10/12/2016

(#40) "Wilki" A. Wajrak

Coś się chyba ostatnio troszkę rozleniwiłam, bo większość moich postów to nierecenzje, a wszystko inne. Tak nie może być!





 Adam Wajrak-polski podróżnik, działacz na rzecz ochrony przyrody, dziennikarz i, co najważniejsze, miłośnik wilków.
Nie wiem czy wiecie, ale to właśnie te zwierzęta są moimi ulubionymi (z dość sporej ilości powodów) z żyjących na wolności i drugimi (zaraz za psami) ze wszystkich. Kocham ich mądrość, wygląd, umiejętność pracy w zespole, te urocze oczka, a nawet trochę bezwzględną hierarchię. Przeczytałam już Wilczego brata i od tamtej pory brakowało mi czegoś wilkowatego (nie wilkołakowego, bo tego mam pod dostatkiem, zwłaszcza, że mam zamiar zacząć Teen Wolfa), więc postanowiłam dać szansę książce idealnie niewpasowującej się w mój gust czytelniczy- napisana przez polskiego autora powieść naukowo-przyrodnicza...Gorzej być nie może? A może, bo format książki niezbyt mi przypasował i dość ciężko się ją przez to czytało. Kurczę, jakim cudem strasznie chcę mieć to w domu?

Fabuła
Na tym blogu pojawiła się już jedna recenzja pozycji popularnonaukowej ("Kosmos"--> KLIK) i w niej oceniałam wszystko tak, jak w każdej innej recenzowanej książce. Niedługo potem uznałam, że był to błąd i teraz napewno zrobię inaczej. Niespodzianka, nie wyszło :D
Pan Wajrak doskonale wiedział, że gdyby dał tam same fakty to i tak bym to pokochała, bo to o wilkach zyskałby o wiele mniejsze grono czytelników, bo niczym nie różniłoby się to od podręcznika od biologii. Dlatego trochę pogłówkował i wpadł na, moim zdaniem, dobry pomysł. Aby jak najłatwiej było nam odróżnić jego dzieło od wspomnianego wyżej tomiszcza, postanowił wprowadzić fabułę. Czyli było że kiedy, że z kim, że dlaczego, że jak to się stało, że co wtedy powiedzieli inni i że jakie były związane z tym emocje. W epilogu i podziękowaniach autor wspomina, że ta książka to nie tylko jego zasługa, ale widać u niego talent pisarski.
Oczywiście głównym tematem każdego rozdziału są wilki- w skrócie każda historia nieważne jak bardzo z nimi niepowiązana i tak do nich prowadzi. Bardzo podobała mi się niepewność, jak Adam Wajrak połączy dwa zwykle niemające ze sobą nic wspólnego wątki.
 Ogólnie o tych zwierzętach dowiadujemy się naprawdę dużo, ale nie są to suche fakty, które szybko zapomnimy. Może jest ich mniej, ale każdy ma za sobą jakąś hisorię- rozmnażanie, sposób życia, hierarchia czy polowanie. I właśnie to jest tak świetne, że z tej książki można się naprawdę dużo dowiedzieć!
Okej, miejscami bywało lekko nudnawo. Czasami miałam wrażenie, że autor przesadził z historiami i za bardzo odbiegł od głównego tematu (pamiętajcie, że to tylko i wyłącznie przez niego w ogóle sięgnęłam po Wilki). Ale czy teraz, po przeczytaniu, gorzej ją przez to wspominam? Nie. A co to pokazuje? Że była to tylko taka chwilowa, lekka irytacja, która znikała kiedy tylko pojawiało się słowo zaczynające się na w, kończące na k, a w środku mające i oraz l <3
Ocena: 4.5/5

Bohaterowie
Bohaterów stałych jest trzech-narrator, jego żona Nuria i wilki.
Bohaterów zmiennych jest więcej, ale zwykle pojawiają się oni raz, może dwa.
Ogólnie bohaterów jest strasznie, strasznie mało.
I na tym w sumie mogłabym zakończyć moją gadaninę, ale po co ułatwiać Wam życie? :D
Gdyby była to książka o każdej innej tematyce, nie ukrywam, trochę by mi to przeszkadzało. Dwie główne postacie wykreowane są dość dobrze, ale widać, że autor nie poświęcił bohaterom większej uwagi. Nie wprowadził nas w ich charakter, hobby, życie prywatne czy przeszłość, a o większości pisał "Postanowiłem spotkać się z Janem Kowalskim, fotografem przyrody". Czy to źle? Podczas czytania całkowicie nie przeszkadza, ale jak już się znajduję tę wolną chwilę, żeby pomyśleć i napisać recenzję można się zdziwić, jakim cudem wcześniej się tego nie zauważyło. Dobra, trochę kręcę, krótko i na temat- nie przeszkadzało mi to.
Problem z książkami takimi jak ta jest taki, że na każde niedociągnięcie jest bardzo łatwy, ale silny argument- "Autor nie chciał, żeby coś o czym jest książka zeszło na drugi plan". Kurczę, chyba napiszę powieść naukową.
Ocena: 4.5/5

Styl pisania
Nie podręcznikowy, dzięki czemu książkę czyta się szybko, a fakty przyswaja łatwo i na długo.
Do tego jest też jedynym sposobem na głębsze poznanie głównego bohatera, który wprost nie mówi chyba nic na swój temat. Jakby się uprzeć to nie wydaje mi się, żeby gdziekolwiek było napisane, że narrację prowadzi Wajrak, więc fakty z wikipedii niewiele nam tu pomogął.
Dzięki stylowi pisania dowiedziałam się, że mówiący jest bardzo inteligentny, wytrwały oraz dokładny w tym co robi i nie lubi się poddawać. Widać, że wilki są jego pasją i mógłby o nich gadać godzinami. I jak tu go nie kochać, niech ktoś mi powie?
Ocena: 5/5           

Okładka
W sumie na okładce mógł być wilk, a w środku już nic i całkowicie by mi to wystarczyło. Uwaga, wszystkie wydawnictwa: dawanie wilka na okładkę książki to naprawdę świetny sposób na przekonanie mnie abym ją kupiła!
Ogólnie cała pozycja jest wykonana naprawdę dobrze. Liczne zdjęcia dobrej jakości, przyjemna czcionka- jedyne, co bym zmieniła to format, bo lektura była po prostu za szeroka. Tak się da? No, okazało, że tak. Ja też nie wiedziałam :D
Ocena: 4.5/5

OCENA KOŃCOWA: 18.5/20
PODSUMOWANIE: "Wilki" Adama Wajraka to nietypowo-typowa powieść naukowa. Z jednej strony fabuła i trochę akcji, dzięki którym się nie nudzimy, czasu poświęconego nad książką nie liczymy jako naukę, a poznane ciekawostki zostają nam w głowie na dłużej.
Z drugiej oczywiście to, czego możemy się spodziewać w lekturach tego typu- wprowadzenia nas w świat wilków. Wszystko to porządnie zebrane, z humorem i bardzo, bardzo dobrą oprawą graficzną. Polecam, bo skoro mnie się podobała to znaczy, że coś musi w niej być.
~~
No, to macie kolejną ciekawostkę o mnie :D Jest tu ktoś, kto tak jak ja kocha wilki? <3
 

10/04/2016

Moja playlista

A żeby nie było, że nieksiążkowy temat, to bardzo zachęcam do słuchania podczas czytania ;)
 
Ogólnie to kiedyś bardzo bardzo nie lubiłam muzyki, bo nic z niej nie umiałam (teraz to już w ogóle inny świat, nauczyłam się grać "Panie Janie" na gitarze!11!!!!), a śpiewać to już szczególnie (kto mnie zna i miał nieszczęście osobiście się o tym przekonać może potwierdzić). Dopiero niedawno, parę lat temu polubiłam słuchać muzyki i teraz robię to w sumie często-podczas zmywania (hate), sprzątania (hatehate) czy drogi do szkoły (hatehatehate). No, także zapraszam na małą podróż po moich ukochanych kawałkach <3
I jeszcze taka informacja: kolejność nie ma tu najmniejszego znaczenia (z prostego powodu: moja ulubiona piosenka zmienia się co średnio parę tygodni) (chyba coś dziś przesadzam z nawiasami)

1. A Year Without Rain

Wokalistkę ośmielę się stwierdzić zna każdy (zwłaszcza po Czarodziejach z Waverly Place, jeju kochałam to), piosenkę pewnie większość, bo mam wrażenie, że to jedna z jej popularniejszych. Muzyka jest taka przyjemnie łagodna, wpadająca w ucho, a słowa pasujące i romantyczne. Co prawda to kolejna piosenka o miłości, ale no proszę Was, wymieńcie mi 10 piosenek, które o niej nie opowiadają.
 Can you feel me
When I think about you?
With every breath I take,
Every minute
No matter what I do
My world is an empty place

 
                          Znalezione obrazy dla zapytania year without rain

 2. Hymn for the weekend
 Jedna z muzycznych ciekawostek o mnie: nie lubię piosenek, w których wszystko jest jednolite. Muzyk po prostu śpiewa swój tekst bez żadnych wspięć czy zniżeń głosowych (jeśli ktoś się zna na muzyce może mi pomóc stwierdzić jak toto się nazywa). W tej piosence takie "wspięcia" są niemal cały czas. Słowa, nawet jeśli ich nie rozumiemy, fajnie brzmią razem fonetycznie, no i jest Beyonce ze swoim łagodnym, ale silnym głosem, który jest idealnym przeciwieństwem dla tekstów śpiewanych przez Coldplay. I, oprócz tego, piosenka ma jeszcze jedną zaletę. Można ją ustawić na budzik i nie dość, że będą budziły Was delikatne śpiewy ptaków i delikatna melodia, to jeszcze Wam się nie znudzi i będziecie mieli ochotę jej słuchać także w ciągu dnia #Potwierdzoneinfo
  Oh, angel sent from up above
You know you make my world light up
When I was down, when I was hurt
You came to lift me up


                        Znalezione obrazy dla zapytania hymn for the weekend

 3. Dangerous
Sama muzyka jest fajna, więc godna polecenia, ale ja kieruję ją do szczególnej grupy- biegaczy. Żeby być taka fit i w ogóle postanowiłam po szkole biegać (udaje mi się już drugi tydzień, ha!). Melodia i słowa, choć większości nie rozumiem, są tak pozytywne i energiczne, że automatycznie zaczynamy biec szybciej i mniej się męczymy. Jak to działa? Nie wiem, ale strasznie się cieszę, że takie coś powstało :D
A jeśli nie biegasz, tę piosenkę możesz traktować jak pozytywnego kopa. U mnie to działa :)
 You take me down
Spin me around
You got me running all the lights
Don't make a sound
Talk to me now
Let me inside your mind 

 
                                              Znalezione obrazy dla zapytania dangerous david   


4. Me and my broken heart
 Nie wiem, czy można nazwać tę piosenkę pozytywną, ale jakoś zawsze sprawia mnie w dobry humor- może to uroczne załamanie przy "broken hearts", albo to, że jakoś rozumiem słowa, mimo, że nie są szczególnie wolne? Nie wiem, ale to jedna z lepszych piosenek, takich, która się nie nudzi. Aha, i jest dobra do biegnia.
 All I need's a little love in my life
All I need's a little love in the dark
A little but I'm hoping it might kick start
Me and my broken heart
I need a little loving tonight
Hold me so I'm not falling apart
A little but I'm hoping it might kick start
Me and my broken heart





5. Sucker from pain
 Nie, nie oglądałam Legionu samobójców, w sumie nie wiem dlaczego, bo wydaje się, że to moje klimaty. Dobra, nieważne, obiecuję że to nadrobię, ale na chwilę obecną (i utrzymuję się to od jakiegoś półtora tygodnia, jak na mnie mega długo!) jest to moja ulubiona piosenka. Kiedyś lubiłam tylko refren i było mi mocno szkoda, że tak zepsuli każdą zwrotkę, ale teraz kocham tam każdą sekundę. Każda nuta wywołuje dreszcze, no i głosy wykonawców są takie niczego sobie. Kocham, kocham, kocham i strasznie polecam.
 I torture you
Take my hand through the flames
I torture you
I’m a slave to your games
I’m just a sucker for pain
I wanna chain you up
I wanna tie you down
I’m just a sucker for pain



                         Znalezione obrazy dla zapytania sucker from pain

 6. Heathens
 Przyzna, że tę piosenkę znalazłam szukając poprzedniej, po prostu wpisałam w yt "Legion samobójców piosenka" (ambitnie, wiem). W sumie cieszę się, że to zrobiłam, bo gdybym znała tytuł Sucker from pain, nie znalazłabym tej. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz jej słuchałam, cały czas czekałam tylko na "I'm torture youuuuuu", bo słyszałam, jak koleżanka to śpiewa i mega mi się spodobało. Dlatego trochę się na tym zawiodłam, ale potem stwierdziłam, że nie jest tak źle, i że może jak posłucham jeszcze raz, to mi się spodoba. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze.
 All my friends are heathens
Take it slow
Wait for them to ask you who you know
Please don't make any sudden moves
You don't know the half of the abus

Znalezione obrazy dla zapytania heathens
                                       
7. Juice wiggle
Pisałam wcześniej, że któraś z piosenek daje motywacyjnego kopa? Posłuchajcie tego!
Ogólnie z tą piosenką mam cudowne wspomnienia i mam zamiar nigdy nie przestawać jej słuchać. Sam tekst nie jest może zbyt ambitny, podobnie teledysk (choć głupkowato przyjemny dla oka), ale wydaje mi się, że nawet komuś, kto słyszy ją po raz pierwszy (czyli nic mu się z nią nie kojarzy) po prostu powinna się spodobać. Strasznie ruchliwa, energiczna i wesoła, idealna na fitness czy (przepraszam, że znowu :D) bieganie. Ale w sumie też na siedzenie w domu i robienie nic, ew. nicnierobienie-a uwieżcie mi, w tej dziedzinie jestem mistrzem.
I walked into the party. I seen somethin’ I never saw.
Everybody was movin’ grovin’
Girls, they were dancin’ on the bar.
Now this wasn’t no ordinary dance.
(Hey man why is everybody swimmin’ in a trance?)
I couldn’t figure it out like your grandpa’s riddle,
I asked ‘em what they doin’ and they said Juicy wiggle! 


                                                  Znalezione obrazy dla zapytania juicy wiggle

8. Everytime we touch
Tę piosenkę poznałam dosłownie tydzień temu oglądając jakiś filmik na youtubie stworzony przez fanów i zakochałam się w niej dosłownie od pierwszego wejrzenia. Muzyka jest cudna, słowa proste i łatwe do nauczenia (sprzyja to więc śpiewaniu tego w każdym momencie dnia, a zwłaszcza w szkole, a zwłaszcza na lekcjach #truestory) no i takie jakieś wzruszające... Obecnie jedna z dwóch moich ulubionych piosenek, a sądzę, że jeszcze kilka razy sobie jej posłucham i przegoni też Sucker from pain. No ale ostrzegałam, że moje TOP 1 zmienia się średnio raz na pare tygodni? :D
Dobra, ja przestaję gadać. Po prostu posłuchajcie.
 Cause everytime we touch,
I get this feeling
And everytime we kiss
I swear, i could fly
Can't you feel my heart beat fast
I want this to last, need you by my side.



                                           Znalezione obrazy dla zapytania everytime we touch



9. War of hearts
Może kogoś zaskoczę, może nie, nie wiem, ale kocham Shadowhunters. Z książką i filmem już troszkę słabiej, ale serial jest jak dla mnie po prostu idealny (taka ciekawostka: to właśnie dzięki TEMU filmikowi poznałam Everytime we touch) . Tę piosenkę każdy fan napewno zna ze sceny ze ślubem (nie chcę dokładnie mówić, bo może ktoś ma w planach obejrzeć), ale ja kojarzę ją teraz tylko z Saphaelem (połączenie dwóch bohaterów z tego serialu) ->KLIK
Dobra, żeby zachęcić wszystkich- sama melodia, słowa i ich brzmienie też są naprawde dobre-takie łagodne, lekkie... <3

  I can't tell but love you
Even though I try not to
I can't tell but want you
I know that I'd die without you

                                          Znalezione obrazy dla zapytania war of hearts ruelle
                                          Przepraszam, że sama piosenkarka, ale znalezienie        
                                          zdjęcia nie-ze-sceną-z-12-odcinka okazało się 
                                          zbyt trudne :")

10. Wszystko, co leci w radiu
 

Znalezione obrazy dla zapytania oldschool radio

~~
W sumie dopiero podczas robienia tej listy uświadomiłam sobie jakie są tak naprawdę moje ulubione piosenki. Chociaż w sumie gdybym dodała ten post za, powiedzmy, miesiąc, sądzę, że przynajmniej połowa pozycji byłaby zmienionych :D

9/28/2016

(#39) "Plaga samobójców" S. Young

Całkowicie nie wiedzieć czemu, świat pełen samobójców (i do tego jeszcze "ubrany" w taką okładkę, chodzi mi o tą dziwną twarz) jakoś mnie nie pociągał. Sądziłam, że będzie to książka depresyjna, ciężka i po prostu smutna. Na szczęście (ciekawostka: zupełnie jak w przypadku Hopeless) Hania, którą możecie kojarzyć, poleciła mi tę serię, pożyczyła nawet własny egzemplarz...I tak w skrócie powiem, że mimo, iż ta książka nic nie zmieniła w moim życiu naprawdę nie żałuję że ją przeczytałam <3


W świecie Sloane wybuchła epidemia, o tyle niezwykła, że dotykała tylko nastolatków. To oni, zarażeni przez nieznaną dotąd chorobę, w masowych ilościach odbierali sobie życie rzadko zostawiając list pożegnalny dla rodziny lub chociaż wyjaśniając dlaczego zdecydowali się na tak rozpaczliwy czyn. I gdy świat myśli, że oto jest świadkiem całkowitego wymarcia jednego pokolenia, do walki staje Program. Program ma chronić zarażonych, robiąc to w dość nietypowy sposób-usuwa chorym wszystkie wspomnienia dotyczące tego, kim byli przed leczeniem. Tragiedie, przyjaciele, a nawet ukochani- tego wszystkiego zostaje pozbawiony pacjent, który po kuracji musi ułożyć sobie życie całkowicie na nowo.
Brat Sloane nie żyje. Jej najlepsza przyjaciółka została zabrana. Depresja czyha na nią na każdym kroku, tak samo jak agenci, którzy na każdy podejrzany sygnał gotowi są wziąć sprawy w swoje ręce.
Swoją jedyną nadzieję widzi w ukochanym chłopaku, Jamesie, i swoim przyjacielu, Millerze. Cała trójka codziennie musi ukrywać przed dorosłymi, rówieśnikami a nawet samym sobą swój strach, rozpacz i obawę-wiedzą bowiem, że gdy dopadnie ich Program, ich życie zmieni się na zawsze.
Gdy pewnego dnia dochodzi do straszliwego zdarzenia, który burzy mur, który nastolatkowie postawili wokół swoich uczuć, nie potrafią już dłużej ukrywać prawdy. Wiedzą jedno-będą walczyć. Nie poddadzą się. Nie ugną.
Ale czy nie to samo mówił każdy "wyleczony"?

Fabuła
Okej, po kolei, bo mam tyle do powiedzenia, że nie wiem, od czego zacząć.
Po pierwsze- w tej książce niewiele się dzieje. Serio, całość możnaby streścić w, powiedzmy, dwie minuty, a same najważniejsze wątki i ich objaśnianie zajęłyby połowę mniej. Czy to znaczy, że przy tej lekturze można się nudzić? A gdziee tam :D 
Pewnie jest to zasługa stylu pisania i to tam powinnam bardziej się o tym rozpisać (co zrobię), po prostu musiałam o tym wspomnieć. No bo jeju, świat, gdzie niewiele się dzieje, nie mamy pędzącej akcji i nieoczekiwanych wydarzeń (w większości), a błyskawicznie zostawiamy za sobą kolejne strony?
Po drugie, pani Young zastosowała naprawdę, naprawdę, NAPRAWDĘ ciekawy zabieg, z którym chyba nie spotkałam się jeszcze nigdy.
To teraz taka zagadka- co łączy Sky z Hopeless, Thomasa z Więźnia labiryntu, Charlie i Silas z Never, never, Estellę z Gdzie jest Mia?, Noami z Zapomniałam, że Cię kocham czy Christinę z Zanim zasnę  i oczywiście Sloane z Plagi samobójców?
Żebyście się za bardzo głowić nie musieli, odpowiedź jest tutaj-oni wszyscy stracili pamięć. Jak, dlaczego i przez kogo to już nieważne, ale w historiach wystąpił-i był dość istotny- ten motyw.
A czym się różni Plaga od Hopeless, Więźnia, Never, never i Zanim zasnę? Znamy wspomnienia bohaterski SPRZED, a we wszystkich pozostałych samą postać poznajemy już PO. 
Książkę ogólnie można podzielić na 3 części- przed Programem, Program, po Programie. Zwykle autor wrzuca nas w świat po, a my nie wiemy co się dzieje- nie mówię oczywiście, że mi to przeszkadza, ale nie zaprzeczycie, że to prawda. A tu? Pierwsze dwie części zwykle są spisane dużo później, często jako osobny tom. Teraz więc znałam te wszystkie sekrety, które normalnie poznawałabym z biegiem historii. Dodatkowego smaczka dodawały te ciągłe wahania typu: "Jaką ten chłopak ma tajemnicę? Chciałabym to wiedzieć!" czy "Wiedziałam, że to imię coś mi mówi, ale nie mogłam sobie przypomnieć co". Ale tak serio, te zdania nie brzmią Wam jak w typowych książkach z motywem utraty pamięci?
Ocena: 5/5

Bohaterowie
Dobrze wykreowani i to w mocnym tego słowa znaczeniu.
Dzięki zabiegowi, o którym wspomniałam wyżej niemal każdego bohatera znamy na wylot. Obserwujemy jego zmianę i możemy bardzo dokładnie "przestudiować" jego charakter.
Sama Sloane przypadła mi do gustu, choć nie stała się moją ulubioną postacią-chyba zabrakło jej tylko "tego czegoś", bo była naprawdę wspaniałą bohaterką. Walczyła o to, co słuszne, nie poddawała się, była silna i nie bała się wyrażać tego co myśli. 
Jamesa też od razu polubiłam. Opiekuńczy, silny chłopak, który dla swojej dziewczyny zrobiłby chyba wszystko. Szczególnie pozytywnie autorka zaskoczyła mnie relacją Jamesa i Sloane (zwłaszcza po osobie o inicjałach M.R, po prostu nie chcę spoilerować :D) PO, jeszcze raz udowadniając, że Plaga samobójców wyłamuje się ze stereotypów.
Niestety, kolejne osoby, które bym opisała byłyby już za dużym spoilerem i nie chcę Wam psuć przyjemności z odkrywania wszystkiego samemu. Powiem tylko, że nawet po tym, co zrobił M.R nadal go lubię i mogę zupełnie szczerze powiedzieć, że rozumiem jego postępowanie.
Ocena: 5/5

Styl pisania
Żeby nie było, ostrzegałam! :D
Pani Young dość mocno skupiła się na nakreśleniu tego, co bohaterowie czuli. Strach, rozpacz, przerażenie i niepewność tylko dodawały bohaterom realizmu, a my jeszcze bardziej czuliśmy się jakbyśmy sami przeżywali te wszystkie przygody (zwłaszcza, że narratorem była sama Sloane, co tym razem bardzo mi pasowało).
Nie wiem, czy to dzięki stylowi pisania tak szybko przewracałam karty powieści, ale napewno odegrał on w tym jakąś rolę. Serio, nie pamiętam, kiedy ostatnio aż tak bardzo wkręciłam się w wykreowany przez kogoś świat. Fajnie, że zaczęłam czytać tę książkę w weekend-uwierzcie, ciężko mi było się oderwać :D
Ocena: 5/5

Okładka
W takich chwilach zastanawiam się czy ta kategoria jest sprawiedliwa. Przecież może podwyżyć pozycję przeciętną lub obniżyć ocenę końcową lektury, która zasługuje na maxa. Ale wtedy sobie myślę o tym "ocenianiu książki po okładce" (tak, wiem, że to robicie. To normalne :D).
Kiedy pierwszy raz ujrzałam tą okładkę, od razu stwierdziłam, że jest brzydka. To znaczy sama czcionka i kolorystyka były bardzo ciekawe, ale ta twarz nie dość, że niewiadomo skąd to jeszcze jest z dość przesadnym makijażem (choć może chodziło o to, aby był on mroczny? Jeśli tak, wyszło im to bardzo dobrze :D).
Potem, kiedy już sama trzymałam ją w ręcę i mogłam jej się przyjrzeć uznałam, że może nie jest tak źle i ta buźka...może nie ma w sobie uroku, ale jest do przetrawienia (ach, ta dyplomacja)
Ocena: 3.5/5

OCENA KOŃCOWA: 15/15 + 3.5/5 (ma być max? To będzie!)
PODSUMOWANIE: "Program, tom I. Plaga samobójców" to co prawda nic niewnosząca, ale bardzo przyjemna, wciągająca i warta uwagi młodzieżówka z dobrze wykreowanymi bohaterami. Jej znakiem charakterystycznym jest, niestety, dziwna twarz na okładce, której do tej pory nie rozumiem i, zdecydowanie stety, wyłamywanie się ze stereotypów. Podsumowując, jeśli masz ochotę na coś, od czego nie będziesz mógł się oderwać, ale znudziły Cię już popularne-i w większości podobne-młodzieżówki, sięgnij po "Plagę". Mało akcji sprawi, że fabuła pozostanie Ci w pamięci na długo, a jeśli jakimś cudem ją zapomnisz, wystarczą dwie minuty, abyś na nowo przypomniał sobie o tej mrocznie nakreślonej rzeczywistości.

~~
Pojęcia nie mam czy chodzi o wenę, ale tę recenzję pisało mi się lekko jak nigdy dotąd- każdy, kto sam pisze chyba wie, o czym mówię. Kocham ten stan <3