Co wyobrażacie sobie, słysząc słowo "anioł"? Niezwykle pięknego, pewnie blondwłosego mężczyznę z ciepłym uśmiechem, białymi skrzydłami i koniecznie ubraniu o tym samym kolorze. No, więc rzeczywistość przedstawiona w świecie Suzan Ee jest nieco inna.
Anioły zstąpiły na Ziemię siejąc zniszczenia i postrach. Ludzie nie wiedzą, czemu są atakowani, wiedzą tylko, że nic już nie będzie takie jak dawniej. 17-letnia Penryn mieszkająca z niepełnosprawną młodszą siostrą i nieco chorą psychicznie matką także zdaje sobie z tego sprawę.
Cały świat dziewczyny zmienia się, gdy staje się świadkiem walki aniołów- jeden, z śnieżnobiałymi skrzydłami kontra pięciu napastników. Gdy Białoskrzydły zaczyna przegrywać, chcąc chronić swoją rodzinę na pomoc przychodzi mu Penryn, na skutek czego jej matka ucieka, siostra zostaje porwana, a ona sama musi zająć się rannym aniołem w świecie pełnym gangów i zdesperowanych ludzi.
Bohaterka zawiązuje z aniołem tymczasową współpracę-ona pomoże mu dostać się do Gniazda, a on, na tyle na ile będzie to możliwe, ułatwi jej ratowanie małej Paige. Czy w świecie apokalipsy jest szansa na prawdziwą miłość? I czy ta miłość może połączyć dwa wrogie sobie gatunki, może być ponad wszechobecnie toczącą się wojną?
Fabuła
Mimo, że "Angelfall" to świat typowo postapokaliptyczny, na tym podobieństwa się kończą. Najedźcami nie są tu zombie czy wampiry, ale anioły, które od zawsze kojarzyły nam się z dobrem i miłością.
Widać, że autorka miała naprawdę świetny pomysł na fabułę-i, uwaga, oryginalny!-i w najmniejszym stopniu go nie zmarnowała. Tutaj ciągle się coś dzieje, dosłownie, akcja nie ustaje nawet na chwile. Obecnie jestem po skończonej lekturze III tomu (nad czym bardzo ubolewam [*] ) i mogę śmiało stwierdzić, że słowo "nuda" nie może określać żadnej strony żadnego rozdziału żadnej części. Brawo! :D
"Angelfall" ma w sobie to coś, przez co oderwanie się od niego jest dosłownie niemożliwe. I chyba nie chodzi tu tylko o te ciągłe przygody i nieoczekiwane wydarzenia, bo znam sporo książek z wartką akcją, a rzadko kiedy doświadczyłam czegoś takiego jak w tym przypadku.
Czyli w skrócie- trzyma w napięciu, autorka nieraz zaskakuje, bohaterowie stają przed trudnymi wyborami, a wszystko prowadzi do mega zaskakującego zakończenia, po którym po prostu musimy sięgnąć po kolejny tom!
Ocena: 5/5
Bohaterowie
I tutaj posypią się kolejne plusy, ochy, achy i zachwyty, ale uwierzcie, zasłużenie :D
Spotkałam się kilka razy z opinią, że Penryn jest denerwująca i zachowuje się jak małe dziecko, lub, co lepsze, jak nastolatka. Halo, halo, coś mi tu nie gra-ona nie jest przypadkiem nastolatką? Nie wiem jak Wy, ale ja lubię, kiedy ktoś zachowuje się stosownie do swojego wieku. Kiedy będę miała ochotę poczytać sobie o dorosłym, poważnym zachowaniu to wybiorę sobie coś nawet z 50-letnim bohaterem, a co, ale nie będę się denerwować, że w książce dla nastolatek nastolatka zachowuje się jak nastolatka (przepraszam za powtórzenia :D)
Tak, Penryn czasem zachowuje się nierozważnie, można powiedzieć- żyje chwilą, ale jest postacią świetną. Zawsze dba o innych, potrafi się bać (tak, to jest zaleta, zwłaszcza po tych wszystkich phi-mam-10-lat-uratuje-świat-hehe z którymi miałam okazję się spotkać), jest szczera, zabawna, pomysłowa, kreatywna i, co bardzo cenię u bohaterów, sarkastyczna w dobrym tego słowa znaczeniu.
Raffe to taki kolejny brązowowłosy, umięśniony ideał. W sumie ja też bardzo bardzo bardzo go polubiłam. Pewnie teraz chcielibyście wiedzieć dlaczego, ale tego chłopaka nie da sie opisać zwykłymi słowami. Czy jest tu ktoś, kto czytał tę cudną serię i może pomóc mi się wysłowić, proszę?
Okej, przyznaję, w pierwszym tomie tylko go lubiłam, zdecydowanie nic więcej, ale wiecie, przyjemnie się o nim czytało. Dopiero w II tomie zrozumiałam dokładnie motywy jego działań i polubiłam go jeszcze bardziej niż wcześniej (tak, wiem, nie powinnam oceniać I tomu przez pryzmat całej serii).
Ogólnie w "Angelfall" spotykamy sporą ilość bohaterów, każdy jest porządnie wykreowany i wnosi coś do całokształtu. Siostra Penryn, jej mama, bliźniaki Dee i Dum (mówię Wam, pokochacie ich :D)... Gdyby zabrakło choć jednego z nich powieść nie byłaby już taka sama.
Ocena: 5/5
Styl pisania
Pisałam wcześniej, że ta książka ma w sobie to "coś", przez co dosłownie nie da się od niej oderwać (tak, będę to teraz powtarzać, bo sama jestem tym zaskoczona :D). Czy to przez styl pisania? Nie wiem, ale napewno warto o nim wspomnieć. Wydaje mi się, że na to magiczne coś składało się po prostu wszystko.
Historię opowiadała nam Penryn, i to w czasie teraźniejszym, więc wyobrażenie sobie danej sytuacji nie powinno być dla Was żadnym problemem (choć znając talent pani Ee mogłaby pisać w drugiej osobie czasu przyszłego, a ja i tak bym ją uwielbiała). "Angelfall" to lekarstwo dla obumierającej wyobraźni, szlifuje ją, ulepsza i nie pozwala odpocząć ani na chwile. Opisy miejsc, osób i wydarzeń są dokładne, ale czyta się je przyjemnie. Wszystko jest przemyślane i pasujące do sytuacji, a komentarze Penryn jeszcze bardziej uprawdziwiają ją w naszej głowie.
Ocena: 5/5
Okładka
Ktoś mógł nie czytać i nie wiedzieć czemu tak się zachwycam, okej, rozumiem. Ale czy jest tu ktoś, ktokolwiek, komu nie przypadła do gustu ta okładka? Mam nadzieję, że było to pytanie retoryczne-kocham oprawę graficzną "Angelfall"-każdego tomu z osobna (II część tu, a III tu, polecam sprawdzić). Kolorystyka, sam pomysł...no cudo jakieś. Dodatkowo grzbiety mają coś, za co automatycznie wydawnictwo dostaje ogromnego plusa na start. Mówię tu o... numerowaniu tomów! Tak, niby błachostka, ale zdarzało mi się nie sięgać po serię z prostego powodu- nie wiedziałam po co sięgnąć najpierw.

Jedynym, malutkim minusikiem były śnieżnobiałe strony, ale piszę o tym tylko dlatego, że wiem, że niektórzy z Was tego nie lubią. Mi to nie przeszkadzało w żadnym stopniu, ale mogę Wam zagwarantować- fabuła tak Was pochłonie, że nie będziecie mieli czasu zwracać uwagi na cokolwiek innego niż losy bohaterów.
Ocena: 5/5
OCENA KOŃCOWA: 20/20 (coś ostatnio szaleję z tymi dwudziestkami :D)
PODSUMOWANIE: "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" Suzan Ee to wspaniała, pełna akcji, przygód i innych dowodów talentu pisarki książka. Nie będziecie mogli się oderwać, a losy Penryn i Raffe'ego zawładnął Wami całkowicie. Będziecie mieli problem której stronie kibicować, a zakończenie zostawi Was w stanie chcędrugitomnatychmiast, dlatego proponuję wypożyczyć/kupić od razu całą trologię. Niby kolejna seria młodzieżowa, ale wnosząca tak długo wyczekiwany powiew świeżości. Polecam, polecam, POLECAM <3
~~
Hmm, możecie uznać tę recenzję za troszkę, troszeczkę nieogarniętą, ale "Penryn i kres dni" skończyłam wczoraj i nadal nie mogę się pozbierać. Będę tęsknić za kłótniami Raffe'ego i Penryn, za ich wędrówką, za niepewnością, co przyniesie następna strona. Brakowało mi czegoś takiego i naprawdę zachęcam Was do sięgnięcia po tę serię.
Pozdrawiam! ;)
