdjęcie. Rozumiecie mniej więcej o co chodzi?
Gdybym była wredna, albo recenzowała książkę, której nie lubię, to napisałabym, że to ogromny minus i od razu punkty w dół. Ale teraz mogę uznać, że ten zabieg miał na celu zwiększenie nadziei i poprawę humoru u czytelnika. Ot, taki ze mną mistrz manipulacji :")
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Bieg po życie" Lopeza Lomonga i Marka Tabba to naprawdę piękna opowieść o chłopcu, który wierzył w siebie i osiągnął cel. Który wierzył w swoje marzenia i nie dopuszczał do siebie myśli o przegranej.
Zabawna, mądra, wzruszająca książka nie tylko dla fanów sportu czy samego Lopeza, dodaje nam wiary w siebie i pokazuje, żeby nigdy się nie poddawać. Przepiękna, motywacyjna powieść o życiu jednego ze sławniejszych amerykańskich olimpijczyków, który teraz chce pomóc nam spełniać marzenia, wspominając jak sam potrzebował takiej pomocy. Bardzo, bardzo polecam <3
~~
Ale, ale, wydawało mi się, że wspominałam coś o powodzie napisania "Biegu po życie". Niektórzy z Was pewnie jako pierwsze pomyślą "Pff, robi to dla kasy!"... i będa mieli rację. Lopez, a dokładniej jego fundacja Lopez Lomong Foundation część pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży książki trafia do Sudanu Południowego. Olimpijczyk ma 4 cele do zrealizowania: woda, jedzenie, edukacja i medycyna. To wszystko musi zostać polepszone (lub nawet wprowadzone!). Jak już wiemy, Lopez się nie poddaje, więc nie zostaje nic innego jak życzyć mu powodzenia i pogratulować osiągniętych już wyników! :)

5/25/2016

(#27) "Przędza" G.Albin

Ta książka chodziła za mną od dawna. Dosłownie. Dwa razy wypożyczałam ją z biblioteki publicznej, ale musiałam oddać, no bo czas naglił. Aż w końcu, kiedy trafiła się okazja na jednej z grup wymianoksiążkowych (tak, takie słowo istnieje xD), długo się nie wahałam- w końcu coś w tej "Przędzy" musi być, że nieustannie na nią wpadam. No więc to "coś" jest napewno-ale w pozytywnym sensie czy negatywnym? A może i takim i takim?


Szesnastoletnia Adelice ma dar. Potrafi tkać i panować nad tkaninami, które tworzą każdą cząsteczkę jej świata-Arrasu. Każdą cząsteczkę, czyli każdą roślinę, człowieka, a nawet pogodę.
Co dziwne, dziewczyna z pomocą rodziców stara się ukryć swój talent najbardziej jak to możliwe. Osoby takie jak ona bowiem zabiera Gildia, aby szkoliły się na Kądzielniczki. Co prawda wieczna chwała i wysokie stanowisko to spełnienie marzeń niejednej mieszkanki Arrasu, ale Adelice zna prawdę-wie, że tak naprawdę całą władzę trzyma Cormac Patton, ambasador, który manipuluje, okłamuje i zastrasza.
Niestety tak potężnego daru nie da się ukryć. Gdy dziewczyna popełnią błąd na teście, zostaje zauważona. Jej życie zmieni się teraz na zawsze- z prostej mieszczanki wprost do pałacu do granic przepełnionego magią, zakazanymi miłościami, sekretami i dawno zapomnianymi historiami... Wkrótce okazuje się, że jej rzeczywistości grozi rozpad, a tylko ona może ją ocalić. Jaką jednak zapłaci cenę?

Fabuła
Czytaliście moją recenzję "Misy Ivy"? Wspominałam tam o tym, że mam już troszkę dość takiego samego schematu w każdej książce dystopijnej. 
I właśnie tutaj chciałabym naprawdę pogratulować autorce. Stworzyła coś oryginalnego. Nowego. Innego. Chociaż, oczywiście, jak każda książka ma jakiś punkt wspólny z innymi- jak próba buntu przeciwko władzy czy trójkąt miłosny (o czym wspomnę potem), to "Przędzę" charakteryzuje to "coś", czego nie ma sporo jej konkurentek.
Niestety, mimo pomysłowego i niebanalnego świata przedstawionego, gdzie wszystko co żyje, wszystko, co istnieje składa się z nici, którymi potrafią manipulować tylko dziewczyny takie jak Ad, za coś muszę punkt odjąć. Nadal niedokońca zrozumiałam wszystkie panujące tam zasady fizyki, a moja wyobraźnia-choć już wyćwiczona- nie potrafiła sobie poradzić z niektórymi wątkami.
Wspomniałam już o walce przeciwko złej władzy, prawda? No ok, to jakoś niewiadomo jak oryginalne nie jest. Niezgodna, Igrzyska Śmierci, ww. Misja Ivy (sądzę, że każdy z Was potrafi wymienić przynajmniej jedną taką pozycję ;) )...
Aha, i miałam wspomnieć, że Gildia strasznie dyskryminowała kobiety. Szczęście dla prawdziwej dziewczyny? Służyć swojemu mężowi! Przeznaczenie prawdziwej dziewczyny? Spełnianie zachcianek swojego mężą! Kobieta u władzy? Hehehe, a może posadzimy tam kota?
Tę dyskryminację czuć na kilometr i aż dziwię się, że nikt nic z tym nie robi. Ad buntuje się przeciwko władzy, ale myślę, że wątek poniżania płci pięknej jest za mało wykorzystany. Chociaż to tylko pierwszy tom, oczywiście ;)
Do tego na wspomnienie napewno zasługuje powiązanie Arrasu z...Ziemią. Tak, jakieś jest, no bo przecież skądś ludzie mówiący naszym językiem w innymi świecie jakoś musieli się pojawić. W chwili, kiedy dowiedziałam się jak to sprytnie autorka sobie wszystko uknuła byłam naprawdę zaskoczona! Brawo! ;)
Ocena: 4/5

Bohaterowie
Tutaj nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń. Każdy fajnie wykreowany, główną bohaterkę da się polubić, czarne charaktery są wystarczająco odrażające i złe, a wybrańcy sercowi (tak, było ich dwóch) dostatecznie uroczy.
Adelice to naprawdę odważna i samodzielna dziewczyna. Ale ale, nie taka jak Panna Najlepsza I Najmądrzejsza I Ogólnie Jestem Świetna (tak, chodzi mi o Cassie z "Piątej fali"). Mówię tu o prawdziwym uporze, prawdziwej wierze w swoje czyny. Zabawna, ostra, sarkastyczna, nie dająca sobie w kaszę dmuchać-ogólnie podziwiam.
Okej, idealna nie była. Jakieś tam podknięcia miała, ale to tylko człowiek, więc można jej to wybaczyć ;)
Jeśli chodzi o związek miłosny, to nie będę zdradzać o kogo chodzi, chociaż jest to widoczne niemal od przyjazdu Ad do Akademii. Na początku,do mniej więcej połowy, nie byłam pewna kogo wolałabym widzieć u boku głównej bohaterki, bo niemal każdy moment z udziałem jednego z nich punktował mi u niego.
Potem jednak praktycznie bez zastanowienia stwierdziłam, że ja osobiście wolę Brązowowłosego, bo był tak wierny i  silny (co okaże się w połowie książki, ta informacja była naprawdę nie do przewidzenia!). Blondyn nie był zły, ale mam nadzieję, że Adelice go nie wybierze. Nie pasują do siebie. To znaczy pasują, ale nie w ten sposób, w jaki powinni. Ech... Ciężko to wytłumaczyć. Czy jest tu ktoś, kto czytał "Przędzę" i wie, o co mi chodzi? :D
Gdyby tak się zastanowić, to bohaterów nie było zbyt sporo. Ok dwudziestu, co może być wadą, jeśli liczy się na wachlarz wspaniałych bohaterów, a może zaletą-bo każdy jest wyrazisty i zapadający w pamięć.
Ocena: 4.5/5

Styl pisania
Choć raczej prosty, to bardzo ładny i przyjemny w odbiorze. Szkoda, że nie zdołał mi wytłumaczyć wszystkich zasach działającego tam świata (choć to może wina fabuły). Historia zawiera kilka przyjemnych, mądrów lub zabawnych cytatów, które warto zapamiętać na dłużej (chociaż swojego motta życiowego tam nie znalazłam :D )
Nie wspominałam o tym jeszcze, więc napiszę tutaj; narracja prowadzona jest w pierwszoosobówce w czasie teraźniejszym, co bardzo mi pasowało. Ryzyko pierwszoosobówki jest takie, że kiedy trafisz na mdłego bohatera (ekhmPiątaFalaekhm), cała książka mocno na tym traci. Tutaj było odwrotnie-fajnie było znać przemyślenia Adelice, wytłumaczenia jej działań, jej lęki, żal, nadzieje i wszystkie te uczucia, na które czytelnik lubi zwracać uwagę, bo dodają postaci człowieczeństwa i normalności.
Ocena: 5/5

Okładka
Na początku sądziłam, że jest idealna. Teraz niestety wiem, że nie, choć naprawdę niewiele jej brakuje.
Nie wiem jakim cudem, ale przez pare miesięcy (albo i dłużej?) mój mózg ciekawym sposobem ignorował twarz dziewczyny na okładce. Tak, jak też nie wiem jak to zrobiłam, bo przecież jakoś bardzo z tłem się nie zlewa, ale faktem jest, że po prostu jej nie widziałam. I w sumie szkoda, że to się zmieniło, bo według mnie jest tylko niepotrzebnym dodatkiem pośród tej przepięknej, realistycznej eksplozji kolorów (do tego zmieniających się pod wpływem światła i punktu widzenia, no cudo po prostu. Aż fajnie mieć to na półce ;) ). Kolejny błąd jest taki, że opis z tyłu okładki jest troszkę nieczytelny, choć zwykle czyta się go raz, więc niewiadomo jak wielkim utrapieniem nie był.
A teraz pora na największy plus. Tak, większy, niż okładka. Czcionka.
Czcionka była cudna. Nie wiem jak się nazywa, ani skąd ją wytrzasnęli, ale chciałabym, żeby 99% książek miało właśnie taką. Czy jest jakoś wymyślna, z zawijasami i pięknie zdobiona? Nie, jest prosta, ale idealna-chyba moja ulubiona (albo przynajemniej jedna z).
Ocena: 4.7/5 (dlaczego okładce z tak cudną czcionką nie mogę dać 5/5? :( )

OCENA KOŃCOWA: 18.2/20
PODSUMOWANIE: "Przędza" Gennifer Albin to oryginalna, wybijająca się z tła młodzieżówka dystopijna, którą polecam ze względu na ciekawy pomysł, fajnych bohaterów i sporo akcji. Choć raczej nie wnosi do naszego życia zbyt wiele, to po prostu fajna alternatywa na wieczór z książką czy stresujący dzień w pracy-pokaże, że ludzie mogą mieć o wiele gorsze problemy niż nasze! O jakich mówię? O tym musicie przekonać się sami-mam nadzieję, że nie pożałujecie czasu poświęconego pani Albin (bo ja napewno go nie żałuję).
~~
Ech...Znacie ten moment, kiedy po przeczytaniu pierwszego tomu okazuje się, że to trylogia, w oryginale wydane jest już wszystko, a Polska nadal nie wzięła się nawet za drugą część? Mam nadzieję, że nie będzie to jedna z tych niedokończonych serii, bo naprawdę zaciekawił mnie świat wykreowany przez tą pisarkę. I tak w tajemnicy Wam powiem, że w II tomie akcja będzie działa się nieco gdzie indziej...Gdzie? Wszystko przed Wami!
Aha, i wiem, że może tego nie piszę, ale dziękuję za 49 obserwatorów, każdy komentarz i wyświetlenie ^^ Pozdrawiam <3