Strony

7/26/2016

(#34) "Zanim się pojawiłeś" J. Moyes

Czyli ilu jeszcze książek potrzebuję żeby przekonać się, że obyczajówki nie są dla mnie.





27-letnia Lou Clark nadal mieszka z rodzicami, nie jest pewna co do uczuć jakie żywi do swojego chłopaka, a na dodatek traci pracę. Aby utrzymać rodzinę-mamę, siostrę i jej synka oraz tatę- postanawia zatrudnić się jako opiekunka niemal całkowicie sparaliżowanego Willa. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem- jej podopieczny jej sarkastyczny, niemiły i sprawia, że dziewczyna czuje się jak idiotka. Na całe szczęście praca ma trwać tylko 6 miesięcy, do 13 sierpnia-Lou kupiła nawet specjalny kalendarz na którym odlicza czas do tego wspaniałego dnia. Jak było do przewidzenia, w  międzyczasie granica między pracą a przyjaźnią (a później i miłością) zaciera się, a Clark poznaje straszny sekret Willa i jego rodziny. Czy będzie miała odwagę walczyć o ukochanego? Mierząc się równocześnie z demonami przeszłości będzie musiała przekonać go, że ma po co żyć, że wypadek nie odebrał mu wszystkiego.


Fabuła
Sięgając po książkę wiedziałam, że to romansowa obyczajówka i nie powinnam się po niej spodziewać zbyt wiele. No ale że aż tak? Pierwsze 200 stron było prawdziwym wyzwaniem. Gdyby nie ta światowa sława napewno bym jej nie skończyła (w sumie nawet bym po nią nie sięgnęła). Końcówka, a zwłaszcza poznanie sekretu Willa trochę poprawiało całokształt, ale jestem negatywnie zaskoczona jakością tak sławnej teraz powieści. 
Pomysł autorka miała dobry. Niepełnosprawność to rzadki temat w chyba wszystkich gatunkach. Dlaczego? Nie jestem pewna, chyba dlatego, że ciężko się o tym pisze. Bohaterowie nie mogą mieć wspaniałych, heroicznych przygód. Ja to rozumiem. Ale rzadko kiedy tak się nudzę przy jakiejkolwiek pozycji. 
Lou miała za zadanie pocieszyć Willa, wnieść do życia trochę rozrywki. Ale to, co ona robiła miejscami było nawet żałosne. Nie chcę Wam mówić o który moment dokładnie mi chodziło, ale mam wrażenie, że w myślach pani Moyes to wszystko wyglądało lepiej.
Pisałam, że końcówka działała na plus. Kto czytał ten wie w jakim sensie-wolałabym, żeby to wszystko skończyło się inaczej, ale przynajmniej autorce udało się mnie zadziwić.
Ocena: 3/5

Bohaterowie
Oho, bohaterowie, wisienka na torcie. Głupi do kresu możliwości.
Nie wiem kogo nie lubię bardziej- Willa czy Lou, którzy dosłownie wyłazili ze skóry żeby mnie zdenerwować i wychodziło im to naprawdę dobrze. Jak opisać te dwójkę jednym zdaniem? Prześcigają się z próbie zmiany stylu życia tego drugiego równocześnie wściekając się, że druga osoba robi to samo. Może to brzmi trochę naciąganie, ale taka jest prawda. Clark robi wszystko, aby zapewnić mu rozrywkę- np. zabiera go na wyścigi konne w ogóle nie pytając o jego zainteresowania, więc, co oczywiste, jej podopieczny wścieka się, że nie pyta go o zdanie i decyduje za niego.
Z drugiej strony Will nawet nie zachęca, ale naciska na opiekunkę, żeby miała odwagę się w życiu zabawić, żeby zaczęła robić coś szalonego. W międzyczasie Clark denerwuje się, że jak to ktoś ma jej mówić co ma robić. Można? Jak widać, można.
Okej, wypadałoby zwrócić uwagę, że nie mieli łatwego życia. Ona przez pewne wydarzenie z przeszłości, on dlatego, że mając wszystko został niemal z niczym. Obojgu współczułam, ale to nie znaczy, że wybaczyłam im ich zachowanie.
Dalej, w książce znajdziemy rodziców Willa i Lou, także, jakby to powiedzieć, nieidealnych. Widać było, że nie rozumieją swoich potomków. Zakładam, że chcieli dla nich jak najlepiej, a jako ludzie nie byli źli (w większości), ale czy przez głupotę, czy przez strach, nie wiem, nie byli wsparciem, jakiego główni bohaterowie poszukiwali.
Mimo tych wszystkich wad wszyscy bohaterowie mają jedną zaletę. Są naprawdę, naprawdę dobrze wykreowani. Każdy jest inny, wyrazisty i prawdziwy. Jak miło w końcu coś pokomplementować :D
Ocena: 1.5/5 (za to wykreowanie)

Styl pisania
Dobra, myślicie, ponarzekała trochę, to może jej przejdzie. Niespodzianka, nie przejdzie!
Wyobraźcie sobie tort. Taki weselny, urodzinowy, jak wolicie. Już? To teraz wyobraźcie sobie jego smak-gorzki, mdły i zupełnie nietrafiający w Wasz gust. Gotowe? To była fabuła. Dalej mamy wisienkę, która zupełnie tam nie pasuje i jeszcze bardziej psuje całokształt. Zrobione? Oto bohaterowie. A teraz czas na posypkę-coś, co mogło wszystko uratować, ale kiedy myślicie, że gorzej być nie może, trafiacie właśnie na nią. Przedstawiam Wam styl pisania.
Jak wiemy, styl, jakim napisana jest książka, może wszystko uratować lub zniszczyć. Okej, wykreowanie bohaterów, prędkości i ilość akcji też się liczy, ale to właśnie nasza posypka zwykle stawia kropkę nad "i". Niestety, autorce ta kropka wyszła jakaś koślawa, brzydka i krzywa.
Ciekawe czy to, że hisorię opowiada Lou coś zmienia. Jak wiecie, nie przepadam za nią, ale mam wrażenie, że moje odczucia co do niej nie wpływają na (nie)ciekawość sposobu opowiadania.
Ocena: 1.5/5 (Halo, halo, uwaga, właśnie po raz pierwszy w historii bloga zeszłam poniżej dwójki!)

Okładka
Nie znudził Wam się jeszcze ten tort? Mam nadzieję, bo znów do niego wrócę, ale spokojnie, po raz ostatni :D Gdyby to wspomniane wyżej ciasto było brzydkie, rozpadające się, pewnie w ogóle byście po nie nie sięgnęli, prawda? Wszystko "zawdzięczamy" okładce, czyli wyglądowi. Tutaj graficy, według mnie, mocno się postarali, bo oprawa graficzna jest przyjemna dla oka, strony są normlanie zszyte, czcionka jest w porządku. Fajne jest też to, że zdjęcie płynnie przechodzi na tył okładki- rzadko zdarza mi się spotkać z takim czymś, ale według mnie to ciekawy pomysł.
 Jedynce, co mi się nie podoba, to sukienka Lou i sposób jej uczesania-ale to tylko i wyłącznie moje odczucia. Chociaż, kiedy wspomniałam o tym koleżance dowiedziałam się, że główna bohaterka w filmie wcale tak nie wygląda. Ja filmu nie oglądałam, więc nie wiem, ale cieszę się z tego :D Ten plus, że Will jest przystojny, bo kilka razy było to wspomniane ;) 
I, uwaga, mówię tu oczywiście o okładce filmowej, bo ta stara (KLIK) podoba mi się...mocno, mocno średnio :D
Ocena: 4/5 

OCENA KOŃCOWA: 10/20
PODSUMOWANIE: "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes to popularna, ale nudna książka z głupimi bohaterami i mdłym stylem pisania. Całość ratuje zakończenie i tematyka, ale według mnie mimo to nie warto sięgać po tę pozycję. Początek strasznie, strasznie wynudza, ale na szczęście od około 200 strony da się już czytać-pytanie tylko czy warto się męczyć?
Czy tak niska ocena jest spowodowana, po pierwsze, moimi wysokimi wymaganiami, a po drugie tym, że zwyczajnie obyczajówek nie lubię? Może. Nie wiem. Wiem tylko, że to lektura nie dla mnie i jej nie polecam.

~~
Hej wszystkim!
Przepraszam fanów za tak niską opinię, ale ta światowej sławy pozycja po prostu do mnie nie przemówiła :D Ja osobiście uważam, że nie warto tracić na nią czasu, ale wiem, że dla wielu to ulubiona książka... Decyzja należy do Was. Może znajdziedzie coś dla siebie? :)

34 komentarze:

  1. Kurczę, bardzo mi się podoba ten podział, na okładkę, bohaterów itd. Nigdy się z takim nie spotkałam, a jest to bardzo pomysłowe.
    Co do książki, jakoś nie mam ochoty po nią sięgać. Moją uwagę przyciąga tylko okładka z jednym z najlepszych aktorów ;p Uwielbiam go <3
    http://swiatrico.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Na początku się trochę bałam, czy przypadnie to do gustu czytelnikom, ale teraz po prosu nie umiem pisać inaczej :D
      Według mnie dobrze robisz, chociaż racja, okładka cudna <3
      Pozdrawiam! ;)

      Usuń
  2. Ja ją czytałam i w sumie mi się podobała, acz moją ulubioną książką nazwać jej nie mogę ;) Byłam nieusatysfakcjonowana kilkoma elementami całości, mimo to będę ją wspominać raczej dobrze. Po drugi tom mimo wszystko chyba nie sięgnę, dla mnie ta historia zakończyła się wraz z ostatnią stroną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak z ciekawości, o których elementach mówisz? Bo ja byłam nieusatysfakcjonowana całością, więc...no :D Ja po II tom, co dziwne, mam ochotę się dowiedzieć, co nasza kochana Lou będzie robić po, przyznaję, smutnym zakończeniu pierwszej części
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Kurcze, widzę, że książka ci się nie podobała :/
    Ja ją czytałam i nie była zła, może nie jest to moja ulubiona obyczajówka i raczej nie sięgnę po nią ponownie, ale nawet mi się podobała. Mnie również ta książka troszkę nudziła. Czytałam ją dość długo bo nie mogłam wbić się w historię, ale w końcu się udało.
    Moim zdaniem autorka świetnie wykreowała bohaterów. Lou jest wspaniałą bohaterką, troszkę dziwną, ale pełną ambicji. A Will, cóż świetnie pokazana jest jego przemiana. Okładka strasznie mi się podoba, mimo iż nie lubię okładek z twarzami ta jest przesłodka. Do tego Sam na okładce, boże uwielbiam go. Strasznie podobało mi się zakończenie co prawda dużo osób na nie narzeka, ale (spoiler) mi właśnie podoba się to, że zakończenie jest prawdziwe. Bo myślę, że mało by było szans w prawdziwym życiu, że ktoś kto stracił wszystko, nie może nic robić i tylko czeka,aż ktoś go przebierze i podetrze, to wątpię, że tylko z powodu iż poznał kogoś od razu zachce mu się żyć (koniec spoileru) i to moim zdaniem było piękne.
    Świetna recenzja. Obserwuję
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za nieodpisywanie, nie było mnie w domu :)
      Bardzo Ci oczywiście dziękuję za taki długi komentarz, ale jeszcze bardziej za Twoją opinię co do zakończenia książki. Sama przez pewien czas dziwiłam się, czemu Will podjął taką a nie inną decyzję-i szczerze nadal się z nią nie zgadzam, ale teraz jakoś tak...jakby to powiedzieć, bardziej go rozumiem. Mam nadzieję, że wiesz o czym mówię :D
      Pozdrawiam i ślicznie dziękuję za obserwację ^^

      Usuń
  4. Mi fabuła się podobała. Wiedziałam, że to romans i znałam nawet zakończenie. Lou momentami faktycznie mogłaby się - mówiąc kolokwialnie - ogarnąć, ale mimo to moja podświadomość jakoś usprawiedliwia jej działania, a końcówka faktycznie jest idealna. Gdyby było inaczej lektura byłaby kolejnym przesłoczonym romansem, gdzie jest cukier, lukier i marmolada. Z postaciami jednak trudno mi się zgodzić. Clark wyróżnia się na tle innych bohaterek. Może jest uparta, ale kierują nią dobre intencje. *Okey pomysł z końmi był fatalny, lecz przynykam na to oko.* Poza tym w tłumie młodzieżowych dziewczyn brakowało mi właśnie takiej postaci. W stosunku do Willa jestem chyba bezkrytyczna. To, że namawiał do czegoś Lou było spowodowane tym jakie życie wcześniej prowadził, chciał pokazać jej, że może być kimkolwiek chcę, że świat stoi otworem.  Przynajmniej ja to sobie tak tłumacze. Z postaci drugoplanowych podobał mi się również ojciec Lou. Niby było go mało, ale czasami dodał jakąś swoją uwagę, która sprawiała, że się uśmiechałam, np. wtedy, gdy współczuł Willowi, że będzie musiał spędzać czas z jego córką.  Nie no stop! Ta posypka była całkiem dobra. Nie idealna, ale całkiem przystępna. Okładka filmowa w porównaniu do tej starej  (Nie wiem jak ona mogła ci się podobać!) jest śliczna. Oczywiście moją uwagę przykuwa Sam w garniaczku, kobieta obok niego jest tylko tłem do tego :D Ja tę lekturę uwielbiam, uroniłam przy niej zły i będę polecać ją każdemu kto lubi książki romantyczne.

    http://wielopasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale długi komentarz <3 Strasznie dziękuję <3
      Ja też, niestety, zakończenie znałam, a wszystko "zawdzięczam" cudnemu tytułowi II tomu, który jest po prostu czystym złem. Co do końcówki nadal nie jestem przekonana, sądzę, że zaakceptowałabym każdą decyzję autorki. Co do Lou raczej się z Tobą nie zgadzam, ale no, ja swoją opinię już powiedziałam :D
      Aha, i żeby nie było, stara okładka mi także się nie podobała. Chodziło mi o "Mocno, mocno średnio", czyli była bardzo przeciętna :D
      Ja tę lekturę będę odradzać fanom jakichkolwiek gatunków, albo przynajmniej przed nią ostrzegać ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. Chciałam ją przeczytać ale po tym co przeczytałam nie wiem czy dalej chce. A co do książki to przeważnie tak jest że jak jest szał wokół książki to okazuje soe nudna. Co do recenzji jest świetna chyba zamiescilas wszystko co powinno sie znaleźć. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam farta i zwykle popularne książki trafiają w mój gust (dlatego nadal po nie sięgam :D), ale ta, jak widać, była wyjątkiem :/

      Usuń
  6. Szkoda że książka nie przypadła ci do gustu. Ja należę do większości ktkra kubi autorkę i jej książki. Torcik taki trochę z jakieś szemranej cukierni jak widzę :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze, nie mogę się z Tobą zgodzić. Jedyne co mnie zawiodło to chyba końcówka... Nie lubię motywu listu z zza grobu. Mnie osobiście naprawdę podobała się książka... Takie trudy dnia codziennego, czasem głupoty, ale tak już w życiu bywa, czasami nawet najmniejsza rzecz jest w stanie Cię wyprowadzić z równowagi :D Rozumiałam Willa, który chciał umrzeć i Lou, która chciała, żeby przeżył. Chyba właśnie to podobało mi się najbardziej... Nie jest to moja ulubiona książka, ale myślę, że do niej wrócę za jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze ja do motywu listu za grobu nic nie mam. W sumie rzadko się z takim spotykam, może to dlatego :D
      Ja, jak może zdążyłaś się domyślić, raczej zamiaru nie mam wracać :')
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. Hmm... Mam tą książkę w planach, ale po tej recenzji mocno się waham. Zainteresowałam się nią głównie ze względu na film, a raczej sam zwiastun, bo filmu nie widziałam.
    Mimo wszystko chyba jednak ją przeczytam, aby mieć porównanie, ale sądzę, że nie warto kupować. Pewnie wypożyczę ;)
    A okładka - cudo! I Sam Claflin na niej <33
    Viks Follow *dawniej Viks*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film podobno jest świetny, ale nie wiem czy to prawda, choć mam go w planach. Czy zapoznać się warto? Może i warto, choć moim skromnym zdaniem- nie :D
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  9. Lepiej już się więcej nie bierz za obyczajówki. Dla własnego dobra :D Mi "zanim się pojawiłeś" się podobało, ale nie mogę przeżyć tego zakończenia. Zapraszam na moją recenzję, jeśli jeszcze nie czytałaś http://szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com/2016/07/zanim-sie-pojawies-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, dla dobra mojego i innych, bo ilość jadu w tej recenzji przekracza chyba łączną na całym blogu :D

      Usuń
  10. Dużo dobrego słyszałam o tej książce, początkowo chciałam ją nawet przeczytać, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie, bo ja po prostu nie przepadam za takimi klimatami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez słyszałam strasznie dużo pozytywnych opinii, tak naprawdę to tylko przez ten światowy szum po nią sięgnęłam. A było zaufać doświadczeniu, które wiedziało, że nie lubię obyczajówek...

      Usuń
  11. Jak zawsze, każda książka, nieważne czy popularna czy mniej- jednemu się podoba, drugiemu nie.
    Dlatego ja osobiście, gdy wiem, że ten gatunek niekoniecznie jest dla mnie, pomimo wielkiego szumu i samych pozytywnych opinii na temat danej książki, po prostu po nią nie sięgam, żebym potem nie musiała wystawiać jej negatywnej opinii, ale przede wszystkim żeby się nie męczyć, bo przecież czytanie ma sprawiać przyjemność ;D
    Po "Zanim się pojawiłeś" jak i po drugą część "Kiedy odszedłeś" na pewno sięgnę, w jakiejś tam przyszłości, bo po prostu jestem bardzo ciekawa tej książki. Po za tym uwielbiam takie historie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy punkt widzenia :) Ja mam tak, że kiedy wokół książki panuje spory szum, strasznie mnie do niej ciągnie (no, może horrorów, do Carrie nadal mnie nie ciągnie). Raz mi wyjdzie, raz nie...

      Usuń
  12. To pierwsza recenzja książki, z która się spotykałam, a jest naładowana ochami achami! :D Do tej pory spotykałam się tylko z pozytywnymi opiniami, więc jestem niezmiernie ciekawa co ja będę odczuwała po zapoznaniu się z lekturą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście przewazaja pozytywne recenzje, ale widziałam tez niejedną negatywna (nie jestem jedyna <3) :)

      Usuń
  13. Nienawidzę tej książki. Naprawdę! Dotrwałam do jej końca z trudem. Lou mnie tak irytowała, była strasznie dziecinna.
    Kiedyś dam jej drugą szansę, jednak musi trochę minąć.
    Pozdrawiam
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. W tym momencie zniechęciłaś mnie do przeczytania tej książki :') Ale znając mnie i tak po nią sięgnę.
    Pozdrawiam
    http://wazonikowerecenzje.blogspot.se/2016/07/zoe-sugg-girl-online.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahaha, nie zgadzam się. :D To znaczy szanuję Twoje zdanie i opinię, również mam książki którymi inni się zachwycają a ja nie mogę na nie patrzeć. :) "Zanim się pojawiłeś" przypadło mi do gustu głównie za sprawą bohaterów których Ty chyba wręcz znienawidziłaś.

    Uwielbiam to jak bardzo różnorodne są gusta i jak wielkie są różnice w odczuciach po jednej książce. :D

    Pozdrawiam gorąco!
    Podróże w książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, "szanuję, ale nie rozumiem"? :D

      Usuń
  16. Kurczę, to chyba pierwsza zła opinia na temat tej powieści.
    Nie zgadzam się z nią pod żadnym względem, ale szanuję :)
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz się spotkałam z negatywnymi, ale fakt, pozytywne przeważają :)

      Usuń
  17. Tak mało na naszych rodzimych blogach jest takich recenzji! Z krwi i kości! Kurde jak ja lubię krytyczne opinie <3 Taki Polaczek ze mnie wyłazi...
    Cudowna, fantastyczna recenzja <3 Pisz wiecej takich. Nie wiem czy powinnam, ale życzę Ci więcej takich gniotów, żebym z przyjemnością mogła czytać kolejne takie wymiociny xDDDDDDDDDDD
    Ja Jojo Moyes mówię nie, nie, nie i nie. Włazi mi uszami, oczami i cholera wie jeszcze czym, dlatego ni cholery nie przeczytam nic, co wyszło spod jej pióra!

    Pozdrawiam cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nie lubię pisać negatywnych recenzji, ale mam wrażenie, że właśnie ich jest trochę za mało na moim blogu i muszę jakoś to naprawić. Romantyczne obyczajówki, nadchodzę!
      Pozdrawiam także i dziękukę ^^

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie ogromną motywacją ;) Zostawcie linka do swojego bloga, na pewno wpadnę :D