9/03/2016

(#37) "Mechaniczny Anioł" C. Clare

Niby nie lubię czytać po raz kolejnych tych samych książek (wyjątkiem są oczywiście Zwiadowcy, nuda), ale mimo to postanowiłam, że końcówka wakacji to idealny moment na przypomnienie sobie Diabelskich maszyn, prequela serii Dary Anioła. Dlaczego tak uważałam? Po pierwsze to moja 3 ulubiona książka (na przemiennie z Więźniem labiryntu, serio, zależy, którą z nich przeczytałam ostatnio :D). Po drugie wyjeżdżałam nad morze i nie miałam nic innego, pasującego. I po trzecie jest tam JEM. To powinno rozwiać wszelkie wątpliwości <3

Londyn, XIX w. 17-letnia, jak się wydaje całkowicie zwyczajna Tessa Gray odbywa podróż z Nowego Jorku do Londynu aby odnaleźć brata. Nie spodziewa się, że zostanie porwana przez Mroczne Siostry, które nie dość, że schwytały także Nathaniela, to jeszcze wymagają od Tessy użycia jej daru.
Okazuje się, że dziewczyna jest Zmiennokształtną- dotykając rzecz należącą do danej osoby potrafi się w nią zmienić. Pani Black i pani Dark skutecznie uczą ją panowania nad swoją mocą, a to wszystko dla tajemniczego Mistrza, który pragnie ją poślubić.
Gdy Tessa zostaje uratowana przez sarkastycznego, choć nieziemsko przystojnego
Willa Herondale'a, Nocnego Łowcę, ma szansę zemścić się na porywaczach i doprowadzić do upadku Mistrza. Czy dziewczyna będzie potrafiła porzucić to, co zna i poświęcić się dla całkowicie nowego świata? W wiktoriańskim Londynie czekają na nią nowe miłości i przyjaźnie, ale także zdrada, niebezpieczeństwa i sekrety, o jakich nawet nie śniła.


Fabuła
 Gdybym była sobą czytającą tą recenzję, już po pierwszym zdaniu miałabym wyrobioną opinię. Przeczytałabym całość, ale nieważne jak cudni są bohaterowie, jakie ciekawe przygody i jaka piękna jest okładka, bez wątpienia zostawiłabym komentarz "Dzięki, ale to nie dla mnie". A to mi się podobało, i to bardzo bardzo bardzo. Taka zachęta dla kogoś, kto ma podobny gust do mnie :) 
Wydaje mi się (i sądzę, że Wam też), ale Dary Anioła są popularniejsze od ich prequela. Ale, co rzadko się zdarza, ta niepozorna trylogia na pierwszy rzut oka podobała mi się o wiele, wiele bardziej. 
Fabuła jest tu idealna. Zdrada, tajemnice, pędząca akcja, magia, sekrety przeszłości, niebezpieczeństwa i różne przygody przeżyte z ludźmi, Nocnymi Łowcami, czarodziejami czy wampirami. Tu dosłowne nie ma miejsca na nudę, ciągle coś się dzieje.
Ta książka, a właśnie cała trylogia to takie fantasy w czystej postaci, ale o wiele lżejsze niż chociażby Hobbit, Władcy pierścieni czy Miecz prawdy. W skrócie to czysta przyjemność i nagroda dla wszystkich fanów fantastyki, którzy musieli wycierpieć czytanie nieudanych prób zaistnienia niedoświadczonych pisarzy (przepraszam że tak ostro, przypomniał mi się Xanth) 
Autorka tak sobie wszystko zaplanowała, że razem z Tessą odkrywamy drugi, ukryty przed naszym wzrokiem świat. Dlatego dla wszystkich zainteresowanych: po Diabelskie maszyny można sięgnąć nawet jeśli nie czytało się Darów Anioła! Ja tak zrobiłam i w najmniejszym stopniu nie żałuję, a teraz daję tę radę każdemu, kto chce się zapoznać ze światem wykreowanym przez Cassandrę Clare. A uwierzcie mi, warto to zrobić :)
Ocena:5/5

Bohaterowie
Przygotujcie się na słowotłok na temat Jema, który jest jednym z najcudowniejszych postaci książkowych ever. 
Żeby Was troszkę przygotować, zacznę kogoś, na punkcie kogo nie mam całkowitej obsesji :') 
Tessa jest postacią zdecydowanie do polubienia, nawet do pokochania. Bardzo skromna, bardzo sprytna, mądra i inteligenta, z ciętym językiem. Oczywiście żyje w świecie XIX-wiecznych dam i myśli tak jak ona: że kobieta nie powinna walczyć i takie tam, ale to po prostu czuć, że to nie jej własna opinia, a wpływ, jaki świat wywiera na każdego z nas. 
Will jest postacią naprawdę wartą uwagi. Jak wspominałam już raz czytałam całą trylogię, więc znam pewien...sekret Willa (naprawdę nie mam serca mówić Wam o co chodzi. Gdybym była sobą i przed przeczytaniem Diabelskich maszyn ktoś zaspoilerowałby mi o co chodzi z tą tajemnicą, chyba bym go zabiła) i teraz patrzę na niego całkowicie inaczej. 
Wiecie, czemu tak kocham Jema, mimo, że mam wrażenie, że 90% Nocnych Łowców woli jego przyjaciela? Bo Will zraził mnie do siebie i teraz nawet to, co całkowicie tłumaczyło jego zachowanie, nie mogło tego zmienić. Chciałabym, żeby było inaczej, naprawdę. Młody Herondale to naprawdę wspaniały bohater, który powinien zajmować w moim sercu jedno z pierwszych miejsc. Ale nie potrafię, naprawdę nie potrafię tego zrobić. Dlatego rada do Was: nie oceniajcie go zbyt pochopnie i dajcie mu szansę aż to samego końca. 
No i Jem... Pani Clare ma to do siebie, że tworzy naprawdę świetnie wykreowane i różniące się od innych postacie. Taki Deamon z Obsydianu, na przykład oczywiście, to typowy sarkastyczny bad boy, dla którego główna bohaterka traci głowę. 
James Carstairs jest jednym z moich trzech największych książkowych miłości. Miły, cichy, uprzejmy, spokojny, ma się wrażenie, że zawsze parę kroków przed innymi. Całkowicie poświęca się dla tych, których kocha cierpliwie znosząc ból, bolące uwagi czy upokorzenia. Nie mam zielonego pojęcia, jak wytrzymuje z Willem, który jest jego totalnym przeciwieństwem, ale uwierzcie mi, ten chłopak to wzór do naśladowania.
Jakoś tak się na moim blogu przyjęło, że opisuję tylko głównych bohaterów, więc już powoli mój wykład o wspaniałości postaci zakończę. (Przepraszam, że wyszło tak długo :") )
Ocena: 5/5

Styl pisania
W fabule wspomniałam, że Mechaniczny Anioł to idealny przykład, że fantasy może być lekkie i równocześnie na bardzo wysokim poziomie. Napewno część roboty odwalają bohaterowie, inną przygody, ale nie można nie wspomnieć tu o stylu pisania (pamiętacie moją recenzję Zanim się pojawiłeś i nawiązania do tortu? KLIK).
Jak cała ta historia, był idealny. Tak delikatny i subtelny, że prawie w ogóle nie zwracało się niego uwagi, ale gdyby nie on, cała powieść mogłaby stracić ten swój... magiczny urok, który towarzyszył nam przez cały czas.
Niewątpliwym plusem pierwszego tomu Diabelskich maszyn (ale potem także kolejnych :D) jest przewijający się humor, choć zwykle tylko w wypowiedziach bohaterów. Will, Tessa i Jem to tacy cisi mistrzowie ciętej riposty, a o ich zmaganiach o tytuł mistrza mistrzów czytało się bardzo przyjemnie :D
Ocena: 5/5

Okładka
Oczywiście tu też będe się rozwodzić, jaka to ona nie jest piękna, ale zacznijmy od czegoś innego.
Powiedzcie mi jedno: czy Wy widzieliście stare oprawy graficzne tej lektury? Nie? I lepiej dla Was, bo są tak okropne, że aż szkoda na nie patrzeć.      
   Tak, wiem, nie powinnam Wam tego robić, ale nie mogłam się powstrzymać. Czy tylko ja sądzę, że to jedna z najgorszych okładek ever?
Dobra, skończę już pluć jadem i przejdę do czegoś znacznie, znacznie przyjemniejszego dla oka, czyli okładek nowych. 
I ja nie wierzę, jakie one są piękne.
Mam czasem tak, że co chwila zamykam książkę i patrzę się na jej oprawę graficzną przez ładnych parę minut. I tak miałam w tym przypadku. Ten Will na okładce, ta kolorystyka, Big Ben w tle, tajemnicze symbole, światło pochodzące od run...No po prostu cudo jakieś.
Poza tymi wszystkimi atutami, wielką zaletą jest jeszcze jedna rzecz: zarówno tom I jak i pozostałe na przedstawiają głównych bohaterów, najpierw mamy Willa, potem Jema, a na końcu Tessę. I przynajmniej wyglądają jak ludzie i pasują do opisów bohaterów, nie tak jak w tym...czymś, co możecie zobaczyć na górze.
 No, miałam rację, że jest na czym oko zawiesić? :D
Ocena: 5/5

OCENA KOŃCOWA: 20/20
PODSUMOWANIE: "Mechaniczny Anioł" Cassandry Clare to lektura po prostu idealna dla wszystkich miłośników fantasy, przygód, akcji, humoru, tajemnic i świetnie wykreowanych bohaterów. Jeśli jesteś fanem choć jednej rzeczy, którą wymieniłam (lub po prostu, tak jak ja, zakochałeś się w okładce), zaufaj mi i po prostu biegnij do biblioteki-lub księgarni, nie powinieneś żałować- i jak najszybciej zaopatrz się w tę cudowną trylogię. Uwierz mi, warto. Już dawno nie dostałam aż takiego fioła na punkcie jakiejś książki, a zakończenie- i to każdego z tomów!- pozostawia w wielkim niedosycie. Tak, trzeciego też...Zna ktoś jakieś porady na solidny kac książkowy?

~~
Dziwna sprawa z tą Cassandrą Wam powiem. Jej Dary Anioła były miejscami nużące i gdyby nie ten światowy szał na pewno bym ich nie skończyła, ale gdyby nie one, nie powstałyby Diabelskie maszyny... Wiecie, o czym mówię, prawda? :D