3/19/2016

(#24) "Z innej bajki" J.Picoult&S.van Leer

Hej, przepraszam za brak posta w zeszłym tygodniu :) Sporo nauki, a co za tym idzie-mniej czasu na czytanie (a skoro mniej czasu na czytanie, to mniej przeczytane, czyli nie ma o czym pisać recenzji :D ). Na szczęście już jestem i przybywam z moimi odczuciami co do książki "Z innej bajki".
Aha, chciałabym jeszcze wspomnieć o dziwnie małej liczbie komentarzy pod "Wirusami" (5), co nie zdażyło się od dość długiego czasu. Nie podobała Wam się tematyka lub mój styl pisania? Dajcie znać :)

 
15-letnia Delilah jest stereotypowym kujonkiem w stereotypowej angielskiej szkole. Czytanie i nauka to jedyne, co wynagradza jej niemal całkowity brak przyjaciół, a o miłości (zwłaszcza takiej jak z bajki) może tylko pomarzyć.
17-letni Oliver ma najlepszego przyjaciela (psa Bułę), piękną narzeczoną (z którą zmuszony jest brać ślub zdecydowanie za często), uwielbia latać na smoku (który powinien chcieć go zabić) i chce stać się panem własnego losu (a nie dzień w dzień przeżywać to samo). Aha, no i żyje w lekturze, warto wspomnieć.
Pewnego dnia Delilah znajduje w szkolnej bibliotece pięknie oprawioną historię pod tytułem "Z innej bajki", opowiadającą o przygodach niezwykle przystojnego i inteligentnego księcia. Kiedy okazuje się, że nie tylko może rozmawiać z Oliverem, ale jest też jedyną osobą, która to potrafi, między tą dwójką pojawia się specjalna więź. W końcu wspólnie postanawiają wyciągnąć Olivera z bajki. Niestety, książka nie chce oddawać swoich postaci bez czegoś w zamian...Do jak wielkiego poświęcenia gotowi są zakochana dziewczyna i zakochany książę?

Fabuła
Kolejna książka o książkach, a ja nie wiem czy o tym wspominałam, ale zwykle je uwielbiam. O tej pozycji po raz pierwszy usłyszałam już dawno, więc kiedy zauważyłam ją na półce biblioteki, bez wahania ją wypożyczyłam.
Pomysł na książce zrodził się w głowie córki Jodi, utalentowanej pisarki. Po "Wirusach" (mama&syn) stwierdziłam, że duet mama&córka też może wnieść coś nowego, innego na moją listę czytelniczą.
Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje kiedy zamykamy książkę? Prawdziwy czytelnik podczas czytania niemal słyszy głosy bohaterów w głowie i widzi opisywane wydarzenia. Co więc z postaciami, które odgrywają dla nas role? Prawda jest taka, że ożywają. Spotykają się ze sobą, odwiedzają ulubione miejsca, bawią się.  Dopiero w chwili, gdy ktoś z Innegoświata przekartkowuje lekturę na którąś stronę, grają swoje kwestie. I tak w kółko.
Jak już wspomniałam, Oliver chce zacząć żyć własnym życiem. Każdego dnia robić coś innego, odkrywać. Niestety, dopóki nie spotyka Delilah, jego marzenie pozostaje tylko i wyłącznie marzeniem. Razem z dziewczyną, która w między czasie zakochuje się w przystojnym księciu ( z wzajemnością!), szukają wszelkich sposobów na bycie razem. Magiczne płótna, eliksiry, życzenia...
Ocenę fabuły zacznę od tego, że miałam wrażenie, że niektóre rzeczy wychodziły im za łatwo. Nie wiem, czy to "zasługa" stylu autorek, ale niektóre wydarzenia wydawały mi się zupełnie nierzeczywiste (tak, wiem, to książka fantasy, ale chodzi mi o ten inny rodzaj nierzeczywistości). Ogólnie przez całą książkę niewiele się dzieje, a jeśli już, to nie ma to zbyt wielkiego wpływu na całokształt.
Nie jestem do końca pewna, gdzie to wpleść, ale muszę zaznaczyć o świetnym pomyśle umieszzenia niektórych stron z bajki Olivera między kartami właściwej powieści. Za to naprawdę duży plus, bo baśń była przeurocza :)
Ocena: 3,5/5

Bohaterowie
Wykreowani dość porządnie, ale raczej niczym niewyróżniający się od innych zakochanych par. 
Delilah, jako książkowa postać, jest dość przeciętna. Łatwo ją polubić, ale równie łatwo znienawidzić za dziecinność i, miejscami, głupotę. Moje uczucia w stosunku do niej były raczej pozytywne, choć na listę najlepszych bohaterek napewno nie wskoczyła.
Oliver to kolejny książkowy ideał, o gęstych czarnych włosach i szmaragdowych oczach, wysoki, przystojny, miły, zabawny i ogólnie cud miód orzeszki. Ja także bardzo go polubiłam, zwłaszcza za jego nieustępliwość i inteligencję. 
Sympatyczna okazała się być też przyjaciółka Delilah, Juliet, chociaż raczej bym się z nią nie zaprzyjaźniła. Interesuje ją ile może przeżyć człowiek bez głowy, a to raczej nie moje klimaty.
Bohaterów było sporo, zarówno książkowych jak i tych żyjących w świecie realnym. Większość oceniam na plus, ale muszę wspomnieć o braku złego charakteru, przez co, jak już mówiłam, niektóre rzeczy przychodziły postaciom zbyt łatwo.
Wątek miłosny oczywiście jest, i to nawet niezły, bo, dosłownie, z księciem z bajki. Oliver i Delilah tworzyli słodką parę, a ich miłość często wysuwała się na pierwszy plan, przez co niemal od razu wiadomo, że ich związek zakończy się sukcesem.
Ocena: 4/5

Styl autorek
Duet młodszego i starszego pokolenia, przynajmniej w wykonaniu tych pisarek, to bardzo fajne połączenie. Czuć tu powiew "świeżości", a Delilah zachowuje się jak nastolatka, a nie 30-latka, co oceniam na plus, a mimo to styl nie jest banalny, zbyt łatwy lub mdły. Niestety, miejscami książka się dłużyła, a ja miałam ochotę jak najszybciej ją odłożyć. Co prawda cieszę się, że tego nie zrobiłam (a nawet przeczytałam II tom!), ale maxa nie mogę dać, bo dla niektórych tylko (aż?) tyle może być powodem do nieskończenia tej książki.
Gratulacje dla autorek za dopracowanie szczegółów, takich jak zdziwienie mamy, że jej córka gada z książką lub zaniedbywanie przyjaciół przez Delilah dla Olivera. 
Ocena: 4/5

Okładka
Okładka jako okładka dość normalna, ładna, ale niczym się niewyróżniająca.
Ale obrazki...Za obrazki, jakie możemy oglądać w książce dałabym 10, albo nawet więcej. Są po prostu przecudne, przepiękne i przeurocze, idealnie odwzajemniają moje wyobrażenia co do bohaterów. Śmiało można powiedzieć, że to jeden z największych atutów książki (co w sumie samo w sobie jest złe, ale taka jest prawda). Jeśli w trakcie czytania stwierdzicie, że jednak nie chce Wam się dokończyć książki, obejrzyjcie chociaż obrazki. Bo warto :)
 
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 16.5/20
PODSUMOWANIE: "Z innej bajki" Jodi Picoult i Samanthy van Leer to bajkowa, choć lekko stereotypowa i przewidywalna powieść, którą polecam raczej młodszym czytelniczkom. Lekka, przyjemna w odbiorze i zachwycająca oprawą wizualną może stać się dobrą pozycją na wolny wieczór lub chwilę relaksu :) 

3/01/2016

(#23) "Wirusy" K. & B. Reichs

Wspominałam już o książkach takich jak  "Wszechświat kontra Alex Woods", "Światło, którego nie widać", "Girl online", "Kim jesteś, Sky?" czy "Łza", prawda? Łączy je pewna wspaniała osoba, booktuberka, dzięki której przeczytałam te (większe lub mniejszcze) cudeńka. Teraz do tej kolekcji dołączyły "Wirusy"-i chyba to z nich cieszę się najbardziej (Lub z "Alexa". Nie wiem. Bo "Alex" też był cudny). Jeśli kiedykolwiek miałam wątpliwości, czy jej gust pasuje do mojego, to na zawsze się ich pozbyłam, a teraz postawiłam sobie za punkt honoru przeczytać wszystko, co poleca. A to wszystko dzięki "Wirusom".


 Victoria "Tory" Brennan traci matkę, która była jej najbliższą przyjaciółką i wsparciem. Dziewczyna przeprowadza się więc do Kita (który jest jej biologicznym ojcem, ale o którym do tej pory nie miała pojęcia). Dla Tory jest to zupełnie nowe życie-nowa rodzina, miejsce zamieszkania (malutka wysepka gdzieś w USA z czterdziestoma mieszkańcami!), nowa szkoła (w której 99% to egoiści z kasą, którzy jej nie cierpią) oraz nowi znajomi.
Pewnego dnia główna bohaterka oraz jej trójka przyjaciół- Hi, Shelton i Ben znajdują nieśmiertelnik zakopany na wyspie, nieopodal laboratorium w którym pracuje tata dziewczyny oraz rodzic lub rodzice chłopaków. Wrodzona ciekawość nie pozwala im nie dowiedzieć się czegoś więcej. Postanawiają włamać się do laboratorium i odnaleźć właściciela. W trakcie misji słyszą jednak szczekanie psa...Gdy okazuje się, że dyrektor laboratorium, Karsten, prowadzi nielegalne badania na szczeniaku, Tory postanawia za wszelką cenę uwolnić biedne zwierzę. Nie wie jednak, że Coop jest nosicielem wirusa, który może być niebezpieczny dla ludzi...
Dodając do tego pędzącą akcję, niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat, parę wystrzałów z pistoletu, nutkę grozy, ludzkie kości i naprawdę niezłomnych bohaterów, otrzymamy nieźle wybuchową mieszankę!

Fabuła
Co niektórzy (wszyscy) pewnie dostrzegli już moją nienormalną ogromną miłość do "Wirusów". A że fabuła to główna część książki, można sie już domyślić, że jestem totalnie zachwycona!
Mamy tutaj niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat. Kto zabił? Kogo? Dlaczego? I...czemu ktoś nie chce, aby prawda wyszła na jaw?
Mamy też tytułowego wirusa. Nie chcę Wam spoilerować, co takiego naszym bohaterom uczynił, ale powiem tylko, że nie są już tacy jak dawniej. Wewnętrznie i zewnętrznie. Interpretacja dowolna ;) 
Dla fanów fantastyki też coś będzie; element fantastyczny jest, ale dla jej przeciwników: jest to powieść w 90% realistyczna, a motyw paranormalności nie przejawiają się zbyt często.
Mamy też wątek miłość do wilków, psów, ogólnie psowatych. Tory szaleje za wszystkim co ma cztery łapy, ogon i szczeka. Nie ukrywam, że ja także, więc dodatkowy ogromny plus ;)
Gdybym miała opisać książkę dwoma zdaniami, wybrałabym, po pierwsze, ciągle coś się dzieje, a po drugie nigdy nie ufaj nikomu. Oba zdania są do bólu prawdziwe. Akcja będzi naprawdę z niezłą prędkością, przez co po prostu nie mamy szans się nudzić, a autorka potrafi nieźle namydlić nam oczy! 
Niektórzy, na przykład wspomniana przeze mnie booktuberka twierdziła, że Tory i jej znajomym niektóre rzeczy przychodziły za łatwo. Jak dla mnie jest to jedno wielkie kłamst nieporozumienie :D
O tym, czego w książce możecie się spodziewać rozpisałam się już wcześniej, więc teraz tylko dam już zasłużonego maxa :)
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Mam nadzieję, że nikt nie zapyta, za co tę książkę kocham najbardziej, bo możecie być pewni, że nie odpowiem. Bohaterowie są realistycznie cudowni, prawdziwi, szczerzy, zabawni i INTELIGENTNI. Bardzo.
Tory jest chyba moim ulubionym charakterem (Uwaga! Lubię główną postać! Uwaga!). Jest sarkastyczna, zabawna, skromna, pełna zapału i ogólnie bardzo chciałabym być jak ona. Nie poddaje się, walczy o swoje, ale przede wszystkim dba o innych. Przyznaję, na początku swoimi docinkami i ironicznymi tekstami mnie denerwowała, ale niedługo potem uznałam to za jej zaletę!
Opis jej przyjaciół zacznę od Sheltona, bo to jego (z przyjaciół Tory) polubiłam najbardziej. Inteligentny (to słowo będzie się powtarzało duużo razy przy opisie bohaterów, ale przepraszam, inaczej się nie da), zabawny, zwyczajny ciemnoskóry chłopak. Szczerze to chyba z nim zaprzyjaźniłabym się najbardziej. 
Potem, na równi, są Ben i Hi. Pierwszy z nich to małomówny, ponury, ale oddany chłopak, z którym wspólnego języka raczej bym nie znalazła, chociaż nigdy nie wiadomo. Drugi to lekko głupkowaty i niezdarny (co nie znaczy mniej inteligentny), ale naprawdę ciepły i serdeczny bohater, który dodaje powieści nutki ciepła.
A teraz o mojej trzeciej- i ostatniej-ulubionej postaci, czyli Jasonie. Bogaty, przystojny, śmietanka towarzyska liceum, istne bóstwo. A mimo to szczery, przyjacielski, odważny i łamiący stereotypy! Tak trzymaj, Jason! :D
Co do wątku miłosnego- w pierwszym tomie nie, ale zdradzę Wam, że rozwinie się w kolejnych tomach ;)
Ocena: 5/5

Styl pisania
Perfekcyjny, wymarzony, wybitny, fenomenalny, rewelacyjny, kapitalny, pyszny , przepyszny, boski, cudowny, przepiękny, arcypiękny, piękny, wzorowy, rasowy, nienaganny, bezbłędny, bezkonkurencyjny, nadzwyczajny, bezprzykładny, celujący, popisowy, mistrzowski, arcymistrzowski, wirtuozowski, wirtuozerski, wyborowy, koncertowy, wdechowy, setny, w dechę , w deseczkę , jak się patrzy , pierwszej klasy/wody , najwyższej próby (Dzięki, słowniku synonimów! Od dzisiaj nic nie będzie "dobre", będzie "w deseczkę" lub "pierwszej wody"!)
No, styl pisania właśnie taki jest. Autorka za pośrednictwem Tory prowadzi nas od zagadki do zagadki, nie pozwala nam odpocząć, odetchnąć. Musimy być cały czas czujni-obserwować, zapamiętywać, łączyć fakty, kojarzyć. I przez to czujemy się zupełnie jak bohaterowie! OGROMNY plus i brawa za to dla tego duetu pisarskiego (który, nie wiem czy wiecie, tworzą matka i syn). Słownictwo naukowe-które oczywiście występuje-w niczym nie przeszkadza i jest łatwo zrozumiałe
Narracja zwykle prowadzona jest w pierwszej osobie w czasie przeszłym, ale co jakiś czas wkrada się trzecioosobówka, która ma pokazać momenty istotne dla fabuły, a bez obecności Tory. To jest jeszcze lepsze i przez to czujemy jeszcze większy podziw do bohaterów-wiedzą mniej niż my, a radzą sobie znakomicie!
Ocena:5/5 

Okładka
(Patrz pierwsze 36 wyrażeń w kategorii powyżej). Oprawa wizualna świetnie nawiązuje do naukowego klimatu i mojej  miłości Tory-wilków.Poza tym uwielbiam też zdanie na tyle okładki "Uważaj, zarazisz się!". Kocham <3
 No i ogólnie, sama w sobie jest ładna :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20  
PODSUMOWANIE: "Wirusy" Kathe & Brendana Reichs to wybuchowa mieszanka elementów fantastycznych, mądrych cytatów, świetnie wykreowanych postaci, zagadek, sekretów, zatajonych wskazówek, niezwalniającej akcji, dreszczyku emocji i wielu przygód. Polecam niemal każdemu (chociaż w wieku 12+, bo jest morderstwo, jest strzelanie z pistoletu) bez względu na zainteresowania!  
~~
No i nowa pozycja w TOP 20 jest. Mam nadzieję, że Was zachęciłam i że przeczytacie-bo, zaufajcie mi, warto. Chcielibyście recenzję II tomu? :) 

2/17/2016

(Walentynkowa) miłość w książkach

Ciągle tylko Tagi, recenzje, Tagi, recenzje, Tagi a potem dla odmiany recenzje. Czas wprowadzić coś świeższego-wypowiem się na temat związków miłosnych w książkach! (No i też powinno być na blogu jakieś nawiązanie do Walentynek) :D


Moja ulubiona para 
to, jak już może wiecie (z tego posta), Percy i Annabeth. Dużo osób tej pary nie lubi- powody są różne. Nie przepadają za synem Posejdona lub córką Ateny, twierdzą, że do siebie nie pasują lub że autor nie potrafi tworzyć romantycznych scen. Ja nie zgadzam się z żadnym z powyższych opinii, kocham ich oboje i przez całą książkę kibicowałam ich-naprawdę niełatwemu-związkowi.
W książkach z wątkiem miłosnym (czyli niemal każdej, stety lub niestety) bardzo cenię naturalność. Nie lubię, gdy autor nie ma pomysłu na całokształt, a mdłym związkiem próbuje dodać akcji jakiegoś przebłysku. Nie lubię też gdy lektura ma tematykę przygodową, a narrator ciągle zanudza nas rozterkami lub przemyśleniami głównego bohatera na temat miłości, drugiej połówki i tego typu spraw. Co innego oczywiście jeśli sięgam po jakiś romanans młodzieżowy (typu Hopeless)-wtedy na takie rzeczy jestem gotowa i nawet z chęcią poznaję czyjś punkt widzenia.
Rozpisałam się tylko po to aby podkreślić, że w związku Percabeth nie ma ani jednej takiej wady i, po części, za to ich kocham :)

Po co w książkach młodzieżowych związki?
Trudne pytanie, ale raz się żyje-odpowiadam :D
Zacznę od tego o czym już wspominałam-taki związek jest w 99,99% procentach książek młodzieżowych. Na razie jedynymi znanymi wyjątkami są "Wilken" i "Mała księżniczka" (na której recenzję zapraszam :) ). Wracając do pytania- odpowiedzi jest kilka. Zapytałam o to parę moich znajomych i tak:
-Osoba, która prawie w ogóle nie czyta, a jak czyta, to lektury, odpowiedziała " 1)Wg mnie jest to po to żeby osoba czytająca mogła wcielić się w bohaterów z historii i przeżywać te wszystkie emocje 2) nie oszukujmy się jest to po prostu najłatwiejszy i najbardziej obszerny temat do pisania" Z tym zgadzam się stuprocentowo! :)

-Książkoholik odpisał, że "Ponieważ kobiety lubią czytać o wątku miłosnym. Owy wątek jest bardzo popularny w kobiecej części literatury" W sumie nie tylko kobiety, ale oczywiście to one częściej sięgają po romanse

-Mój kolega napisał że nie wie, co też jest formą odpowiedzi :D

-Osoba, która pisze tego bloga twierdzi, że "Jest to już coś znanego i autorzy mogą inspirować się naprawdę sporą ilością pozycji. No i żeby było o czym fanfiki pisać :D"
Co Wy sądzicie? :)

Jakie romanse/książki z wątkiem miłosnym mogę polecić?
W sumie mogłabym teraz wypisać 20 moich ulubionych książek, bo wszystkie (oprócz "Małej Księżniczki", która oczywiście jest w TOP 10) ten związek miłosny mają. Wspomnę więc tylko o tych, w których miłość jest wątkiem głównym lub naprawdę bardzo ważnym.

--> "Hopeless" 
    O tej książce już Wam mówiłam; że nie chciałam jej przeczytać, ale Hania (dla nowych czytelników:moja koleżanka) ją przeczytała i mi polecała, że mi też bardzo się spodobało. Wątek miłosny to zdecydowanie temat główny, ale książka poza tym oferuje też tajemnicę i niebezpieczeństwo, więc spokojnie mogę polecić ją dla fanów zarówno młodzieżówek jak i romansów

--> "Kim jesteś, Sky?"
Recenzja jest, więc opowiem w skrócie: mamy dwójkę bohaterów, którzy dowiadują się, że są sobie przeznaczeni (dosłownie, są Przeznaczonymi!). Od tej pory zaczyna spadać na nich niebezpieczeństwo, ale oni za wszelką cenę chcą być razem. Książka lekka i pełna humoru, wątek miłosny nakreślony bardzo dobrze i naturalnie, a dla fanów fantastyki niespodzianka: wątki fantastyczne także są :)

--> "Spętani przez bogów"
Książka zupełnie nieplanowana, po prostu pewnego dnia zobaczyłam ją na półce w bibliotece. Była naprawdę dobra, chociaż niczego w moim życiu nie zmieniła. Jeśli chodzi o wątek miłosny, to bohaterowie nie mogą być razem, chociaż bardzo tego pragną. Ich związek rozpocząłby bowiem coś bardzo, bardzo złego. Nie dość tego, to jeszcze historia zatoczyłaby koło. Ktoś inny, przed nimi, zrobił ten sam "błąd"-Parys i Helena. Zaciekawieni? Mam nadzieję :)


--> "Rywalki"
Każdy już pewnie czytał lub słyszał, ale i tak polecę. Główna bohaterka zostaje wylosowana do wzięcia udziału w Eliminacjach, gdzie nagrodą główną jest ręka księcia, Maxona. Niestety, dziewczyna prawdziwą miłość zostawiła w domu, a z pozoru sztywny i sztuczny następca tronu bardzo miesza jej w głowie... Mimo, że ponad połowa książki to wahania głównej bohaterki między Aspenem (pierwszym chłopakiem) a Maxonem, mi bardzo się spodobała


--> "Dotyk Julii" 
Czytałam, i to w sumie nie tak bardzo dawno, ale niemal nic nie pamiętam. Coś tam, że główna dziewczyna zabija dotykiem, spotyka chłopaka i postanawia się zbuntować, prawda? Koleżanka poleca i mówi, że głównym wątkiem jest miłość, więc co zrobić? No polecę... :D

-->"Delirium"
Bohaterowie żyją w świecie, w którym miłość jest uznawana za chorobę. Główna bohaterka juz za parę tygodni zostanie "uleczona" i nigdy więcej się nie zakocha. Niestety, plany krzyżuje jej Alex-przystojny, blondwłosy...rebeliant, jakby problemów było mało. Jest akcja, jest humor, są fajni bohaterowie i oczywiście związek miłosny ;)

~~
Post walentynkowy jest, mam nadzieję, że się podobał :D Serdecznie dziękuję Selenie, która swoją miniaturką zainspirowała mnie do stworzenia tego, co przed chwilą przeczytaliście. Trzymajcie się! ;)

2/06/2016

(#22) "Mała księżniczka" F. Burnett

Książka dla dzieci? Raczej tak. 
Bajkowo-dziecinna okładka? Oceńcie sami, ale tak mi się wydaje. 
Przepiękna, wzruszająca historia dla osób w każdym wieku? Do tego spróbuję Was przekonać :) 


O Sarze można powiedzieć trzy rzeczy: kocha czytać, jest bardzo bogata i zachowuje się jak księżniczka. Wyobrażam sobie teraz Waszą minę: główna bohaterka z dużą ilością pieniędzy i zachowaniem rozpieszczonej księżniczki?
Każdemu, kto dał się zwieść opisowi powyżej czeka bardzo duża i bardzo pozytywna niespodzianka.
Gdy ojciec dziewczynki, kapitan Crewe, zauważa pogarszający się stan córki, zabiera ją z Indii do deszczowej i ponurej Anglii, aby dziewczynka szkoliła się w pensji dla dziewcząt. Sara swoim charakterem, umiejętnościami i dobrym sercem szybko zyskuje zarówno przyjaciół jak i wrogów.
Pewnego dnia bohaterka otrzymuje wstrząsającą wieść na temat jej ojca. Wówczas zmienia się wszystko i wszyscy, a fałszywi przyjaciele z radością ukazują swoje prawdziwe oblicze. Czy Sara przetrwa próbę losu i pozostanie prawdziwą księżniczką? Wiecie, gdy Waszymi jedynymi błyskami w życiu są niezmiernie rzadkie spotkania z rówieśnikami, szczur i historia tajemniczego pana z naprzeciwka, może nie być lekko. Ale Sara ma coś jeszcze, coś, co ceni bardziej od książek, nauki i bogactwa-wyobraźnię.
Fabuła 
"Małą księżniczkę" czytałam dwa razy- najpierw w dzieciństwie, gdzie miałam około 8 lat, a następnie w gimnazjum, dosłownie parę tygodni temu. Książka działa na mnie jednak tak samo- jestem nią zupełnie oczarowana i miejscami chciało mi się płakać (jest to odpowiednik wylania tony łez u kogoś innego). W tej historii nie znajdziemy żadnych stereotypów, a jedynie wielbionych przeze mnie bohaterów, genialny styl pisania i zachęcenie do odwagi i poświęcenia w realnym świecie.
Nie chcę wam zdradzać co stało się przyczyną tylu zmian w życiu Sary, ale wstrząsnęło mnie to ogromnie. Jeszcze bardziej jednak zdziwiło mnie zachowanie dziewczynki-nie, nie zarzuciła peleryny na plecy i nie powiedziała tonem superbohaterki nic w stylu: "Świat się wali? UPS, nie mam uczuć i mnie to nie dotyczy!". Nie, Sara zachowała się jak człowiek, czuła, płakała i walczyła na swój własny, dziecięcy sposób.
Bajka dla dzieci? Tak, ale napisana z takim morałem i rozmachem, że twórcy stereotypowej młodzieżówki z wiecznie niezdecydowanym bohaterem (co, jak wiecie, jest po prostu moim ulubieńcem) mogliby się schować i pozazdrościć!
Ocena: 5/5

Bohatetowie
Tak cudni, że to aż bolało. Uwielbiam i ubustwiam Sarę(główną bohaterkę! Uwaga, ja!). Gdyby ludzie byli w jednej dziesiątej części tacy jak ona, świat byłby lepszy. Oczytana, niezwykle inteligentna, skromna i silna nie straciła nic z dziecięcej niewinność i dobroci. Nie wiecie nawet jak świerzbi mnie ręka aby udowodnić Wam każdą jej zaletę jakimś przykładem z książki. Niestety, Wam nie chciałoby się pewnie tego czytać (kto lubi 10 linijek o jednym? :D), a do tego mógłby wkraść się jakiś spoiler, a ja nie wybaczyłabym sobie, gdyby ktoś przeze mnie "Małej księżniczki" nie przeczytał.
Co do dalszych bohaterów, wykreowani są naprawdę dobrze, a do grona ulubieńców dołączyli dość szybko wspaniały, przystojny, wiernu swojemu panu Ram Dass i Rózia, pokrzywdzona przez los towarzyszka Sary.
Ocena: 5/5

Styl pisania 
'Może w końcu coś jej się nie spodoba?'
Hm, niestety, nie tym razem. Chociaż w tej recenzji zdecydowanie za dużo razy słowa "oczarowana", to jestem oczarowana stylem, jakim "Mała księżniczka" została napisana. Mimo że narracja to trzecioosobówka w czasie przeszłym, po prostu czuć w niej ducha Sary. Styl dodaje historii uroku, magii, uplastycznia ją i ulepsza. I znów nie mam się do czego przyczepić :D
Ocena:5/5

Okładka 
Okładek jest, jak to mówi moja nauczycielka, od groma i ciut ciut. W sensie że dużo. Bardzo.
Niektóre są lepsze, inne gorsze. Jedne zachęcają, a drugie kojarzą się tylko z "Tym obcym", "Balladyną" czy "Dziadami". Jak to jednak mam w zwyczaju, opiszę tą, która towarzyszyła mi podczas czytania...
... I kolejny problem, bo nie pamiętam która oprawa wizualna towarzyszyła mi podczas pierwszego, niezapomnianego spotkania z "Małą księżniczką".
W koncie skupię się więc na tej okładce z mojego gimnazjum. Cudna nie jest, a szkoda, bo tak dobra historia nie dość, że zasługuje na dobrą okładkę, to jeszcze poruszanymi wątkami pozostawia spore pole do popisu. Powinnam odjąć jeden punkt...
... Ale nie mogę. Moja wina, że trafiłam na gorszą okładkę? Przecież mogłam trafić na lepszą, to był tylko przypadek. A taka książka po prostu nie ma prawa nie dostać 20/20 z powodu lenistwa jakiegoś grafika!
Ocena:5/5

OCENA KOŃCOWA:20/20
PODSUMOWANIE: "Mała księżniczka" Frances Burnett to jedna z najpiękniejszych książek, jakie w życiu przeczytasz. Porusza poważne tematy widziane oczami dziecka, uczy nas dobra, miłości i odwagi, sprawia, że śmiejemy się*,  płaczemy i chcemy zostać lepszą wersją siebie. Ja bardzo polecam i napewno wrócę. Dla Sary, Rózi, Ram Dassa, pana z Indii i po prostu do dobrych wspomnień 
~~
*nie polecam czytać w autobusie, wiem z doświadczenia :)

Oto,poza "Dzielnym Despero" i "Pafnucym" książka mojego dzieciństwa. Ale też całego mojego życia, bo to, że do niej wrócę jest więcej niż pewne :)
Teraz żegnam się z Wami i kończę pakować się na obóz, na który czekam od lata <3





1/29/2016

Arystokratyczna społeczność Book TAG

Dzieeń dobry! Dawno nie było Tagów, a choć mam już dwa pomysły na recenzję, postanowiłam wykonać jeden z nich :) . Fajnie, że tutaj nie musimy losować w książkach, ale wszystko zależy od nas ^^
Aha, zapomniałabym podziękować Just yśce z http://coraciemnosci.blogspot.com za nominację, a więc: dzięki xD
~~
1. Doradca - osoba, która zawsze służy dobrą radą i jest wspaniałym powiernikiem
Trudne pytanie na sam początek, bo niemal każdy mądry, brodaty mentor tu pasuje. Ale znając moją miłość do "Zwiadowców" i wiedząc, że niektórzy z czytelników przemkną tylko po tym Tagu okiem, wybiorę Halta z tej właśnie lektury-mądrego, brodatego mentora, który za cenę paru kpin i patrzenia spode łba zawsze chętnie pomoże Ci i posłuży radą.

2. Rycerz - postać niezwykle honorowa, która zawsze staje w obronie bliskich i potrzebujących, jest w stanie dużo dla nich poświęcić
(Nie wybierz Horace'a, nie wybierz Horace'a...) To moze może Jonasz z "Dawcy"? Dobrą robotę wykonał już w pierwszy tomie, a w kolejnych także dobrze wypełniał swoją rolę w wiosce.  Tak, ten bohater fajnie tu pasuje (i ogólnie jest fajny, więc fajnie byłoby o nim wspomnieć. Fajnie, że się powtarzam). 

 3. Karczmarz - bohater o niepowtarzalnym stylu bycia i charyzmie
Jak można zadawać takie pytania? ;-; Niemal każda postać jest niepowtarzalna! Okej, skoro muszę, wybiorę Arlena z "Malowanego człowieka" (i kontynuacji), który nieraz zaskoczył mnie swoją mądrością czy decyzjami (tak w ogóle to bardzo polecam "Malowanego człowieka", nie tylko dla Arlena, ale w ogóle :D)
 4. Skryba - postać, która zapewne tak jak ty, wręcz uwielbia czytać książki
Jako pierwsza przyszła mi na myśl Maggie. z "Atramentowego serca", czyli osoba uwielbiająca książki, "autorka" wielu znanych i trafiających do mnie cytatów o nich. Słyszeliście na przykład o "Zawsze mi mówiłeś, że książki muszą być ciężkie, bo jest w nich cały świat"? :)
 5. Szpieg  - osoba, której "dobrych intencji" od początku nie byłeś pewien i okazała się być zdrajcą bądź po prostu negatywną postacią *możliwy spoiler*
(Ekhmekhm Gwiezdne Wojny pewna postać ekhm). A tak na serio, bo książkowo, to Numer Piąty z "Dziedzictw planety Lorien". Nasz ukochany bezimienny bohater wypełnił obie funkcje: zdrajcy i postaci negatywnej, a do tego zrobić to bardzo dobrze (w sensie że źle xD).
 6. Ostatni w kolejce do tronu - czyli bohater literacki, którego darzysz wielką sympatią, mimo iż nie odgrywa ważnej roli w książce
Było takich sporo, bo, nie wiedzieć czemu, czasem zdarza mi się woleć postacie drugo-lub nawet trzecioplanowe od głównych postaci (zwłaszcza tych z serii "Zrobiłbymtoalemisięniechceniedamradypffpomocy"). Najbardziej jednak pasuje mi tutaj Ragen, także z "Malowanego człowieka" (własnie go czytam i bardzo bardzo mi się podoba, więc przepraszam :') ). Mimo, że pojawia się tylko w jednym tomie, kocham go za styl bycia, wykonywaną pracę i bijące od niego dobro. Kto już spotkał taką postać wie, o czym mówię :)
 7. Władca - postać, która już na zawsze będzie dla Ciebie kimś naprawdę ważnym
Opowiem Wam pewien żart. Gotowi? "Ktoś inny pasuje tu bardziej od Willa Treaty'ego". Haha, bardzo śmieszne, wiem. No ale w sumie też prawdziwe. Nie wiem czy Will sprawdziłby się jako król (zakładam, że by się nie sprawdził, ale ćsiii), ale jak mogłam dać kogoś, kogokolwiek innego? 
~~
Dość nietypowy Tag, bo aż 2 razy użyłam tej samej książki :D Ale to chyba normalne, skoro "Zwiadowcy" to mój a namber łan, i to jeszcze dziejąca się w średniowieczu, a "Malowany człowiek" to moje nowa perełka czytelnicza <3

1/20/2016

(#21?) "Skrzydła Nielota" L. von Degaaris

Możliwe zdziwienie znakiem zapytania, ale już wyjaśniam. Otóż autorka bloga "Skrzydła nielota", poprosiła mnie o napisanie recenzji na temat jej historii, na co bardzo chętnie się zgodziłam, gdyż, jak już może wiecie, uwielbiam historie fantastyczne. Niestety nie mam szczęścia do ciekawych blogów z wartymi przeczytania opowiadaniami (cóż, czasem dlatego, że piszą je osoby z widocznym brakiem talentu). Jak było ze "Skrzydłami nielota"? 


Głównym bohaterem i zarówno narratorem jest siedemnastolatek Kevin-z dość nieciekawą sytuacją rodzinną, ale poza tym niewyróżniający się niczym szczególnym wśród rówieśników. Takie też wiódł życie-jak każdy inny nastolatek-do dnia, w którym siostra jego jedynego najlepszego przyjaciela zostaje postrzelona, oskarżenia spadają na niego, a on sam przenosi się do dziwnej, fantastycznej krainy... W obliczu tego wydarzenia wszystkie inne problemy szybko zostają zetknięte na drugi plan. Jak ziemski nastolatek poradzi sobie w świecie, gdzie panują średniowieczne zwyczaje, ludzie mieszkańcy podzieleni są na dwie rasy (z czego każda dosłownie nie może znieść drugiej!) i-co najgorsze-wszędzie pojawia się wyjątkowo irytujący blondasek?

Fabuła
W "Skrzydłach nielota" mamy dość podobny schemat jak w innych książkach fantastycznych; nieludzkie stwory, średniowieczny klimat, a nawet wątek uczeń-mistrz. W naprawdę niewielkim stopniu  wpłynęło to jednak na zaskakiwalność szybko pędzącej akcji-  przyznaję bez bicia, że nie mogłam przewidzieć niemal żadnego wydarzenia czy uznać jakiejkolwiek przygody za nudną czy oklepaną. Gdybym miała określić fabułę jednym słowem, użyłabym "pomysłowość"-ciągle coś się dzieje, a czytelnik z chęcią śledzi kolejne wydarzenia-wesołe, smutne czy poważne. 
Tutaj chciałabym też rozwinąć wątek dwóch różnych ras. Nie powiem, za którą z nich odpowie się Kevin, gdyż byłby to za duży spoiler, ale pomysł tak dwóch, zupełnie sprzecznych grup postaci wyszedł autorce wprost świetnie. Przewijając kolejne strony, z niecierpliwością czekałam na kłótnie przedstawicieli tych dwóch narodów-Vanatów i Archerów. Uwielbiałam humor, który jest tam widocznie obecny :D
Ocena: 4.5/5

Bohaterowie
Do tej pory nie wiem, czy lubię głównego bohatera. Niby go rozumiałam-nagle znalazł się sam w obcym świecie, do tego mając w pamięci wydarzenia z dnia poprzedniego. Każdy był od niego inny, każdy był wrogi. Na początku czułam do niego naprawdę dużą sympatię-ale niestety musiał to zepsuć swoim wtykaniem nosa w zdecydowanie nie swoje sprawy. "O co chodzi? Powiedz!" "Dlaczego jesteś taki smutny? Przecież widzę, że coś się trapi." "Ooo, a co tam masz? Nie pozwalasz mi tego dotykać? Tym bardziej muszę to mieć!". Kevin najzwyczajniej w świecie nie potrafił uszanować cudzej własności. Oczywiście, na plus były inne cechy jego charakteru, takie jak pomysłowość, odwaga, humor czy nieustępliwość.
Dalej mamy Luara, wspomnianego przeze mnie "irytującego blondaska". Do niego też mam dość bardzo mieszane uczucia. Nie mogłam przymknąć oka na jego wady- zarozumiały podrywacz przekonany o swojej wyższości, to fakt. Ale w środku, niemal wbrew sobie, bardzo polubiłam go za nieustępliwość, humor i styl bycia.
W "Skrzydłach nielota" pojawia się dużo bohaterów pobocznych-jak dla mnie aż za dużo, przez co łatwo się pogubić. Akcja skupia się wokół Kevina i blondaska, a część pozostałych nie ma nawet wykreowanych zbyt dobrze charakterów, przez co nie możemy ich poznać.
Uwaga: Autorka nie skończyła jeszcze swojej historii, więc wszystko może się zmienić! :)
Ocena: 4/5

Styl pisania
Tutaj nie mam niemal żadnych uwag, Lauvinda pisze lekko, klimat jest typowo fantastyczny, a wątki zwykle sprawnie się łączą. Ogromnym plusem, którego nie opanowali jeszcze niektórzy "pełnoprawni" autorzy, jest umiejętność opisywania-miejsc, uczuć, przemyśleń. Autorka robi to naprawdę świetnie, nie nudzi, zaciekawia, a jej opisy są plastyczne i przejrzyste. Za to wielkie brawa! :)
Niestety muszę wspomnieć jeszcze o występujących tam błędach. Gdzieś zabrakło kropki, gdzieś pojawił się niepotrzebny przecinek, jeszcze indziej znalazłam powtórzenie...Sama jednak piszę i wiem, jak ciężko napisać chociażby stronę A4 bez błędu :D
Ocena:4.5/5

Oprawa graficzna
 Przecudnie przecudna-tak w skrócie. Kiedy tylko wchodzimy na bloga, jako pierwsze w oczy rzuca się cudowne, tajemnicze zdjęcie czarnowłosego mężczyzny z błękitnymi szkrzydłami. Do tego bardzo zastanawia nas jego poza i uczucia, która wyraża twarz- złość? Strach? Cierpienie?
Po drugie, spis rozdziałów jest w jednymi miejscu, ładny, przejrzysty i szybki w obsłudze. Dodatkowo, pod koniec każdego rozdziału zajdują się słowa "czytaj dalej...", które odsyłają nas do kolejnego.
Następnie, co jest OGROMNYM plusem i za co autorce należą się OGROMNE brawa jest samodzielne spisanie krótkiego słowniczka Archerów i Vanatów, a także narysowanie mapy, która jeszcze bardziej uplastycznia i urzeczywistnia czytaną przez nas historię.
Jeśli chodzi o czcionkę, czyli chyba najważniejszy punkt szaty graficznej, to zarówno ta zwykła, jak i tytułowa nie daje pretekstu do żadnych uwag :)
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 18/20
PODSUMOWANIE: "Skrzydła nielota" Luavindy von Degaaris to bardzo fantastyczna historia, pełna przygód i humoru. Mamy tutaj wyraźny kontrast między bohaterami, plastyczne opisy i zaskakującą akcję. Dlatego zapraszam wszystkich do zapoznania się z historią Kevina-bo warto. Jak już wspominałam, autorka nie skończyła jeszcze opowiadania (na razie przeczytać możemy 27 rozdziałów), więc najciekawsze przed nami! :)

~~ 
Dzień dobry wszystkim :D 
Po raz pierwszy recenzuję bloga-czy po raz ostatni, nie wiem-ale powiem Wam, że to zupełnie coś innego niż opisywanie książki papierowej. Polecam wszystkim bloggerom-fajna odskocznia i sposób na zdobycie doświadczenia :) 

1/13/2016

(#20) "Światło, którego nie widać" A.Doerr

Dzisiaj oto tutaj przed Wami rececnzja książki, której sama z siebie nie przyczytałabym niemal napewno. Nie wiem czy wspominałam, ale "Wszechświat kontra Alex Woods", czyli poprzednie 20/20 poleciła mi booktuberka Maja. Tak było i tym razem, chociaż w przypadku tej książki czegoś mi zabrakło. Nie żałuję jednak, że mogłam ją przeczytać (mimo tej znienawidzonej przeze mnie tematyki wojennej!)


II wojna światowa. Już na pierwszych stronach powieści poznajemy Marie-Laurę, niewidomą szesnastolatkę, uczącą się poznawać świat przez słuch i dotyk. Pierwszy raz spotykamy ją, gdy chowa się w mieszkaniu podczas bombardowania. Dlaczego jej budynek przetrwał, mimo, że inne zostały zniszczone? Jaką tajemnicę skrywał jej ojciec?
Po drugiej stronie barykady mamy Wernera Pfenninga-bardzo uzdolnionego i bardzo blondwłosego szeregowca. Osiemnastolatek ma za zadanie przechwycać wrogie transmisje radiowe. On także jest świadkiem bombardowania.
Z następnymi rozdziałami cofamy się o pare (lub parenaście) lat wcześniej, aby trzecioosobowy narrator w czasie teraźniejszym mógł nam wszystko wyjaśnić. Dowiadujemy się o dzieciństwie każdego z bohaterów, lepiej poznajemy ich charakter-i, co najważniejsze, dowiadujemy się, dlaczego dziewczyna z Paryża i chłopiec z Niemiec spotkali się w tym niezwykłym mieście. Dodając do tego nieustępliwego, niemal przerażająco cierpliwego Niemca, Von Rumpla, starą legendę o tajemniczym Morzu Ognia, którego posiadacz nie może umrzeć, oraz liczną grozę niebezpieczeństw i niepewności...
...Otrzymamy zaledwie część tego, co znajdziemy w "Świetle, którego nie widać".

Fabuła
Naprawdę świetna, choć momentami nieco nużąca. Znacie to uczucie, kiedy podczas czytania czyta się Wam świetnie i nie chcecie przestać, ale gdy odkładacie książkę nie macie palącej potrzeby jej dokończyć? Ja tak miałam, chociaż tylko na początku.
Tutaj mogę niektórych zaskoczyć, ale "Światło, którego nie widać" niemal nie ma w sobie wątku miłosnego. Mimo, że zazwyczaj jest mi to dość obojętne, kto z kim będzie, teraz bardzo bym chciała połączyć pewnych bohaterów. A co najgorsze, w chwili, gdy moje marzenia zaczynały się spełniać...
hm, stało się coś, czego, delikatnie mówiąc, się nie spodziewałam.
Bardzo spodobał mi się w tej książce, jakby to powiedzieć, wątek łączenia różnych wątków. Ciężko mi to opisać, ale, np. bohater dzieciństwa Wernera i jego siostry, Jutty, jest rodziną Marie-Laure. Dowiadujemy się o tym gdzieś w połowie książki, chociaż nie jest to zupełnie jasno napisane-musimy domyślić się tego sami.
W lekturze cały czas coś się dzieje, bohaterowie i przebieg wydarzeń nie pozwalają nam się nudzić, a Doerr nie raz przeraża kreatywnością i realizmem tego, o czym pisze. Wiecie, dlaczego takie książki czyta się tak ciężko? Bo nie możemy powiedzieć "Spokojnie, tego nie ma, to się nie działo naprawdę..."
Ta książka jest naprawdę trudna. Nie koloryzuje okrutnej prawdy, nie zataja niewygodnych faktów. Mimo to (a może-przez to?) jest naprawdę piękna i warta polecenia.
Dlatego też polecam osobom w wieku powyżej 12 lat z dwóch powodów, z czego pierwszy widnieje powyżej, a drugi brzmi: osoby młodsze mogłyby się zwyczajnie nudzić.
Ocena: 4,5/5

Bohaterowie
Znacie to powiedzenie: "Nie zaczynaj lubić bohatera książkowego. Autor przewidzi to i twoja miłość zginie"? Tak było i w tym przypadku, chociaż oczywiście nie zdradzę o kogo chodzi.
Opis zacznę od Marie-Laure. Mimo, że była niewidoma, zawsze nosiła głowę wysoko, nigdy się nie skarżyła, zawsze była pewna że to, co czyni, jest słuszne. Uwielbiam takie bohaterki-silne, pewne, a jednocześnie zarażające dobrą energią.
Werner szybko zdobył moje serce przez wygląd (śnieżnobiałe włosy mogą wyglądać dziwnie, a do tego niemal nie wiem, jak on wyglądał, ale od czego jest wyobraźnia?), charakter, decyzje, przemyślenia...Mimo, że wierzył w słuszność swoich czynów, nie dał się zaślepić. Do tego był też ogromnie inteligenty. Gdyby taki człowiek miał szansę naprawdę powiększać swoje umiejętności, niewątpliwe, że niedługo mielibyśmy latające samoloty czy podwodne samoloty. Serio.
Większość pozostałych bohaterów nie ginęła w tłumie, ale nie będę ich opisywać. Wspomnę tylko o moim uwielbieniu dla Etienne, niechętnym szacunku do von Rumpla i chęci jak najszybszego spotkania na żywo dowódcy przyszłej drużyny Wernera (nie zdradzając kto to ;) )
Ocena: 5/5

Styl pisania
Fenomenalnogenialny. Autor, podobnie jak cała książka,  nie zataja żadnej prawdy. To, jak Doerr pisze, niemal zmusza nas do zastanowienia się nad okrucieństwem II wojny światowej. Styl pisma jest łagodny, twardy, ostry, prawdziwy i współczujący w jednym.
Pod spodem dorzucam jeszcze cytat, który według mnie bardzo ciekawie opisuje i wyjaśnia tytuł.

Jak nazywamy światło widzialne? Nazywamy je kolorem. Ale spektrum fal elektromagnetycznych rozciąga się od zera do nieskończoności, a zatem, dzieci, z matematycznego punktu widzenia całe światło jest niewidzialne.

Właśnie, tytuł...Rzadko w ogóle o nim wspominam, wiem, ale teraz muszę zauważyć, że mimo, iż przyciąga wzrok, jest tajemnicze i ciekawe, niemal nijak pasuje mi do treści.
Ocena: 4,8/5 

Okładka
Przecudna, a jeśli ktoś się nie zgodzi, to ja kompletnie go nie rozumiem. Cudnie cudna, oryginalna, mroczna, tajemnicza i po prostu przepiękna. Nie wiem czy wiedzieliście, ale wydawnictwo Czarna Owca nie zmieniła oryginalnej okładki-według mnie wyszło im to na plus, bo efekt jest powalający.
Niestety, i tutaj nie będzie 5/5, a dlaczego? Niby błachostka, ale... brak spisu treści. A w książce chronologia niemal nie ma znaczenia-mamy rok 1944, potem 1936, potem lipiec 1944, potem sierpień 1944, a potem znów styczeń 1990. Miejscami brak ładu i składu naprawdę mocno mi przeszkadzał, więc mimo całkowitego oczarowania okładką, nie moge dać maxa.
Ocena: 4/5

OCENA KOŃCOWA: 18.3/20
PODSUMOWANIE: "Światło, którego nie widać" Anthony'ego Doerra to piękna, wstrzącająca i przede wszystkim prawdziwa książka o okrucieństwie wojny, odwadze i zbyt szybkim dorastaniu. Polecam osobom o niemal wszystkich gustach czytelniczych-pamiętajcie, że ja (oprócz podręcznika od historii) nie przeczytałam żadnej książki o tematyce II wojny światowej (i, szczerze mówiąc, nadal nie zamierzam), a tą lekturą jestem oczarowana. To jak, przeczytacie? Bo naprawdę warto! :)

~~
Książka zmieniająca życie...!
Ryczałam, płakałam, UWIELBIAM!
Czy ja miałam takie odczucia? Raczej nie, chociaż naprawdę wieele vlogerek i blogerek tak zapewne opisałoby "Światło, którego nie widać". Ja zgadzam się z nimi oczywiście w kwestii świetności książki :D