7/18/2016

(#33) "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" S.Ee

Ładna okładka i wszechobecne pozytywne recenzje skutecznie zachęciły mnie do sięgnięcia po tę pozycję w bibliotece. Dołączyłam do grona fanów czy jestem jedną z dwóch znanych sobie osób, które tego nie polecają?

Co wyobrażacie sobie, słysząc słowo "anioł"? Niezwykle pięknego, pewnie blondwłosego mężczyznę z ciepłym uśmiechem, białymi skrzydłami i koniecznie ubraniu o tym samym kolorze. No, więc rzeczywistość przedstawiona w świecie Suzan Ee jest nieco inna.
Anioły zstąpiły na Ziemię siejąc zniszczenia i postrach. Ludzie nie wiedzą, czemu są atakowani, wiedzą tylko, że nic już nie będzie takie jak dawniej. 17-letnia Penryn mieszkająca z niepełnosprawną młodszą siostrą i nieco chorą psychicznie matką także zdaje sobie z tego sprawę.
Cały świat dziewczyny zmienia się, gdy staje się świadkiem walki aniołów- jeden, z śnieżnobiałymi skrzydłami kontra pięciu napastników. Gdy Białoskrzydły zaczyna przegrywać, chcąc chronić swoją rodzinę na pomoc przychodzi mu Penryn, na skutek czego jej matka ucieka, siostra zostaje porwana, a ona sama musi zająć się rannym aniołem w świecie pełnym gangów i zdesperowanych ludzi.
Bohaterka zawiązuje z aniołem tymczasową współpracę-ona pomoże mu dostać się do Gniazda, a on, na tyle na ile będzie to możliwe, ułatwi jej ratowanie małej Paige. Czy w świecie apokalipsy jest szansa na prawdziwą miłość? I czy ta miłość może połączyć dwa wrogie sobie gatunki, może być ponad wszechobecnie toczącą się wojną?

Fabuła
Mimo, że "Angelfall" to świat typowo postapokaliptyczny, na tym podobieństwa się kończą. Najedźcami nie są tu zombie czy wampiry, ale anioły, które od zawsze kojarzyły nam się z dobrem i miłością.
Widać, że autorka miała naprawdę świetny pomysł na fabułę-i, uwaga, oryginalny!-i w najmniejszym stopniu go nie zmarnowała. Tutaj ciągle się coś dzieje, dosłownie, akcja nie ustaje nawet na chwile. Obecnie jestem po skończonej lekturze III tomu (nad czym bardzo ubolewam [*] ) i mogę śmiało stwierdzić, że słowo "nuda" nie może określać żadnej strony żadnego rozdziału żadnej części. Brawo! :D
"Angelfall" ma w sobie to coś, przez co oderwanie się od niego jest dosłownie niemożliwe. I chyba nie chodzi tu tylko o te ciągłe przygody i nieoczekiwane wydarzenia, bo znam sporo książek z wartką akcją, a rzadko kiedy doświadczyłam czegoś takiego jak w tym przypadku.  
Czyli w skrócie- trzyma w napięciu, autorka nieraz zaskakuje, bohaterowie stają przed trudnymi wyborami, a wszystko prowadzi do mega zaskakującego zakończenia, po którym po prostu musimy sięgnąć po kolejny tom!
Ocena: 5/5

Bohaterowie
I tutaj posypią się kolejne plusy, ochy, achy i zachwyty, ale uwierzcie, zasłużenie :D
Spotkałam się kilka razy z opinią, że Penryn jest denerwująca i zachowuje się jak małe dziecko, lub, co lepsze, jak nastolatka. Halo, halo, coś mi tu nie gra-ona nie jest przypadkiem nastolatką? Nie wiem jak Wy, ale ja lubię, kiedy ktoś zachowuje się stosownie do swojego wieku. Kiedy będę miała ochotę poczytać sobie o dorosłym, poważnym zachowaniu to wybiorę sobie coś nawet z 50-letnim bohaterem, a co, ale nie będę się denerwować, że w książce dla nastolatek nastolatka zachowuje się jak nastolatka (przepraszam za powtórzenia :D)
Tak, Penryn czasem zachowuje się nierozważnie, można powiedzieć- żyje chwilą, ale jest postacią świetną. Zawsze dba o innych, potrafi się bać (tak, to jest zaleta, zwłaszcza po tych wszystkich phi-mam-10-lat-uratuje-świat-hehe z którymi miałam okazję się spotkać), jest szczera, zabawna, pomysłowa, kreatywna i, co bardzo cenię u bohaterów, sarkastyczna w dobrym tego słowa znaczeniu.
Raffe to taki kolejny brązowowłosy, umięśniony ideał. W sumie ja też bardzo bardzo bardzo go polubiłam. Pewnie teraz chcielibyście wiedzieć dlaczego, ale tego chłopaka nie da sie opisać zwykłymi słowami. Czy jest tu ktoś, kto czytał tę cudną serię i może pomóc mi się wysłowić, proszę?
Okej, przyznaję, w pierwszym tomie tylko go lubiłam, zdecydowanie nic więcej, ale wiecie, przyjemnie się o nim czytało. Dopiero w II tomie zrozumiałam dokładnie motywy jego działań i polubiłam go jeszcze bardziej niż wcześniej (tak, wiem, nie powinnam oceniać I tomu przez pryzmat całej serii).
Ogólnie w "Angelfall" spotykamy sporą ilość bohaterów, każdy jest porządnie wykreowany i wnosi coś do całokształtu. Siostra Penryn, jej mama, bliźniaki Dee i Dum (mówię Wam, pokochacie ich :D)... Gdyby zabrakło choć jednego z nich powieść nie byłaby już taka sama.
Ocena: 5/5

Styl pisania
Pisałam wcześniej, że ta książka ma w sobie to "coś", przez co dosłownie nie da się od niej oderwać (tak, będę to teraz powtarzać, bo sama jestem tym zaskoczona :D). Czy to przez styl pisania? Nie wiem, ale napewno warto o nim wspomnieć. Wydaje mi się, że na to magiczne coś składało się po prostu wszystko.
Historię opowiadała nam Penryn, i to w czasie teraźniejszym, więc wyobrażenie sobie danej sytuacji nie powinno być dla Was żadnym problemem (choć znając talent pani Ee mogłaby pisać w drugiej osobie czasu przyszłego, a ja i tak bym ją uwielbiała). "Angelfall" to lekarstwo dla obumierającej wyobraźni, szlifuje ją, ulepsza i nie pozwala odpocząć ani na chwile. Opisy miejsc, osób i wydarzeń są dokładne, ale czyta się je przyjemnie. Wszystko jest przemyślane i pasujące do sytuacji, a komentarze Penryn jeszcze bardziej uprawdziwiają ją w naszej głowie.
Ocena: 5/5

Okładka
Ktoś mógł nie czytać i nie wiedzieć czemu tak się zachwycam, okej, rozumiem. Ale czy jest tu ktoś, ktokolwiek, komu nie przypadła do gustu ta okładka? Mam nadzieję, że było to pytanie retoryczne-kocham oprawę graficzną "Angelfall"-każdego tomu z osobna (II część tu, a III tu, polecam sprawdzić). Kolorystyka, sam pomysł...no cudo jakieś. Dodatkowo grzbiety mają coś, za co automatycznie wydawnictwo dostaje ogromnego plusa na start. Mówię tu o... numerowaniu tomów! Tak, niby błachostka, ale zdarzało mi się nie sięgać po serię z prostego powodu- nie wiedziałam po co sięgnąć najpierw. 
 
Jedynym, malutkim minusikiem były śnieżnobiałe strony, ale piszę o tym tylko dlatego, że wiem,  że niektórzy z Was tego nie lubią. Mi to nie przeszkadzało w żadnym stopniu, ale mogę Wam zagwarantować- fabuła tak Was pochłonie, że nie będziecie mieli czasu zwracać uwagi na cokolwiek innego niż losy bohaterów.
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20 (coś ostatnio szaleję z tymi dwudziestkami :D)
PODSUMOWANIE: "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" Suzan Ee to wspaniała, pełna akcji, przygód i innych dowodów talentu pisarki książka. Nie będziecie mogli się oderwać, a losy Penryn i Raffe'ego zawładnął Wami całkowicie. Będziecie mieli problem której stronie kibicować, a zakończenie zostawi Was w stanie chcędrugitomnatychmiast, dlatego proponuję wypożyczyć/kupić od razu całą trologię. Niby kolejna seria młodzieżowa, ale wnosząca tak długo wyczekiwany powiew świeżości. Polecam, polecam, POLECAM <3
~~
Hmm, możecie uznać tę recenzję za troszkę, troszeczkę nieogarniętą, ale "Penryn i kres dni" skończyłam wczoraj i nadal nie mogę się pozbierać. Będę tęsknić za kłótniami Raffe'ego i Penryn, za ich wędrówką, za niepewnością, co przyniesie następna strona. Brakowało mi czegoś takiego i naprawdę zachęcam Was do sięgnięcia po tę serię. 
Pozdrawiam! ;)    

7/13/2016

(#32) "Ponad wszystko" N. Yoon

Jakby to powiedzieć... Powinnam zrobić sobie listę książek, które poleciła mi Maja.




Nastoletnia Maddie ma dość nietypową chorobę, która...hm, w pewnym stopniu utrudnia jej relacje z innymi ludźmi. Otóż dziewczyna ma alergię na cały świat-dosłownie. Związek chemiczny w perfumach, zapach płynu do zmywania czy najdrobniejsze zarazki mogą skończyć się nawet śmiercią. Maddie żyje sobie więc w swoim malutkim, zamkniętym świecie z matką i pielęgniarką. Nie wychodzi z domu, nie ma żadnych przyjaciół, a aby ją odwiedzić trzeba przejść ponad godzinną inspekcję.

Wszystko szłoby zapewne swoim prostym torem gdyby nie wprowadzenie się pewnej rodziny do opuszczonego domu obok. No dobra, może samo to wydarzenie niewiele zmieniło, ale w skutek tego obok niej zamieszkał dziwny chłopak, Olly. Ubiera się całkowicie na czarno (totalne przeciwieństwo jej pokoju, który, oprócz ukochanej półki z książkami, pomalowany jest w całości na biało), uprawia dziwny sport i jest nieprzewidywalny. To właśnie to słowo, którego wcześniej nie znała Maddie sprawi, że nic już nie będzie takie jak dawniej.
Czy Madeline odważy się podjąć ryzyko i zostawić za sobą to, co znane i bezpieczne? Czy nauczy się żyć chwilą? 



Fabuła

"Ponad wszystko" to typowa książka romansowo-młodzieżowa, tylko że z dość nietypowym wątkiem. Akcja rozwija się powoli, najpierw Olly i Maddie się zapoznają, dochodzi do ich pierwszych rozmów na mailu (które są tak ogólnie cudne, chyba jeszcze o tym nie wspominałam), potem do... Chociaż, po co mam Wam psuć przyjemność? Mimo, że autorka nie zaskakuje nas każdą stroną i niewiarygodnymi zdarzeniami, przyjemniej będzie to odkryć samemu :)  
Co nie znaczy, że wszystko jest całkowicie przewidywalne. Pani Yoon nieraz zaplanowala dla czytelnika nieoczekiwany zwrote akcji, którego nie spodziewałabym się po tak lekkiej pozycji- sami musicie ocenić, czy działa to na plus całokształtu.
I tym samym przechodzę do kolejnej sprawy-autorka chyba troszkę za bardzo skupiła się na tworzeniu czegoś przyjemnego, bo nie pociągnęła najciekawszych, według mnie, wątków, takich jak dalszy los mamy Maddie czy rodziny Olly'ego. Zakończenie też dawało wiele do myślenia- mam nadzieję, że będzie kolejny tom, bo ostatnia strona pozostawiła więcej pytań niż odpowiedzi. Jak to się nazywało? Aha, "otwarte zakończenie"-od razu mówię, że nie przepadam za takimi.
Omawiając fabułę fajnie byłoby jeszcze wspomnieć o przemyśleniach głównej bohaterki, które były dość poważne i dorosłe, choć znając jej charakter, raczej do niej pasowały. Czyli, jeśli się uprzeć, to z książki można wynieść coś więcej.
Ocena: 4/5

Bohaterowie

W "Ponad wszystko" mamy niewielu bohaterów, ale za to przyjemnie różnią się oni charakterem. 
Maddie możemy tylko współczuć. Wyobrażacie sobie, co ona musiała czuć? Ja podczas lektury lubiłam zrobić sobie przerwę, aby chociaż spróbować się w nią wczuć. Nie można powiedzieć, że to zwyczajna nastolatka (pewnie już wiecie dlaczego :D), ale marzenia miała te same-chłopak, studniówka, normalne życie... To pokazało, że Madeline jest taka jak my. 
Oliver od samego początku wzbudza sympatię. Pochodzi z rodziny z problemami (jakimi, tego dowiecie się czytając), a mimo to jest pozytywny, zabawny i pełny ciepła. Widać, że bardzo zależy mu na głównej bohaterce.
Do tego jest niezwykle wysportowany. Uprawia parkour, co jest jego odskocznią od trudnej codzienności. Gdyby się zastanowić, raczej nie ma żadnej wady, choć to, co dla mnie jest zaletą komuś oczywiście może się nie spodobać.
Teraz powinnam ładnie i czytelnie opisać mamę Maddie, ale mam do niej strasznie ambiwalentne uczucia (gdybym Wam dokładnie wytłumaczyła dlaczego stracilibyście całą przyjemność z czytania, a mnie znienawidzili, więc dyplomatycznie przemilczę). Z jednej strony ją podziwiam, poświęca dla córki wszystko-czas i pieniądze, ale z drugiej...TO JEST TO CZEGO NIE MOGĘ POWIEDZIEĆ KTO CZYTAŁ TEN WIE :D
Poza tymi opisanymi w tej książce znajdziemy tu jeszcze pielęgniarkę, rodzinę Olly'ego... i to w sumie wszystko. Dla niektórych mała ilość bohaterów działa na plus, ale samolubnie ocenię to na minus, bo dla mnie (w granicach rozsądku) im więcej tym lepiej :D
4.5/5

Styl pisania

I w końcu coś, do czego nie mogę się przyczepić. Jak przystało na książkę z reguły lekką, styl pisania był przyjemny, zabawny i wpasowujący się w klimat. Pomagał wczuć się w bohaterów, pozwalał czuć się jakbym była tam i widziała wszystko na własne oczy.
Narratorem była główna bohaterka opowiadająca swoje przygody w czasie teraźniejszym, przez co jeszcze łatwiej wyobrażałam sobie świat wykreowany.
Dodatkowym, fajnym elementem, o którym jeszcze rozpiszę się w "Okładce" była obecność maili i rozmów na czacie jakie wymienialni ze sobą główni bohaterowie. Były takie...ludzkie, dodawały powieści realności- chociażby błędy Olly'ego czy sarkazm Maddie.
Ocena: 5/5

Okładka

O jeju, oprawa graficzna jest tu tak cudna jak to możliwe.
Okładka, jak już widzieliście, przepiękna. Radosna, kolorwa, zrobiona z pomysłem. 
Ale ale, to nie wszystko! Obiecałam, że wspomnę o mailach, ale muszę powiedzieć jeszcze o spiralach, fragmentach notatek i pamiętnika Maddie, dokumentów lekarskich itp. Wszystkie były przecudnie wykonane, ze starannością godną podziwu. Poniżej widzicie zdjęcie rysunku ryby humuhumunukunukuapuaa, która ma swoje ukryte znaczenie, czego dowiecie się potem ;)
Podsumowując, samą okładkę oceniam na maxa, a dzięki tym cudnym rysunkom zasługują na znacznie więcej <3
Ocena: 5/5



OCENA KOŃCOWA: 18.5/20

PODSUMOWANIE: "Ponad wszystko" Nicoli Yoon to w większości lekka, zabawna i przyjemna młodzieżówka, ale ma też wątki poważne i skłaniające do refleksji. Książka idealna na lato, czyta się niezwykle szybko, choć, według mnie, równie szybko o niej zapomnimy. Bohahaterowie są ludzko wykreowani, oprawda graficzna-cudna, a miłość między bohaterami urocza i niewinna, przez co bez wzlędu na upodobania, po prostu musimy kibicować Maddie i Olly'emu (zwłaszcza, że nie wszystko idzie po ich myśi). W skrócie polecam na wolną chwillę, i dla zapewnienia sobie rozrywki

~~

Jak pewnie wiecie, raczej nie przepadam za młodzieżówkowymi (co?) romansami, ale ta nawet mi się spodobała i z czystym sercem mogę Wam ją polecić. Macie w planach po nią sięgnąć? A może już czytaliście? Dajcie znać! ;)

6/29/2016

(#31) "Rebeliant" M.Lu

Powinnam w końcu zacząć stosować jedną, bardzo ważną zasadę: recenzuj książkę od razu po jej przeczytaniu, zwłaszcza, jeśli to seria. Obecnie jestem na III tomie tej przecudnej trylogii i choćbym nie wiem jak się starała, moje odczucia co do pierwszego tomu nie są już takie same. Mimo to spróbuję ocenić ją jak najobiektywniej jak się da ;)

 


Żyją po dwóch stronach barykady w świecie, w którym każdy ma jakiś sekret do ukrycia.
On, piętnastoletni Day, jest poszukiwanym przez całą Republikę przestępcą. Niszczy samoloty, wysadza budynki, ale żyje według jednej zasady-nigdy nie zabija. Kolejną przyczyną, która sprawia, że nie widzimy go jako bezwzględnego złoczyńcy jest fakt, wszystko to robi, aby zdobyć pieniądze dla rodziny, a zwłaszcza brata, którego dopadł niebezpieczny wirus.
Ona, piętnastoletnia June, jest cudownym dzieckiem. Na Próbach otrzymała 1500 punktów-maksymalną ilość, jest piękna, mądra, bystra i twarda. Republika wiąże z nią wielkie nadzieje.
Drogi tej dwójki nie powinny się skrzyżować. Niestety, gdy zabity zostaje ukochany brat June, Metias, dziewczyna postanawia za wszelką cenę odnaleźć zabójcę i zemścić się za jedynego członka rodziny, który jej pozostał. Gdy główne podejrzenie, niefortunnym trafem, spada na Day'a, nic nie powstrzyma jej przed odnalezieniem człowieka, który zwodzi służby wojskowe od dobrych paru lat.
Wszystko się zmienia, gdy w trakcie śledztwa June odkrywa coś jeszcze- przerażającą prawdę o śmierci jej rodziców i brata oraz sekret, którego ujawnienie na zawsze zniszczy względny spokój Republiki. Czy dziewczyna zdąży zrozumieć swój błąd i uratować tych, których kocha?
Znacie zwrot "zakazana miłość"? A bo rodzice nie pozwalają, a bo ona mieszka daleko ode mnie, albo, co najgorsze, jest już zajęta. No cóż. 
Teraz nabiera on zupełnie nowego znaczenia.

Fabuła
Dawno nie czytałam książki tak napakowanej akcją. Tutaj nie macie prawa się nudzić, każdy szczegół jest ważny, a każda strona ciekawi bardziej od poprzedniej. Strzelanina, śledztwa, zagadki, odkryte sekrety, niebezpieczeństwo- przyznam, że kiedy sięgałam po "Rebelianta" liczyłam na coś dobrego, ale nie aż tak!
Wielkim plusem tej pozycji jest ilość sekretów, które wraz z bohaterami stopniowo odkrywamy. Pokazują nam one, że nie zawsze coś jest takie, jak nam się wydaje i wszystko może mieć swoją drugą stronę. No i oczywiście ciekawie się je odkrywa- a jeśli zrozumiemy coś przed bohaterami, to już dopiero radość! :D
No właśnie...zwykle nie lubię, kiedy ja odkryję coś na początku, a autorka ma w planach nas tym "zadziwić" dopiero na końcu. Tutaj (pomijając to, że naprawdę rzadko kiedy udawało mi się być pierwszą :D) nie przeszkadzało mi to zupełnie, bo dojście do tego było tak trudne i naszpikowane ukrytymi wskazówkami, że była to czysta radość.
Dla osób, które jeszcze nie czytały, mam pewną radę. Zwracajcie uwagę na każdy szczegół, bo o ile dobrze pamiętam, wszystko ma jakieś swoje odbicie w przyszłości. Wszystko, co wyda Wam się choć w najmniejszym stopniu podejrzane, zapisujcie. Zabawcie się w najmłodszego żołnierza Republiki lub w jego najbardziej poszukiwanego przestępcę. Obiecuję, że nie będzie trudno, bo klimat powieści porwie Was od razu!
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Wydaje mi się, a Wy się pewnie ze mną zgodzicie, że jest raczej mało książek prowadzonych przez dwójkę narratorów (głównych bohaterów). Sama znam ich bardzo niewiele i nigdy się na takim pomyśle nie zawiodłam-także teraz. Wspaniale było poznać myśli osób tak różnych, żyjących po dwóch stronach barykady!
Day. Na pierwszy rzut oka to taki typowy buntownik, który szkodzi każdemu na około, a na pytanie "dlaczego?" odpowiedziałby "bo mogę". Ale jak jest naprawdę? Marie Lu naprawdę świetnie wykreowała bohaterów i poświęciła niemało stron, abyśmy mogli poznać ich przemyślenia i wewnętrzne "ja". Chłopak nie ma łatwo. Wychowywał się w biednej rodzinie, jego matka myśli, że nie żyje, jego ojciec jest martwy, młodszy brat chory na śmiertelną chorobę. W końcu codziennością staje się dla niego zdobywanie pieniędzy, które za pośrednictwem starszego brata przekazuje rodzinie. 
Zastanówcie się chwile i pomyślcie-czy znacie jakąś książkę, w której narratorem (pierwszoosobowym!) jest antagonista? Historię zawsze przedstawia nam ten dobry, ten zwyciężający, ten niepokonany. A teraz? Mamy niepowtarzalną okazję zobaczyć, co naprawdę siedzi w głowie takiego przestępcy i zrozumieć jego postępowania. Brakowało mi takiej książki!
June. Postać niewyobrażalnie perfekcyjna, ale nie mdła i sztuczna. Mówię Wam, ta dziewczyna to jakiś bóg! Potrafi wszystko, to ideał ideałów. To moja ulubiona postać wszech czasów (żeńska)- samo to zdanie powinno Was przekonać do sięgnięcia po "Rebelianta"! <3

Ocena: 5/5

Styl pisania
Nie wiem, czyją narracje polubiłam bardziej-Day'a czy June. Oboje pisali z pasją, talentem, ciekawie i prawdziwie, ale, za co ogromne brawa dla autorki, bez większego problemu można było wyczuc między nimi różnicę. Dodatkowo fajnym pomysłem było corozdziałowe zmienianie czcionki, co możecie zobaczyć na obrazku (spokojnie, to jedne z pierwszych stron, żadnego spoileru tam nie znajdziecie :D)

(June)        (Day)

Kiedy ma miejsce takie podzielenie ról, czasem zdarza się takie nagłe przerwanie akcji. Wiecie o co mi chodzi, prawda? Załóżmy, że June ucieka przed bandą kosmitów i już, już mają ją dopaść...a nagle przenosimy się 300 kilometrów dalej, gdzie Day w spokoju popija sobie herbatkę (nie, takie coś się nie zdarzyło). Na szczęście tutaj czegoś takiego nie było-może dlatego, że pojęcie "spokój" po prostu nie istniało? Choć, przyznaję, gdy wracałam do czyjegoś rozdziału, co jakiś czas musiałam się cofnąć do poprzedniego, aby przypomnieć sobie czas i miejsce akcji, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Mam pewne podejrzenia. Wydaje mi się, że Marie Lu była kiedyś nastoletnim przestępcą, a potem stała się dziewczyną, która straciła brata. Nie wiem, kim musiała być wcześniej, ale rzadko kiedy styl tak bardzo oddaje myśli bohaterów. Podziwiam. No, chyba że się kiedyś zajmowało pozycję swoich postaci, to wtedy nie ma co zazdrościć. Ale tylko wtedy.
Czasem styl pisania nie pasuje do postaci, albo pasuje do każdej z nich. Tutaj mówił bardzo wiele o charakterze narratorów. Jak to się dzieje? Nie mam pojęcia, a nawet nie umiem tego wytłumaczyć.
Macie dwa wyjścia; zaufać mi na słowo i po prostu po "Rebelianta" sięgnąć lub nie ufać mi i samemu się przekonać, czy ta pozycja jest aż tak dobra :D
Ocena:5/5

Okładka
Nawet nie znając treści  ani bohaterów sądziłam, że ta okładka jest ładna. Taka prosta, wojskowa, idealnie wpasująca się w klimat tej książki. Teraz, wiedząc już co symbolizuje, uważam, że jest jeszcze ładniejsza i jeszce lepiej oddaje ducha fabuły. Złoty i biały prześlicznie się ze sobą komponują, nie ma zbędnego przepychu i niepotrzebnych dodatków (zupełnie jak w samej powieści!), a te czarne "plamy" (?) w tle jeszcze bardziej nas zaciekawiają. Jak dla mnie-nic dodać, nic ująć!
Ocena:5/5


OCENA KOŃCOWA:20/20
PODSUMOWANIE: "Rebeliant" Marie Lu wciąga do granic możliwości, oderwanie się od niej graniczy z cudem, a nie brak chęci sięgnięcia po kolejny tom- z czymś niemożliwym. Razem z bohaterami z wypiekami na twarzy przeżywamy przygody i odkrywamy groźne sekrety- a także prawdziwą osobowość postaci, w których za upór i odwagę pokochujemy od samego początku. Fabuła pełna akcji, bohaterowie wykreowani idealnie, styl pisania dopasowany, lekki i trzymający w napięciu, okładka prosta, ale kryjąca w sobie coś więcej-czy można chcieć czegoś jeszcze? Ja polecam bardzo, może nie dla każdego, ale jeśli lubicie, kiedy coś się dzieje, nie ma czasu na nudę, a na dodatek macie szansę poczuć się jak bohaterowie książki, którą trzymacie w ręku-po prostu mi zaufajcie i przeczytajcie :)
~~
Niestety, tak jak mówiłam, delikatny ślad pozostałych tomów w tej recenzji się odcisnął. Ale przekaz jest taki sam, jaki byłby gdybym dodała recenzję wcześniej- POLECAM! :D